Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Wielkiej Brytanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Wielkiej Brytanii. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 stycznia 2014

Alchemia miłości – Eve Edwards





Autor: Eve Edwards (strona autorki)
Tytuł: Alchemia miłości
Seria: Kroniki rodu Lacey #1
Oryginalny tytuł: The Other Countess
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 25.09.2013
Stron: 384
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska 







„- Wiek zmienia nasze zapatrywania na życie.” [s.30]

czwartek, 26 września 2013

Studnia wieczności – Libba Bray





Autor: Libba Bray (strona autorki)
Tytuł: Studnia wieczności
Seria: Magiczny krąg #3 (strona trylogii) 
Cykl wydawniczy: Czytaj po zmierzchu
Oryginalny tytuł: The Sweet Far Thing
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2010
Stron: 760







„Siedzimy zasłuchani i zauroczeni jak zawsze, gdyż dobre opowieści mają to do siebie, że ich magia nigdy nie blaknie.” [s.227]

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kroniki Tempusu: Królowa musi umrzeć - K.A.S. Quinn





Autor: K.A.S Quinn
Tytuł: Kroniki Tempusu: Królowa musi umrzeć
Seria: Kroniki Tempusu #1
Oryginalny tytuł: The Queen Must Die (Chronicles Of The Tempus)
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 21.12.2013
Stron: 296








 
____
Seria „Kroniki Tempusu”:
1.Królowa musi umrzeć | 2. Królowa na wojnie  | 3. ?

piątek, 26 kwietnia 2013

Strażnicy historii. Nadciąga burza – Damian Dibben





Autor: Damian Dibben (strona autora)
Tytuł: Strażnicy historii. Nadciąga burza
Seria: Strażnicy historii #1
Oryginalny tytuł: The History Keepers: The Storm Begins
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: kwiecień 2012
Stron: 328
Ocena: 5/10





„Historia jest święta. Przeszłość może być naznaczona horrorami, ale pamiętaj, Jake, te horrory mogły być milion razy gorsze.” [s.93]


Rodzice czternastoletniego Jake’a zaginęli, a jest to o tyle straszne, bo zaginęli gdzieś w odmętach historii świata. Mogą być wszędzie, a co straszniejsze w każdym czasie, wieku, momencie historii. Jedna pochmurna noc, w której młody chłopiec został „porwany” zmienia wszystkiego w jego życiu, bowiem dowiaduje się, że jego szaleni rodzice należą do Tajnych Służb Straży Historii, które mają na celu chronić historię. Jake chcąc ich odnaleźć przenosi się z Londynu dwudziestego pierwszego wieku do szesnastowiecznej Francji, do głównej siedziby stowarzyszenia. Tam poznaje innych agentów z różnych epok. Podstępem dostaje się na statek grupy, która ma za zadanie odnaleźć jego rodzicieli, a także uratować świat przed obłąkanym Zeldtem, który ma zamiar zniszczyć historię, którą znamy, o której uczymy się na lekcjach. Czy im się uda? Czy Jake odnajdzie swoich rodziców? Czy udaremnią plany Zeldta? Czy jednak Zeldt dokona zagłady świata? Cóż za misterny plan uknuł książę ciemności?

Damian Dibben jest zakochanym w swoim mieście londyńczykiem. „Strażnicy historii. Nadciąga burza” to jego debitu literacki. Zanim zaczął pisać książki, pracował, jako scenarzysta przy przeróżnych projektach filmowych, takich jak „Kot w butach” czy „Upiór w operze”, zaś jego własny scenariusz „Seventh Heaven” ma niedługo wejść do produkcji. Interesuje się historią starożytną, naukami przyrodniczymi oraz powieściami przygodowymi.

Sam pomysł z Tajnymi Służbami Straży Historii jest naprawdę ciekawy. Sama od zawsze chciałam przenieść się w czasie. Zobaczyć jak kiedyś wszystko wyglądało, bo nie wiem, czemu patrząc na stare czarno-białe fotografie wyobrażam sobie świat również w takich barwach. A przecież było w nim tyle kolorów! Oj, chciałabym się przenieść od wiktoriańskiej Anglii i sama założyć piękną suknię, albo zobaczyć starożytny Egipt. Strażnicy historii i cała podróż w czasie są mocnymi plusami tej książki.

Autor posługuje się łatwym w odbiorze językiem, choć tłumaczenie procesu podróży w czasie Itak nie zrozumiałam, ale w końcu był on związany z fizyką, a jej chyba nigdy dobrze nie zrozumiem. Pomimo tego, że posługuje się on prostym językiem nie czytało mi się jego książki zbyt dobrze. Nie wiem dlaczego. Niby temat i wykonanie dobre, ale do mnie ono nie przemówiło.

W powieści nic nie było dobrze zarysowanie. Bohaterowie w ogóle mnie do siebie nie przekonali. Byli jacyś dziwni. Sam główny bohater nie przypominał mi czternastoletniego chłopca. Czułam, jakby został na siłę ukazany z jak najlepszej strony. Nie zauważyłam u niego żadnych wad. Jakąś minimalną dozą sympatii obdarzyłam tylko Charliego, ale tylko małą i tylko jego, niestety.

Akcja jest, a niby jej nie ma. Niby dzieje się coś ciekawego, ale nie porwało mnie tak jak miało. Nie wiem, cały czas mam do tej powieści mieszane uczucia. Jednak wiem i czuję, że powieść nie spodobała mi się tak jak miała. Nie czytałam jej z zapartym tchem. Czytałam ją chyba tylko po to, żeby ją dokończyć i tylko po to, aby dać jej jednak szanse. Przekonać się czy jednak autor czymś mnie zaskoczy. Niestety przeliczyłam się.

Jak widać moja opinia jest pełna sprzeczności, dlatego najlepiej samemu się zapoznać się ze „Strażnikami historii. Nadciąga burza” Damiana Dibbena. Nie twierdzę jednak, że powieść się nikomu nie spodoba. Może do kogoś ona przemówi, w końcu każdy ma inny gust. Nie wiem, jakoś nie umiem z czystym sercem jej odradzić, ale mogę jedynie powiedzieć, że znam o wiele lepsze książki młodzieżowe czy przygodowe. Jeśli jesteście zainteresowani przeczytajcie, choćby po to, żeby wyrobić sobie własną opinię, jeśli od początku was nie zainteresowała, nie musicie po nią sięgać. Nawet po przemyśleniu nie wiem, co mam o niej sądzić i muszę przyznać, że jest to chyba pierwsza taka książka, a już na pewno pierwsza od bardzo długiego czasu. Mam jednak nadzieję, że Dibben przekona mnie do siebie drugim tomem serii, bo jak zwykle moja ciekawość nie zna granic i muszę się dowiedzieć, co będzie dalej. Mogę jeszcze dodać, że niesamowicie mi się podoba tył okładki, piękne kolory i piękne widoki, to jest coś co lubię.


