Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Hiszpanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Hiszpanii. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 listopada 2012

Srebrzynku, ty widzisz nas, prawda?

Juan Ramón Jiménez
źr. artgerust.com
Zawodność ludzkiej pamięci zmusza nas do podejmowania prób zatrzymania minionych chwil na różne sposoby. Powstają pamiętniki, kręcone z ręki filmy, kolaże kolorowych fotografii. Noblista Juan Ramón Jiménez wspomnienia uchwycił w swych poetyckich miniaturach "Srebrzynek i ja: Elegia andaluzyjska".

"Srebrzynek jest nieduży, kosmaty i miękki; tak pulchniutki na zewnątrz, że zdaje się cały z waty, jak gdyby nie miał kości. Tylko błyszczące dżety jego oczu mają twardość chrabąszczy z czarnego kryształu."[1] - tak Juan opisuje swojego przyjaciela, osiołka o sierści przywołującej na myśl księżycowe srebro. Razem podróżują po andaluzyjskim miasteczku Moguer, niegdyś konkwistadorskiej siedzibie. I to właśnie zapis tych wypraw jest tematem książki. Jiménez zachwyca się ulotnością chwil. W swych poetyckich monologach, skierowanych do sympatycznego osiołka, opisuje otaczający go świat. Z ich zapisów powstała swego rodzaju kronika życia mieszkańców Moguer.

Język, choć dziś już nieco przestarzały, jest piękny, plastyczny, nasycony nostalgią. W tej niewielkiej książeczce przeplatają się smutek i radość. Jiménez jest bystrym obserwatorem. Dzieli się nie tylko tym co piękne, wywołujące na twarzy rozmarzenie i uśmiech, ale także zwraca uwagę na dramaty dorosłych, dzieci oraz zwierząt. Autor nie krzyczy, nie dramatyzuje. Przewracając kolejne strony, miałam wrażenie, że szeptem opowiada swe historie, szeptem nasyconym czułością, miłością, dobrocią. Ze współczuciem opowiada o nieszczęściach, z rozmarzeniem o pięknie. Jego słowa mają w sobie magię.

"Ja postępuję z osiołkiem, jak gdyby to było dziecko. Jeżeli droga staje się wyboista i męczy go trochę, schodzę, żeby mu ulżyć. Całuję go, oszukuję, droczę się z nim... On rozumie dobrze, że go kocham, i nie ma do mnie urazy. Jest tak podobny do mnie, tak odmienny od innych... aż uwierzyłem w końcu, że śni moje własne sny."[2] Ten fragment zatytułowany "Przyjaźń" chwycił mnie za serce.

Napisać tak, by czytelnik miał przed oczami żółte łąki irysów, pola pokryte dywanem suchych liści, ulice miasteczka, sosnowy las, napisać tak, by czytający poczuł zapach róż i ciepło grudniowego ogniska, napisać tak, by słowa zmieniły się w obrazy, zapachy, dźwięki, oto prawdziwa sztuka. Ileż ciepła i wrażliwości trzeba mieć w sobie, żeby w tak pięknych, nasyconych uczuciami słowach nakreślić widziany świat... A gdy już dotrze się do ostatniej strony, aż łza się w oku kręci, że to już koniec, że nic nie trwa wiecznie.

Ale... "Srebrzynku, ty widzisz nas, prawda?"[3]


"Srebrzynek i ja" zawiera sto szesnaście poematów. Nie jest to zbiór kompletny. W Posłowiu Janusz Strasburger wyjaśnia, że niektóre poetyckie miniatury okazały się zbyt trudne do przełożenia na język zrozumiały dla polskiego czytelnika, gdyż zawierały zwroty, których bez szkody dla poetyckości języka, przetłumaczyć się nie udało. Inne tłumacz uznał za mało atrakcyjne pod względem artystycznym lub nadmiernie nasycone brutalnym naturalizmem. Zbiór impresji powstał po powrocie Noblisty ze szpitala psychiatrycznego, dokąd pisarz i poeta trafił po załamaniu nerwowym wywołanym śmiercią ojca. Przyjazd w znane Jiménezowi z dzieciństwa rejony, miał mu pomóc odzyskać utracony spokój.

---
[1]Juan Ramón Jiménez, "Srebrzynek i ja", przeł. Janusz Strasburger, wyd. Instytut Wydawniczy Pax, 1979, s. 7.
[2]Tamże, s. 47
[3]Tamże, s. 145.

wtorek, 30 października 2012

"Gra Anioła" - Carlos Ruiz Zafón

Gra Anioła
Podstawowe informacje:
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tytuł oryginału: El Juego del Angel
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: listopad 2008
Liczba stron: 608

Moja opinia:
Z oryginalnym stylem pisania autora było mi już dane się zapoznać podczas czytania Cienia Wiatru, innej świetnej powieści tegoż autora, która oczarowała mnie już od pierwszych stron. Czy i ta historia warta jest przeczytania?

„Natchnienie przychodzi, kiedy człowiek przyklei łokcie do biurka, tyłek do krzesła i zacznie się pocić. Wybierz jakiś temat, jakąś ideę i zacznij wyżymać mózg, aż Cię rozboli. Na tym polega natchnienie.” 