„Jeżeli zależy ci na edukacji, świat jest tym miejscem, w którym należy jej szukać. To o wiele bardziej skomplikowane miejsce, niż kiedykolwiek zdołałbyś sobie wyobrazić.” [s.26]
~~~~
„Życie jest takie ulotne – westchnął melancholijnie. – Trzeba cieszyć się każdą chwilą.” [s.162]

_____
Seria „Strażnicy historii”:
1. Nadciąga burza | 2. Circus Maximus

czwartek, 11 kwietnia 2013

Look – Sophia Bennett




Autor: Sophia Bennett (strona autorki)
Tytuł: Look
Cykl wydawniczy: Niebieskie Migdały
Oryginalny tytuł: The Look
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 10.04.2013
Stron: 360
Ocena: 8/10







Ted? Cóż za dziwnie imię, prawda? Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się ono z dziwnym, pluszowym misiem, którego perypetie mogliśmy niedawno oglądać na ekranach kin. Jednak Ted jest tylko skrótem od imienia głównej bohaterki – Edwiny. Jest on dosyć dziwny, bo mnie bardziej pasowałaby choćby Ed. Ale nie tylko jej imię jest inne. Bo czy można tak powiedzieć o niezbyt pochlebnym pseudonimie nadanym przez klasowego kawalarza – Luna Pomyluna? Z pewnością nie.

Nieśmiała i niezbyt ładna Ted wraz ze swoją siostrą wyglądającą jak gwiazda filmowa postanawiają iść na ulicę zarobić, grając na instrumentach. Jak zawsze do tak szalonych pomysłów namówiła Ted starsza siostra. Tak było i tym razem. Jednak z pewnością nie spodziewały się tego, że zaczepi je mężczyzna podający się za kogoś z agencji modelek, do tego wmawiając Ted, że jest niezwykła i musi spróbować swoich sił w tym zawodzie. Sądząc, że spotkany człowiek jest jednym z oszustów, nie zwracają na niego uwagi. Jednak po pewnym czasie wszystko wskazuje na to, ze agencja naprawdę istnieje, a facet jednak nie jest oszustem. Czy Ted poradzi sobie w wielkim świecie mody? Czy spełnianie marzeń będzie dla niej ważniejsze niż pomoc chorej na raka siostrze? Czy wszystko ułoży się po jej myśli? I co tak naprawdę sądzi o niej Nick? Czy rodzące się do niego uczucie zostanie odwzajemnione? Czy w tym wszystkim odnajdzie siebie, swoje szczęście?

Sophia Bennett jest brytyjską pisarką mieszkającą z rodziną w Londynie. Uwielbia sztukę, desgin, swoje dzieci, czasopisma modowe, kawę cappuccino, męża i pracę – koniecznie w tej właśnie kolejności. Opublikowała już cztery książki. Powieść „Projekt C” jej autorstwa ukazała się w Polsce również nakładem wydawnictwa Egmont.

„Look” jest naprawdę świetną młodzieżówką. Czyta się ją w ekspresowym tempie, będąc cały czas ciekawym, co będzie dalej. Jest humor, są ważne tematy i są wątki miłosne, ale bardzo intrygujące, nie ckliwe i przesłodzone. Autorka ma świetny warsztat pisarski i nawet zwykły i krótki opis ojca bohaterki był dla mnie ciekawy i zabawny. Sophia poruszyła ważny temat, jaką jest straszna choroba, bliskiej osoby, a w tym przypadku siostry Ted. Tak samo jak poszukiwanie samej siebie, tego co młoda osoba chce w życiu robić i co jest dla niej ważne. Nie jest sztuką napisać o ważnych tematach, ale zrobić to w sposób nieudolny. Na szczęście Bennett to tej kategorii nie należy, bo zrobiła to bardzo sprawnie.

Bohaterowie są interesujący i co najważniejsze normalni. Dialogi, na co ostatnio zwracam uwagę w powieściach młodzieżowych, są realne, nie są przesadnie stylizowane na język młodzieżowy. Autorka postawiła tutaj na prostotę i osiągnęła zamierzony skutek, co tylko pokazuje, że czasami lepiej z nim nie przesadzać. Lepiej napisać prosto niż starać się przesadnie używać jak się niektórym wydaje „języka młodzieżowego”, bo tak naprawdę nie wychodzi z tego nic godnego uwagi, a grupa docelowa, do której to właśnie głównie mają być kierowane te książki łapią się za głowy przy czytaniu, nie wiedząc, o co chodzi. 

Jeśli szukacie ciekawej młodzieżówki, która porusza temat modelingu, poszukiwaniu własnego ja, jak i ciężkiej choroby, jaką jest rak to śmiało możecie sięgnąć właśnie po „Look”. Zabawna i świetnie napisana z pewnością pochłonie was na niejedno popołudnie, choć muszę przyznać, że raczej nie radziłabym wam zabierać się za nią, kiedy macie coś ważnego do zrobienia, bo śmiem twierdzić, że raczej o tym zapomnicie, gdy tylko zapoznacie się z Ted i jej historią. Jestem ciekawa innych książek Bennett i z pewnością po nie sięgnę.



„Niektóre wspomnienia prześladują człowieka przez całą wieczność i jeszcze dłużej.” [s.8]
~~~~
„Ja również zamierzałam się uczyć, bo i mnie czekały testy na koniec roku, ale w tym momencie człowiek, który był odpowiedzialny za mój kod genetyczny i związany z tym wygląd straszydła, zawołał mnie z sypialni, gdzie stały jego biurko i komputer.” [s.20]
~~~~
„Jednak te niekończące się wakacyjne castingi czegoś mnie nauczyły. Niezależnie od wszystkiego musisz trzymać się prosto i iść naprzód.” [s.195]
~~~~
„Kiedy była tak wyjątkowo głupia, ŻE NIE ZDAWAŁA SOBIE SPRAWY, JAK BARDZO JEST KOCHANA. Ale tak to już jest. Czasami człowiek nie wie, jak bardzo potrzebny jest innym. Czasami potrzebuje pomocy, żeby to zrozumieć.” [s.330]

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wybrani - C.J. Daugherty




Autor: C.J. Daugherty (strona autorki)
Tytuł: Wybrani
Seria: Akademia Cimmeria #1 (strona serii)
Oryginalny tytuł: Night School
Wydawnictwo: Otwarte/ Moondrive
Data wydania: 06 marzec 2013
Stron: 440
Ocena: 8/10




„Gdy wszyscy wokół kłamią, komu zaufasz?”


Kolejna książka, o której jest niezwykle głośno ostatnimi czasy. Od razu w mojej pamięci pojawia się obraz trylogii „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, która zyskała największy rozgłos dzięki ekranizacji. Przeczytałam, przekonałam się, pokochałam. Czy tak samo było także z pierwszą częścią trylogii „Akademii Cimmeria”? Czy wywarła na mnie tak dobre wrażenie jak ostatnio na większości czytelników? 

„Szczerość może być dobra. […] Ale może też krzywdzić.” [s.200]

Alle Sheridan nie ma w życiu łatwo. Z początku wspaniała, kochająca się rodzina po zaginięciu jej ukochanego brata zmieniła się nie do poznania. Allie nie mogąc sobie z tym wszystkim poradzić, co chwile pakuje się w kłopoty. Wydalenie ze szkoły i dwa aresztowania w roku przelały czarę goryczy. Zdesperowani rodzice postanawiają wysłać ją do elitarnej szkoły z internatem, o której nigdy nie słyszała. Akademia Cimmeria jednak nie jest, jaką zwyczajną elitarną szkoła, gdzie uczą się tylko bogate dzieciaki wpływowych rodziców. Zamordowanie jednej z uczennic, uświadamia Allie jedno. Ten budynek skrywa wiele tajemnic, a ona ma zamiar je odkryć. Kto jej w tym pomoże? Przystojny i pociągający Sylvian czy może outsider Carter? Czy Allie odkryje sekret Akademii? I jaką tajemnice kryje historia jej rodziny? Kim tak naprawdę jest? I komu zaufa?   

„Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają.”  [s.233]

C.J. Daugherty miała 22 lata, gdy po raz pierwszy zobaczyła martwe ciało. Pracowała wtedy, jako reporter kryminalny. Nigdy nie przestała fascynować jej natura przestępców. Powieść „Wybrani”, która jest pierwszą częścią trylogii jest właśnie jej efektem. „Wybrani” są podobno skazani na sukces, na który zna przepis brytyjska redaktorka, która odkryła również autorkę jedną z najsłynniejszych sag o wampirach, jaką jest Stephenie Meyer. Czy to oznacza, że „Night School” (ang. Nocna Szkoła, oryginalny, angielski tytuł książki) odniesie równie dobry sukces?

„Początek zawsze jest trudny.” [s.26]

Od razu odpowiem na to pytanie. Uważam, że odniesie ona sukces, jak już go nie odniosła i cały czas nie odnosi patrząc na to, jakie dostaje oceny. Jak można przeczytać na obwolucie książki, prawa do wydania „Wybranych” zostały sprzedane już do osiemnastu krajów, co mówi chyba samo za siebie. Jak widać brytyjska redaktorka ma nosa do świetnych sag. Jestem ciekawa, co jeszcze odkryje.

„Nie bój mówić się prawdy.” [s.63]

Zagadki, morderstwo, martwe ciało, dziwna szkoła, tajemnice, kłamstwa i barwni bohaterowie. To wszystko mają w sobie „Wybrani”. To kolejny thriller dla młodzieży, który wywarł na mnie tak dobre wrażenie. Wszyscy są tacy, jacy być powinni, co świadczy tylko o tym, że autorka świetnie ich wykreowała.  A co jest w tym wszystkim najlepsze?! Że nie ma żadnych postaci nadprzyrodzonych! Jeśli szukacie w Akademii Cimmeria wampirów, czarownic, wilkołaków czy jeszcze jakiś innych stworzeń nie z tego świata, to od razu was ostrzegam, że tutaj z pewnością ich nie znajdziecie.

„- Nikt mnie nie rozumie – westchnęła. – Nawet ty. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale nie mogę powiedzieć ci prawdy. To takie przygnębiające”. [s.268]

Jejku, jak ja bym chciała chodzić do takiej szkoły. Może zmieniłabym w niej tylko ten dostęp do technologii XXI wieku, ale wszystko inne bym zostawiła. Nie wiem tylko, czy poradziłabym sobie psychicznie z tymi wszystkimi tajemnicami i dziwnymi zdarzeniami, ale cała szkoła, uczniowie, atmosfera naprawdę mi się podobała. Dyrektorka, która nie ma wszystkich gdzieś i wychodzi tylko na obchód szkoły. Tak naprawdę ona żyje tą szkołą, uczniami, rozmawia z nimi, pomaga, zachowuje się jak przyjaciółka, trochę starsza ciocia. Cała społeczność tworzy wielką rodzinę. I co najważniejsze, jak ja bym chciała być na miejscu Allie i poznać takiego Sylviana i Cartera. O boziu, czemu takich chłopaków poznaję tylko w książkach? Idealnych ze swoimi wadami i zaletami. Przystojnych, pociągających, tajemniczych… 

„Po prostu… uważaj na siebie, Allie. Tutaj nie wszystko jest takie, jak się wydaje.” [s.98]

Przeczytać książkę i nie wiedzieć, co ze sobą począć… Możecie wierzyć lub nie, ale tak się właśnie czułam. Właśnie takie emocje targają mną po zakończeniu „Wybranych” C.J. Daugherty. Nie wiem, jak autorka mogła zakończyć swoją książkę w tym właśnie momencie! Widząc podziękowania po skończeniu ostatniego rozdziału nie mogłam uwierzyć w to, że muszę teraz czekać kolejne kilka miesięcy, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Pani Daugherty, nawet nie wie pani, co ze mną zrobiła! Jestem ciekawa, co też autorka wymyśliła w kolejnych tomach. I naprawdę nie patrzcie na to, że „Wybranych” odkryła ta sama osoba, która odkryła również „Zmierzch”, bo mogę się spodziewać, że niektórzy właśnie po tym skreślą tę pozycję. „Wybrani” są zupełnie inni od sagi Stephenie Meyer, a trzeba pamiętać, ze Stephenie nie jest taka straszna, jak o niej piszą, patrząc na jej świetnego „Intruza”. Dajcie im szansę, nie patrząc na nią, ale patrząc na samą książkę i autorkę. Autorkę, która swoim debiutem pozytywnie mnie zaskoczyła i życzę jej, aby każda kolejna książka była równie dobra, a nawet lepsza od pierwszego tomu jej trylogii.

___

Trylogia „Akademia Cimmeria”:
1. Wybrani | 2. Legacy | 3. Fracture

niedziela, 20 stycznia 2013

Gorączka - Dee Shulman




Autor: Dee Shulman (strona autorki)
Tytuł: Gorączka (strona książki)
Seria: Gorączka #1
Cykl wydawniczy: Poza czasem
Oryginalny tytuł: Fever
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 28.11.2012
Stron: 432
Ocena: 6/10





O „Gorączce” było głośno. Dla innych mniej, dla innych bardziej. Naczytałam się już wielu recenzji, opinii czy komentarzy, w większości niezbyt pochlebnych. Jednak ja to ja. Istota nazbyt ciekawska, która musi wszystko sprawdzić na własnej skórze, jeśli chodzi o książki oczywiście. Jeśli nawet do jakieś książki mnie nie ciągnie to i tak wiedziona jakimś impulsem, jeśli tylko zobaczę ją w bibliotece, wkrótce ją wypożyczę. Co rozgłos robi z człowiekiem takim jak ja sami widzicie… No, ale jak jest z „Gorączką”?

Ewa Koretsky już dwa razy została wydalona ze szkół. Nie czuła się w nich dobrze. Jednak prawdziwą przyczyną nie było jej zachowanie, a brak możliwości, uczucie zamknięcia w klatce. Jednak dużym zdziwieniem, a zarazem powodem do szczęścia dla rodziców powinno być to, że dostała się do elitarnej szkoły St. Magdalene’s. Matka jednak czuje tylko ulgę, że ma problematyczną córkę z głowy. Życie dziewczyny w St. Mag’s ulega zmianie. Odnajduje się w nowym, tak zupełnie innym środowisku. Wreszcie czuje, że jest we właściwym miejscu i może się rozwijać.  Gdy nagle coś się zmienia. Głód wiedzy, chwila nieuwagi powodują, że atakuje ją tajemniczy wirus, wywołujący groźną gorączkę, od której na chwilę umiera, ale zaraz powraca do życia. Co to za wirus? I kim jest nowy tajemniczy Sethos Leontis, który wywołuje w niej uczucia i reakcje, których jeszcze nigdy nie doznała? Jak to możliwe, że Seth rozpoznaje w niej swoją ukochaną Liwię, zamordowaną dwa tysiące lat wcześniej? Czym jest Parallon i dlaczego Seth tam trafił?

Minusem tej całej powieści jest dla mnie wątek Sethosa, który był dla mnie męską wersją Belli lub innych tego typu bohaterek. Przystojny, silny, nieustraszony gladiator zachowujący się za przeproszeniem jak baba. To ja już chyba wolę damskie odpowiedniki. Nużyła mnie z początku jego historia. Dopiero w drugiej części zaczęłam bardziej się nim interesować. Za to Ewa jak najbardziej jest plusem tej historii. To jej losy śledziłam z zapartym tchem, to o niej chętniej czytałam. Inteligentna, stąpająca twardo po ziemi. Nie dziwię się również jej zachowaniu. Matka, która po śmierci męża, a jej ojca, nie zwraca na nią uwagi i traktuje tylko, jako problem, nic więcej. Jak dla mnie była bez jakikolwiek uczuć do własnego dziecka, jakby wykluczyła ją z rodziny. Owszem, jestem w stanie zrozumieć zrezygnowanie po tym jak wywalono Ewę ze szkół, ale każda normalna matka moim zdaniem powinna się cieszyć, kiedy jej jedyne dziecko dostaje się do elitarnej szkoły dla wybitnie uzdolnionych, powinna sobie poukładać w głowie, że musiało być coś nie tak, że dla córki było za mało możliwości w tamtych, a nie czuć ulgę z pozbycia się problemu. Możliwe, że ja patrzę na to wszystko inaczej, bardziej z perspektywy Ewy, bo łatwiej mi się z nią utożsamić, ale i tak nie jestem w stanie zrozumieć jej rodzicielki.  

Po kontynuacje „Gorączki” Dee Shulman z pewnością sięgnę, bo zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło. Mam jednak nadzieję, że będzie o wiele ciekawsza od pierwszego tomu. Zrezygnuje tego wzdychania wielce nieustraszonego Setha nad stratą swojej ukochanej i wreszcie pokaże, że jest prawdziwym mężczyzną i gladiatorem, który walczy z przeciwnościami losu, a nie chowa się za swoją pożal się Boże rozpaczą. Mam również nadzieję, że akcja nabierze tempa, bo tutaj takowej dla mnie nie było, a raczej mogłoby być lepiej prowadzona. Jednak książkę czyta się naprawdę szybko i spędziłam przy niej miłe chwile, ale obym przy kontynuacjach spędziła je jeszcze milej i żeby okładki do niej były tak samo magiczne jak do tej, bo uważam, że pani Katarzyna Borkowska wykonała kawał dobrej roboty.  


____

Seria Gorączka składa się z:
1. Gorączka | 2. …


czwartek, 27 grudnia 2012

"Sherlock"


Sherlock Holmes – postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Cyniczny, chłodny, z ciętą ripostą zawsze na podorędziu. Diablo inteligentny i niezwykle spostrzegawczy. Ekscentryk jakich mało. Samotnik. Największy detektyw wszechczasów.
Geniusz.
Znany przede wszystkim w odsłonie sir Arthura Conan Doyle’a, czyli jego twórcy – w długim płaszczu i kapeluszu, z lupą i elegancką laseczką. Dżentelmen XIX wieku.

Na podstawie książek Doyle’a powstało już tyle ekranizacji, że trudno się w tym wszystkim połapać. Jedna jest podobna do drugiej, chociaż każda stara się czymś zaskoczyć widza. Zazwyczaj udaje się to w stopniu niewielkim lub w ogóle żadnym. Zdarzają się jednak perełki, które zachwycają i rozkochują w sobie do granic możliwości. Do tej grupy należy właśnie serial BBC „Sherlock”.
Dlaczego więc, choć filmów takich na pęczki, właśnie ta wersja mnie zachwyciła do tego stopnia, że choć nigdy nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana historiami o Holmesie, teraz na moim biurku dumnie prezentuje się potężne tomiszcze „Księga wszystkim dokonań Sherlocka Holmesa” (swoją droga fantastyczna pozycja, ale o tym może kiedy indziej)?

To uwspółcześniona historia słynnego detektywa, która rozgrywa się, no a jakżeby inaczej, w Londynie. Ale XXI wiek nie wyklucza się z atmosferą iście w stylu Doyle'a. Londyn w tym kinie to miejsce tajemnicze, prawdziwe, żyjące, to nie tło wydarzeń, lecz ich bohater.
Benedict Cumberbatch wciela się w Sherlocka ze swobodą, której inni odtwórcy tej roli mogą mu pozazdrościć. Kreuje detektywa takim, jaki powinien on być w XXI wieku, niby podobnego do głównych bohaterów dzisiejszych seriali, np. House'a czy Mentalisty, bo cynika, aroganta, wywyższającego się geniusza, a jednak tak innego, bo... Bo po prostu ma to COŚ.
A inne postacie? Przecież serial to nie tylko główny bohater! Na uwagę zasługuje tu Martin Freeman w roli Watsona. To nie tylko tło dla geniusza, to równorzędna postać, która jak najbardziej wnosi do fabuły coś ponad sympatyczne towarzystwo dla szalenie inteligentnego wredniaka. Jest postacią z charakterem, a jego rozmowy z Sherlockiem często bawiły mnie do łez.
Co jeszcze... Ach, muzyka! Tak, to integralna część tego filmu, idealnie komponuje się z treścią i daje potwierdzenie starej dobrej zasadzie mówiącej, że doskonała muzyka do filmu jest tak dopasowana, że aż jej nie słychać. Choć z drugiej strony to szkoda, bo David Arnold i Michael Price odwalili kawał dobrej roboty, komponując coś tak nastrojowego i wprowadzającego w ponadczasową atmosferę Londynu, zarówno tego dziewiętnastowiecznego, jak i tego współczesnego, bo, tak właściwie, to przecież to samo miasto, a zmieniły się w nim tylko dekoracje - serce pozostało dokładnie to samo.
Co jeszcze zasługuje na pochwałę? Naturalnie efekty. Często na ekranie pojawiają się "podpowiedzi", ukazujące treść SMS-ów, wyniki wyszukiwania w Internecie czy spostrzeżenia Sherlocka. Ponadto piękne przejścia, a właściwie to cały montaż sprawiają, że film staje się bardzo dynamiczny.
Zagadki przed którymi staje Sherlock są zawikłane i w pierwszej chwili wydają się niemożliwe do rozwiązania, jednak trzeba przyznać, że kiedy tłumaczy on, jak doszedł do rozwiązania, staje się to nagle tak oczywiste, że aż czuję się głupia. Dodatkowo, jeśli ktoś zna twórczość Doyle’a, wyczuje wszystkie subtelne nawiązania do jego książek – są jak wielkie oko puszczane przez scenarzystów do widza: „Wiemy, że wy wiecie o co chodzi”.

No to może teraz krótkie podsumowanie. Liczne humorystyczne scenki, muzyka, Londyn, no i oczywiście ten cudowny Sherlock… - to wszystko składa się na dopracowaną do ostatniego szczególiku, iście brytyjską, doskonale odświeżoną ekranizację klasyki, której zakończenie wbija w fotel. Nie mogę się już doczekać trzeciego sezonu, który jest niestety planowany dopiero na jesień 2013! Na osłodę pozostaje mi opasła księga pełna przygód oryginalnego Sherlocka. Może jakoś wytrzymam…

poniedziałek, 26 listopada 2012

"Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

Okruchy dnia to pierwsza książka Kazuo Ishiguro, po jaką sięgnęłam. Zachętą był fakt, że została wyróżniona w 1989 roku brytyjską Nagrodą Bookera. W pamięci miałam jeszcze wykreowaną przez Anthony'ego Hopkinsa postać kamerdynera w adaptacji filmowej, więc moja wyobraźnia była już  dokładnie ukierunkowana.

Postacią, wokół której spokojnie rozwija się fabuła książki w latach 50. w Anglii, jest Stevens. Stevens - wieloletni i ambitny kamerdyner Darlington Hall, perfekcjonista w swoim zawodzie, który nie wyobraża sobie życia bez... poświęceniu się pracy. Jednak zostaje obdarowany przymusowym urlopem przez nowego właściciela posiadłości. Postanawia wyruszyć w podróż do pani Kenton, która przed laty zajmowała się razem z nim Darlington Hall i namówić ją do powrotu - wierzy, że oboje przywróciliby dawne lata świetności i dyscyplinę wśród pracowników. Będzie to jednak wyjątkowa mentalna podróż Stevensa przez wspomnienia wyniesione właśnie z tego domu. Stevens, chcąc nie chcąc, dokona jakby rozliczenia ze swoim dotychczasowym życiem. Czy będzie czuł się spełniony i dumny ze swojego postępowania, czy raczej rozczarowanie weźmie górę nad uczuciem dumy?

Jest to jedna z najbardziej refleksyjnych i najznakomitszych pod tym względem książek, jakie miałam okazję przeczytać. Przede wszystkim nie potrafię określić jednostronnie mojego stosunku do głównej postaci, co biorę za plus powieści. Stevens wzbudzał we mnie mieszane uczucia i nie mogę się zdecydować,  czy zasłużył na moją sympatię i szacunek, czy raczej surowy i krytyczny komentarz. Przyznaję, że nie potrafiłam go w zupełności zrozumieć i potrafił wzbudzić moją irytację swoją pewnością siebie, nawet gdy nie do końca miał rację, emanowaniem chłodem, powściągliwością w okazywaniu uczuć. Jego wizerunek, który sam sobie stworzył, określiłabym jako oazę spokoju i dystansu do świata, lecz nie do końca prawdziwą. Gdzieś tam na dnie istniały ukrywane przed wszystkimi uczucia, z całą mocą odrzucane, aby nie zdołały zmienić stoickiej maski Stevensa, którą tak uparcie nosił i nie potrafił, a może nawet nie chciał jej porzucić.

Podobało mi się skontrastowanie Stevensa z postacią o charakterze odmiennym o 180 stopni - panią Kenton. Jednocześnie potrafiła okazać ciepło, szacunek i sympatię, co nie stało na drodze sprostaniu jej obowiązkom. To ona nawet zdołała namówić niezmiernie poważnego kamerdynera do spędzania wspólnych wieczorów, lecz nie odniosła całkowitego sukcesu - Stevens poczuł pod sobą grząski grunt, coś było nie tak, te rozmowy nie szły po jego myśli, wycofał się ponownie do swojego małego świata.

Cechą człowieka, o której wielokrotnie wypowiadał się Stevens z niezwykłym szacunkiem, jest godność. Godność rozumiana jako panowanie nad emocjami i perfekcyjne podejście do obowiązków. Stevens na uwadze miał przede wszystkim dobry wizerunek posiadłości oraz swojego pana, mimo, że nie posiadał on nieposzlakowanej opinii w oczach innych. W przypadku Stevensa to nie dom był dla człowieka, lecz człowiek dla domu. Rutyna całkowicie zawładnęła jego życiem, został ograniczony przez zasady, które sam sobie stworzył i presję, jaką sam na sobie wywierał. Owszem, był osobą obarczoną największą odpowiedzialnością w posiadłości, lecz nie oznaczało to, że nie zasługiwał na chwilę wytchnienia. Śmiem twierdzić, że nieświadomie stał się więźniem swojej pracy, pragnęłam, aby w końcu zdobył się na krztynę indywidualizmu i spontanicznego okazywania ciepła, ale wiedziałam, że to niemożliwe i wzdychałam smutno za każdym razem, gdy Stevens reagował tak a nie inaczej nawet na miłe sygnały wysyłane przez panią Kenton. Momentami byłam zdruzgotana jego postępowaniem, ale po chwili starałam się to sobie wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób.

Chłodny i sceptyczny wizerunek Stevensa jest pogłębiony przez styl jego wypowiedzi, prowadzonej spokojnie narracji. Czytając książkę, miałam ochotę, a nawet czułam powinność, aby usiąść w fotelu ze skromną filiżanką herbaty w ręce i powoli degustować się kulturalną lekturą w skupieniu oraz intelektualnym uniesieniu. Owy styl jest dystyngowany, język jest kulturalny, piękny, wyważony, nie wyobrażam sobie, aby inne słowa mogły się wydobywać z ust Stevensa o takich manierach. Co prawda trąci lekko patetycznością, ale harmonizuje się z charakterem narratora, komponuje się  z opisywanymi zdarzeniami, podkreśla, jaką wagę przywiązuje Stevens do dworu, w którym pełni służbę.

Nie mogę jednak polecić Okruchów dnia każdemu czytelnikowi - nie powinien po nią sięgać ktoś, kto oczekuje dramatycznych zwrotów akcji, niespodziewanego wypłynięcia wątków pobocznych czy nagłego zaskoczenia czytelnika, ponieważ zwyczajni się znudzi i odłoży książkę na bok z uczuciem niedosytu. Jak już wspominałam - to świetna powieść refleksyjna, wiodąca czytelnika powoli przez raczej monotonną ścieżkę życia podstarzałego kamerdynera, zmuszająca do zastanowienia się nad przemijającym czasem i tym, jak go wykorzystujemy. To opowieść o tym, czy człowiek poddany jedynej wg niego słusznej idei może być tak naprawdę szczęśliwy, gdy świadomie dokona rozrachunku z minionymi latami. Jakie wartości mają największy wpływ na życie i właściwie jaka powinna być ich hierarchia? Czy w ogóle istnieje odpowiedź na to pytanie? Ishiguro sprawił, że czytelnik może skończyć lekturę w gorzkim nastroju, przygnębieniu i będzie sam chciał zastanowić się nad swoimi okruchami przeszłości.

sobota, 13 października 2012

"Prawdziwa królowa Elżbieta II jakiej nie znacie" Andrew Marr


wydawnictwo: Marginesy
data wydania: wrzesień 2012
ISBN: 978-83-933758-3-7
liczba stron: 400
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
ocena poza skalą

Tę rodzinę zna cały świat. Ten kraj rokrocznie odwiedzają miliony turystów. Ten kraj był kolonialnym mocarstwem. Tego języka uczą się miliony ludzi na całym świecie. Z tego kraju wywodzi się wiele wybitnych osobowości z różnych dziedzin sztuki czy kultury. Wielka Brytania-wielka pod każdym względem. Od 59 lat na czele tej monarchii stoi Królowa Elżbieta II. Jeśli dożyje ona 2 czerwca 2013r. będzie najdłużej panującym władcą Wielkiej Brytanii.

Ale jaka właściwie jest królowa. Czy przypisywany jej chłód, dystans i obojętność (chociażby w sytuacji, gdy księżna Diana zmarła) jest uzasadniony? Czy to prawda, że żonę swego wnuka Wilhelma traktuje, jak kobietę z ludu? Ostatnio słyszałam, że księżna Katarzyna musi dygać przed "rodzonymi" członkami książęcej rodziny. Jeśli byłaby to prawda, to byłoby poniżające dla przyszłej żony króla Wilhelma.A wspomnę, że matka Elżbiety II pochodziła z ludu. Obserwatorzy od zawsze próbują rozgryźć, co się dzieje za tym "ponurym" usposobieniem. Wielu podejmowało się próby pisania rzetelnych biografii, choć wiadomo, że jest to utrudnione z wielu względów. Sylwetka Elżbiety II przeniesiono również wielokrotnie na duży ekran. Najbardziej pamiętny jest film pt. "Królowa" z Helen Mirren w roli głównej z 2006r. Aktorka za tę rolę otrzymała Oskara. Być może niektórzy z Was oglądali również "Jak zostać królem". Jest to historia Jerzego VI, ojca królowej, który boryka się z przypadłością jąkania oraz strachem przed publicznymi. Czemu wspominam o Jerzym VI? Ponieważ król miał brata, który był naturalnym następcą trony. Jednak zrzekł się on trony, by poślubić rozwódkę. Gdyby nie ten fakt Elżbieta II zapewne cieszyłaby się życiem z dala od dworu i polityki.

Autorem biografii królowej jest Andrew Marr-dziennikarz i obserwator brytyjski. Autor w książce stara się przedstawić prawdziwą twarz królowej. Robi to przez pryzmat wychowania jej przez rodziców, jak i wydarzenia, które wpływały i wpływają nadal na jej wizerunek. Autor wspomina, że gdyby królowi Jerzemu VI i jego żonie Elżbiecie Bowes-Lyon urodził się jeszcze syn, to on byłby królem bez znaczenie którym byłby dzieckiem. Ponoć Elżbieta będąc dziecka modliła się o brata. Stało się inaczej i to ona po śmierci ojca stanęła na czele monarchii. Według ludzi z którymi ona pracuje (a ja zawsze myślałam, że ona jest istnym figurantem) wypowiadają się oszczędnie, ale i z wielką sympatią. Dziennikarz przytacza wiele zwyczajnych, rodzinnych wydarzeń, często dramatycznych, gdzie wyłania się obraz królowej sympatycznej, empatycznej, wyrozumiałej oraz bardzo dyskretnej (pamiętajmy, że nigdy nie udzieliła wywiadu telewizji, ale i nie ujawnia ona swoich rozmów z kolejnymi przedstawicielami rządu).

Królowa też jest opisana jako osoba, której niełatwo było iść z duchem czasu. Jej zacofania wynikało z różnych kwestii. Opisany jest również stan majątku rodziny królewskiej. Można się dowiedzieć, że do rodziny królewskiej należy np. dno morza, najsłynniejsze ulice i budowle w Londynie itp. Są również opisane niełatwe relacje między księciem Filipem a jego synem księciem Karolem. Podoba mnie się np. fakt, ze w całym uwielbieniu dla królowej Marr nie bał się określić Elżbiety, jako osoby bez wykształcenia. Marr nie bał się poruszać także tematów trudnych i tabu. Jednak wniosek jest jeden. Na zewnątrz królowa jesy oschła, bo tego się od niej oczekuje!

Książka jest zbiorem informacji nie tylko z o samej rodzinie królewskiej, ale też wiedzy historycznej, politologicznej, kulturalnej itp. Jest to szerokie kompendium wiedzy i jakbym chciała wszystkie wątki opisać zajęłoby to wiele czasu i podchodziłoby pod książkę. Dlatego sami się musicie przekonać czym ujęła mnie ta pozycja. Bo to nie tylko treść, ale i zdjęcia i wszystko czego należy szukać w takiego rodzaju publikacji.

sobota, 1 września 2012

"Matka Pearl" Maureen Lee

tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
tytuł oryginału: Mother of Pearl
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: czerwiec 2012
ISBN: 9788377991824
liczba stron:
368
kategoria: literatura współczesna

Uwielbiam sagi rodzinne. Na "Matkę Pearl" już dawno ostrzyłam pazurki. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej z powieści pisarki, ale upatrzyłam już w bibliotece "Wrześniowe dziewczyny", lecz od "Matki Pearl" postanowiłam rozpocząć moje przygody z Maureen Lee.

Maureen Lee jest angielską pisarką. Mimo,że urodziła się w czasie II wojny światowej, to swoją przygodę z pisarstwem zaczęła 1990 r. Na swoim koncie ma około 20 powieści, w Polsce wydano cztery z nich. Książki pisarki można by zakwalifikować do rodzaju powieści rodzinnych z wojną w tle. Taką powieścią jest również "Matka Pearl"

Amy, matka Pearl, wychodzi z więzienia, gdzie odsiadywała wyrok za zabójstwo swojego męża Barneya. W 1939 r. dwie przyjaciółki Amy i Cathy spacerują po molo. Tam dziewczęta dostrzega Barney Patterson, który wraz ze swoim bratem Harrym spędza równie leniwe chwile, jak one. Młodzi mężczyźni podchodzą do dziewcząt i "strzała" Amora trafia Amy i Barneya ze wzmożoną siłą. Od tej chwili para jest nierozłączna. Dzieli ich niemalże wszystko: klasa społeczna, wyznanie, wykształcenie, cele i marzenia. Łączy wielka miłość. Para pobiera się w sekrecie przed rodziną. Amy wie (i tak się dzieję), że jej matka, brat i obie siostry pokochają jej męża. Na sympatię teściów, a szczególnie teściowej, która nienawidzi katolików, Amy nie ma co liczyć. Młodzi zatracają się w miłosnych uniesieniach, a w tle, aż huczą plotki o zbliżającej się wojnie. W końcu nadchodzi ten dzień. Barney trafia na front. Amy dowiaduje się, że spodziewa się dziecka, lecz po wizycie u teściowej traci je. Nieprzytomną synową znajduje teść i odtąd jest jej wielkim wsparciem. Wojna się przedłuża, Barney trafia do obozu jenieckiego. Po wojnie wraca...

Druga płaszczyzną fabuły są wydarzenia z 1971 roku. Dorosła córka Amy i Barneya dowiaduje się o przedterminowym wyjściu matki z więzienia. Amy znika bez śladu. Pearl czuje się zagubiona. Gdy zginął jej ojciec miała zaledwie pięć lat. Została ona wychowana przez wuja, brata Amy oraz jego spokojną i stateczną zonę. Z matką kontaktu nie miała. Nie wie, jak się zachowa, gdy nadejdzie dzień spotkania. Chciałaby się tyle dowiedzieć, o ojcu, matce, o sobie samej. Ma ona problemy z nawiązywaniem bliższych kontaktów z mężczyznami. Czy to przez wydarzenia z przeszłości? Pearl może liczyć nie tylko na pomoc wujostwa, ale też Cathy, która z uwagi na Amy otoczyła dziewczynę opieką.

Chciałabym napisać, że jest to ciepła, rodzinna opowieść, lecz tak nie jest. Ta książka to emocjonalna podróż. I jak każda podróż jest pełna pięknych i wzruszających momentów, jak i chwil grozy. Po czy spokojem można nazwać czasy wojny, nawet wtedy, gdy tam gdzieś czeka kochająca kobieta? Wojna jest okrutna, zmusza Barneya do czynów, o których nigdy by nawet nie pomyślał , zmienia go to kompletnie. Wspomnieć należy, że do wewnętzrnych zmian Barneya przyczyniła się także udana manipulacja jego matki. Czy to doprowadziło do tragedii?

Po przeczytaniu "Matki Pearl" zostałam fanką pisarki. Dostałam, to czego oczekiwałam: miłość, różnorodnych bohaterów, problemy zwyczajnych ludzi, ciekawe tło akcji i wielką tajemnice rodzinną, która zaskoczy niejednego czytelnika. Jedno mnie się ciutek nie podobało w fabulę. Otóż w pewnym momencie Pearl ma przebłyski, jak Barney traktował matkę. Ten fakt moim zdaniem trochę niepotrzebnie wyprzedzał bieg wydarzeń. Natomiast za duży plus uznaje podzielenie powieści na rozdziały, w których odrębnie autorka opowiada losy Amy i Pearl. Taki zabieg spowodował, że fabuła była jasna i przejrzysta, a całość czytało się płynnie.

Podsumowując. Ta lektura jest niezłym kąskiem dla tych, którzy lubią takie klimaty. Ja ze swej strony żywię nadzieję, że polubicie Amy i Pearl, a i może samą pisarkę?



piątek, 31 sierpnia 2012

"Tajemnica siedmiu zegarów" Agatha Christie

tłumaczenie: Leszek Śliwa, Anna Pełech
tytuł oryginału: The Seven Dials Mystery
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 2005 (data przybliżona)
ISBN:
83-7384-351-5
liczba stron: 268
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Królową kryminałów jest niewątpliwie angielska pisarka Agatha Christie-córka Clary i Fredericka Miller. Agatha Christie jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów oraz najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów. Wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczonych na 45 języków obcych. We Francji sprzedano 40 milionów jej książek, podczas gdy zajmującego drugie miejsce Emila Zoli – 22 miliony. Pod pseudonimem Mary Westmacott wydała kilka powieści obyczajowych, które również cieszyły się popularnością.

Swojego czasu zaczytywałam się w twórczości Agathy Christie. Miałam długą przerwę, ale teraz postanowiłam wrócić do twórczości pisarki. Na pierwszy ogień "poszedł" kryminał pt. "Tajemnica siedmiu zegarów".

Na przyjęciu spotyka się grupka przyjaciół, jest wśród nich Gerry Wide. Mężczyzna lubi długo spać i stale się spóźnia. Przyjaciółmi Gerre'go jest m.in. Jimmy Thesigher oraz Ronny Devereux. Wpadają oni na pomysł, by zrobić śpiochowi psikusa. Udają się do miasta i kupują osiem zegarów. Ustawiają je na jedna godzinę i pozostawiają przyjacielowi w sypialni. Gdy na drugi dzień (mimo niemiłosiernego hałasu wydawanego przez budziki) Gerry się spóźnia wszyscy się zaskoczeni. Ale Gerry nie śpi, on nie żyję. Śmierć uznaje się za akt samobójczy. Jednak jeden fakt dziwi przyjaciół. Otóż zegary, które zostały ukryte, teraz stoją na widoku, ułożone równo obok siebie. Ale chwileczkę, coś się nie zgadza. Jest tylko siedem zegarów, a ósmy? Ósmy został wyrzucony przez okno. Co to oznacza? Czy to jakaś zaszyfrowana wiadomość? Ronny uważa, że Gerry nigdy by nie popełnił samobójstwa, bo i czemu miałby to zrobić? Mijają dni, córka właściciela, w którym doszło do owego samobójstwa udaje się do rezydencji i nagle pod koła jej samochodu wbiega Ronny. Kobieta przerażona, że zabiła mężczyznę udaje się z nim do lekarza we łzach. Lecz ten stwierdza, że ów młody człowiek został zastrzelony. Ale przez kogo, zastanawia się Bundle. Postanawia rozwiązać tę zagadkę. Kontaktuje się ona z Jimmy, przekazuje mu ostatnie słowa zmarłego, która brzmi "Jimmy, siedem zegarów". Młodzi wpadają na trop tajnego stowarzyszenia - Siedmiu Zegarów...

Nic dziwnego, że Agatha Christie jest uznana za królową kryminałów. Choć książka jest niewielkich rozmiarów, czytałam ją z wypiekami na twarzy i bystrym spojrzeniem w oczach. Pomiędzy linijkami tekstu próbowałam wydedukować, kto zabił Gerre'go i Ronny'ego. Wraz z Bundle układałam kawałeczki układanki i co? Niestety nie udało mi się odnieść sukcesu w tej dziedzinie. Zakończenie jest zaskakująca, tak bardzo, że "opadła mnie szczęka". Pisarka ma to do siebie, że potrafi tak skonstruować bieg wydarzeń, że czytelnik nie wie, co będzie na kolejnej stronie. Autorka także udawadnia tezę, że "najciemniej jest pod latarnią".

Cieszę, ze powróciłam do twórczości Christie. Bawiłam się wyśmienicie. Bundle, jako główna postać sprawdziła się idealnie. Jest młoda, energiczna, sprytna i pomysłowa. Prowadzi ona z pozostałymi bohaterami często dowcipne wymiany zdań, a jednocześnie jest niezwykle czujna, by wychwycić każdy fałszywy, potencjalny krok swego rozmówcy.

Polecam Wam tę książkę. Z pewnością i Was zakończenie całej historii zaskoczy.



wtorek, 28 sierpnia 2012

"Miłość w stylu retro" Sophie Kinsella

tłumaczenie: Magdalena Słysz
tytuł oryginału: Twenties Girl
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: czerwiec 2011
ISBN: 978-83-247-2149-8
liczba stron: 464
kategoria: romans
ocena6/6

Wiek XX jest niewątpliwie jednym z ulubionych źródeł inspiracji dla twórców z każdej dziedziny kultury i sztuki. Coraz więcej pojawia się książek, w których fabuła "zahacza" o lata poprzedniego wieku. Osobiście bardzo lubię pozycje o takiej tematyce, gdyż mam wtedy niemalże pewność, że książka będzie ciekawa oraz, że w barwny sposób pisarz przedstawi klimat tej epoki. Oczywiście, zdarza się i tak , że książka, która miała okazać się hitem, okazała się kompletną klapą. A jak było tym razem?

"Miłość w stylu retro" jest kolejną powieścią, która wyszła spod pióra Sophie Kinsell. Sophie Kinsella to pseudonim angielskiej pisarki Madeleine Wickham- autorki "Wyznania zakupoholiczki"

Główną bohaterką jest 28-letnia Lara. Lara jest na życiowym zakręcie: rzucił ja ukochany Josh, za namową koleżanki rzuciła pracę i założyła z nią firmę pośrednictwa pracy. Firma stoi na skraju bankructwa, gdyż wspólniczka wyjechała na wakacje, zakochała się i nie zamierzała wracać do kraju. Lara musi się sama zmagać z narastającymi problemami firmy, z ciągle nalegającymi klientami, a do tego umiera jej 105-letnia ciotka Sadie. Lara nigdy nie poznała Sadie, a teraz rodzice zmuszają ją, by udała się z nimi na pogrzeb ciotki. Sam pogrzeb nie przeraża dziewczyny. Ją przeraża spotkanie z pompatycznymi, nie sympatycznymi i ekscentrycznymi krewnymi. Stryj Lary jest bardzo bogatym człowiekiem. W młodości "z dwóch" monet zbudował kawiarniane imperium. Wszyscy są dociekliwi, jak to Lara radzi sobie po rozstaniu z Joshem? Pogrzeb trwa i, gdy trumna z ciałem ciotki ma zostać skremowana, Lara dostrzega młodą dziewczynę, która głośno artykułuje swój sprzeciw. Młodą dziewczynę widzi i słyszy tylko nasza bohaterka. Obawia się, że postradała zmysły, ale nie. Krzycząca dziewczyna to duch jej ciotki- Sadie, który nakazuje, by Lara powstrzymała kontynuację pogrzebu. Lara jak zaczarowania wykrzykuje, że nie można ciotki pochować, gdyż prawdopodobnie została zamordowana...

"Miłość w stylu retro" okazała się bardzo klimatyczną, przezabawną lekturą. Spełniła moje wszelkie oczekiwania. Bohaterowie są różni, dynamiczni, frywolni, bezpośredni i są idealni dopasowani do ról, które odgrywają. Lara- zagubiona, obłędnie zakochana(przynajmniej tak myśli), zdezorientowana, nie mająca pomysły, jak wyjść z kłopotów. Bardzo mi przypominała Bridget Jones. Natomiast Sadie, to kobieta silna, frywolna, idąca do przodu, nie przejmująca się opinią innych, posiadająca umiejętność zmuszania ludzi do tego, co jest w danej chwili wygodne.. Sadie mimo, że jest duchem i nikt jej nie widzi, kocha tańczyć i potrząsać "balonami". W czasie, gdy Lara i Sadie będą poszukiwać tajemniczego naszyjnika, to nauczą się od siebie wielu ciekawych rzeczy, Sadie się zakocha w żyjącym mężczyźnie, co doprowadzi do zabawnych i często krępujących sytuacji oraz odkrycia rodzinnej tajemnicy.

Czytając tę książkę świetnie się bawiłam. Autorka posługuje się lekkim i obrazowym piórem. Język jest plastyczny, sugestywny oraz bardzo ekspresyjny. Jest dużo przezabawnych dialogów, co powoduje się czyta się bardzo płynnie. Pisarka opowiada, o tańcach, strojach i zwyczajach XX wieku. Czuje się klimat poprzedniej epoki, a Lara poczuje go na własnej skórze. Śmiechu było co nie miara. Dałam tej pozycji szóstkę , że względu na umiejętność wprowadzenia mnie w stan euforii, ale także lekkiej zadumy nad życiem. Polecam








środa, 8 sierpnia 2012

Jeden dzień - David Nicholls

                 
                15 lipca 1988 roku to ten dzień, gdy wszystko się zaczęło. Magiczna data, która dała początek historii Emmy i Dextera. Choć chwile, które wtedy spędzili razem w morzu czasu mogły wydawać się mało znaczące, to jednak wpłynęły na całe ich późniejsze życie. Na długo zapamiętają noc po zakończeniu studiów, którą spędzili na długich rozmowach o przyszłości, obawiając się jej i nie chcąc wkraczać w dorosłość. Jak będzie wyglądać ich życie tego dnia, przez kolejnych 20 lat? Nie jest to standardowa historia miłosna z natłokiem uczuć, wyznań i wielkich słów. Młodzi ludzie to tylko świetni przyjaciele stanowiący zgrany zespół: Em i Dex, Dex i Em. Kiedy w końcu zrozumieją, ile dla siebie znaczą?

                „Jeden dzień” to powieść opowiadająca o miłości, przyjaźni, odnajdywaniu się w dorosłym życiu i szukaniu miejsca w świecie. Doczekała się ona ekranizacji z Anne Hathaway i Jimem Sturgessem w rolach głównych. Autorem książki jest David Nicholls, czyli urodzony w 1966 roku angielski aktor z wykształcenia, a obecnie pisarz i scenarzysta z powołania.

               Przyznam, że po tej powieści spodziewałam się czegoś innego. Czego? Więcej romantyczności, wyznań miłości , podniosłych chwil i zdań wyciskających łzy z oczu. To, że takich elementów tutaj zabrakło nie jest złe, czyni bowiem książkę bardziej realistyczną. Pokazuje, że życie to nie bajka, w której wszystko pięknie się kończy, że zwykle więcej jest upadków niż wzlotów i wcale nie tak łatwo jest być spełnionym człowiekiem. Los wciąż rzuca bohaterom kłody pod nogi, nie pozwalając im długo cieszyć się chwilami szczęścia. Gdy Em się układa, Dexter się stacza, gdy Dex zaznaje radości, Em przeżywa kryzys. Jednak czy do końca tak będzie? Przekonajcie się sami.

                W książce występuje narrator wszechwiedzący, trzecioosobowy, jednak wydarzenia poznajemy z perspektywy dwóch głównych postaci: Emmy i Dextera. W każdym rozdziale mamy przedstawiony jeden dzień z życia ich obojga – 15 lipca, od roku 1988 do 2007. Dodatkowo na ostatnich stronach zawarte są także migawki z przeszłości, wspomnienia pierwszego spotkania przeplecione ze współczesnością.

                Emma, jaką poznajemy na początku to świeżo upieczona absolwentka, która z wyróżnieniem ukończyła studia. Ładna, mądra, gotowa walczyć jak lwica w obronie swoich racji idealistka, mająca jasno wyrobiony pogląd na każdą sprawę.  Jest tylko trochę niepewna siebie, lubiąca wyolbrzymiać swoje wady. Dexter z kolei to zarozumiały, arogancki i bardzo pewny siebie młodzieniec, także absolwent. Urody mu nie można odmówić, ale skromności i odrobiny dystansu do samego siebie owszem.

                „Jeden dzień” to historia przyjaźni i miłości, historia życia dwojga ludzi, których drogi stale się ze sobą schodzą i nie mogą rozejść na zbyt długo. Choć nie znajdziemy to wielu romantycznych sytuacji i pięknych gestów, to jednak momenty wzruszające także występują. Ale w końcu czyny mówią więcej niż słowa. Z reguły jednak na kartach powieści mamy przedstawione realia codziennego życia, bez zbytnich upiększeń, w związku z czym nastrój po przeczytaniu jest bardziej pesymistyczny niż optymistyczny i skłaniających do zastanowienia: jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłości? W jakim stopniu mamy na nie wpływ, a w jakim to, jak potoczy się nasza historia, nie zależy od nas? Ciekawa, poruszająca fabuła i nieszablonowi bohaterowie – zachęcam do przeczytania!

wtorek, 7 sierpnia 2012

"Potem" Rosamund Lupton


Tytuł oryginalny: Afterwards
Liczba stron: 397
Wydawnictwo: Świat Książki

"Nie ma 'i żyli długo i szczęśliwie', ale jest 'potem'."*

Rosamund Lupton jest autorką scenariuszy i dwóch wybitnych thrillerów, które znalazły się na liście "Sunday Times". Jej pierwsza powieść "Siostra" była najlepiej sprzedającym się debitem brytyjskiej autorki.
Mam jakieś dziwne szczęście, gdyż biorąc książki do Anglii wybrałam wszystkie mające fabułę rozgrywającą się w Londynie. Dość zabawne wydawało mi się więc, że w mieście, w którym głównie pada cały czas, w książkach pięknie świeci słońce i są czterodniowe upały. :) Jednak na tym moje rozbawienie przy lekturze "Potem" się kończyło.

W dniu zawodów sportowych w prawie pustej szkole wybucha pożar. Grace wbiega w płomienie, aby ratować córkę. Obie budzą się w szpitalu... Jednak nie w swoich ciałach, a poza nimi. Chociaż mówią i czują, nikt ich nie widzi, niemo obserwują więc wydarzenia rozgrywające się w szpitalu. Szkoła została podpalona. Kto podłożył ogień? Czy dyrektorka, chcąca wyłudzić odszkodowanie czy dręczyciel Jenny? Grace i jej córka dochodzą powoli do przerażającej prawdy...

Książka "Potem" jest napisana w formie pierwszoosobowej. Narratorką powieści jest Grace opowiadająca swojemu mężowi całą historię. Relacja przeplatana jest różnymi wspomnieniami i naprawdę głębokimi myślami, dotyczącymi życia, religii, miłości i wielu innych spraw, nad którymi być może się zastanawiamy, ale nie robimy tego na skraju życia i śmierci. Bohaterka dochodzi do naprawdę intrygujących wniosków, które świetnie wpasowują się w mroczny klimat książki. Oklaski dla autorki należą się za tak zgrabne przekazanie własnych myśli w sposób jednocześnie nienarzucający się nikomu i dający dużo do myślenia. Forma powieści jest więc oryginalna,a do tego świetnie poprowadzona. Już od pierwszej strony, niesamowitym prologiem, autorka zręcznie budowała z małych cegiełek faktów i domysłów, przerażającą i szokującą prawdę, która co chwilę zaskakuje i co najważniejsze zostaje przedstawiona aż do końca. Większość czytelników woli nie zostawać w niewiedzy, kiedy chodzi o ważne odpowiedzi dotyczące akcji. Czasami oczywiście można sobie coś dopowiedzieć lub poznać reperkusję na frapujące pytanie w kolejnych tomach, jednak w tym przypadku raczej nie byłoby takiej możliwości, więc stopniowe, ale całkowite wyjaśnienie zagadki jest jak najbardziej zadowalające. Dzięki temu książkę doskonale się czyta i choć wiele razy było to już powiedziane i czasami jest to przesadzone, to naprawdę nie dało się od niej oderwać.

Paranormalność. Nieraz można się z nią spotkać w książkach czy opowiadaniach, określana jest nawet, jako odrębny gatunek literacki, dzielący się na podgatunki, więc thriller z wątkiem paranormalnym może się wydawać niczym niezwykłym, przecież jest ich wiele. Wszystko zależy jednak od tego, jak historia zostanie przedstawiona. Jest początek, środek i koniec, ale gdy elementy te nie tworzą całości, książka może być w najlepszych wypadku taka sobie. Wybierając "Potem" możecie być jednak spokojni. Części składowe książki zawierające thriller psychologiczny, paranormalność i sensację tworzą straszną i niesamowitą całość.

„Miłość nie może opuścić ciała, bo nie ono jest jej domem.”

Polecam książkę nie tylko wielbicielom gatunku, polecam ją naprawdę wszystkim. Dołącza ona do mojego wciąż powiększającego się zastępu ulubionych książek, ale uważam, że jest tego warta. Chociaż po tak enigmatycznym opisie  nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, to "Potem" zaskoczyło mnie ogromnie swoją jakością i nie żałuję ani jednej spędzonej z książką minuty i powtórzę się : watro po nią sięgnąć!

Ogólna ocena: 10/10!

*cytaty pochodzą z książki