W mrocznej, niebezpiecznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych, młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może coś więcej... Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w charakterystycznym dlań, oszałamiającym stylu, autor "Cienia wiatru" ponownie przenosi nas do Barcelony Cmentarzyska Zapomnianych Książek, by obdarować nas niezwykłą intrygą, romansem i tragedią poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętności i przyjaźni splatają się w mistrzowskiej opowieści.

„Milczenie jest potrzebne tylko wtedy, kiedy nie ma się nic ważnego do powiedzenia. Milczenie sprawia, że nawet głupcy przez chwilę stają się mędrcami.” 

To moje drugie spotkanie z Cmentarzyskiem Zaginionych Książek i już na wstępie muszę zaznaczyć, że wcale nie mniej udane niż poprzednie. Tym razem głównym bohaterem powieści jest David Martin, młody autor pracujący w podrzędnej gazecie La Voz de la Industria. Nie posiada zbyt wielu przyjaciół, oprócz swego gazetowego współpracownika don Pedra Vidala oraz właściciela małej księgarni Sempere i synowie. Jest szaleńczo zakochany w córce pracownika swego bogatego przyjaciela. Gdy w czasopiśmie zaczyna ukazywać się nowela jego autorstwa, młodzieniec nagle awansuje, czym zyskuje sobie wrogość i nieprzychylne spojrzenia reszty współpracowników. Wkrótce traci dotychczasową pracę i zaczyna pisać swą pierwszą książkę, okrzykniętą jednym z najgorszych debiutów. Zdruzgotany podpisuje pięcioletnią umowę z małym wydawnictwem, na mocy której ma on zacząć pisać cykl powieści wzorowanych na swych dawnych dziełach, lecz nie pod własnym nazwiskiem. Ku jego zdziwieniu wkrótce zgłasza się do niego tajemniczy, mroczny jegomość - Andreas Corelli - który proponuje mu ofertę nie do odrzucenia - ma rok na napisanie powieści religijnej, a w zamian otrzyma on sto tysięcy franków. Po stwierdzeniu u młodzieńca nowotworu nie widzi on przed sobą przyszłości, więc zgadza się. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że od chwili podpisania porozumienia sprawy zaczną się coraz bardziej komplikować, prowadząc do nieuniknionej katastrofy....

„Nie mogę jeszcze umrzeć, doktorze. Jeszcze nie teraz. Mam coś do zrobienia. Później będę miał całe życie na to, żeby umierać.”

Tym razem autor serwuje nam jeszcze bardziej skomplikowaną sieć intryg, historię, w której kłamstwo, cierpienie i tajemnice są na porządku dziennym. Fabuła jak zwykle zachwyca swą przemyślaną strukturą i nieprzewidywalnością. Czasem głowiłam się nad tym, skąd autor bierze tak oryginalne i niezwykłe pomysły na nowy wątek. Nie można też nie zauważyć, że akcja powieści ani trochę mnie nie nużyła, cały czas działo się coś ciekawego, co nie pozwoliło mi się nudzić podczas czytania nawet przez chwilę. Bohaterowie zachwycają swą szczegółowością. Nie dopatrzyłam się dwóch identycznych, nudnych i nijakich postaci, gdyż takowych po prostu nie ma - szeroka gamma charakterów sprawia, że każdy z pewnością znajdzie swojego ulubieńca. Ja z przyjemnością przyglądałam się losom Isabelli, zadziornej i buntowniczej dziewczyny, która za wszelką cenę postanawia zostać asystentką Davida, chcąc w przyszłości móc pisać tak wspaniałe książki jak jej idol. Jej z początku trudna do zrozumienia postawa zaintrygowała mnie i sprawiła, że od razu stała się moją ulubienicą.

„Poezję pisze się łzami, powieść krwią, a historię rozczarowaniem.”

Mam wrażenie, że gdyby autor postanowił napisać książkę o jedzeniu obiadu w tym samym stylu, jakim napisał Grę Anioła, to historia ta stałaby się prawdziwym arcydziełem. Książki Zafóna zawierają w sobie coś magicznego i intrygującego, opisy i dialogi są przemyślane, niemniej jednak zwroty wydarzeń zaskakują na każdym kroku. Pisarz sprawia, że nie mogłam biernie śledzić losów bohaterów - zawiłość całej historii i mnogość intryg sprawiała, że cały czas snułam domysły i przypuszczenia, które ku mojemu zdziwieniu prawie nigdy się nie spełniały, co dowodzi tylko wyniosłości prozy autora. Powieść została napisana lekkim językiem, jednak w taki sposób, że nie da się nie myśleć o tym, o czym się czyta.

„A wie pan co jest najlepszego w złamanym sercu? (...) Tak naprawdę można je złamać tylko raz. Reszta to ledwie zadrapania.”

Już wcześniej uważałam Zafóna za wielkiego pisarza, a po przeczytaniu Gry Anioła jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to niezwykły autor, który potrafi zaczarować czytelnika już od pierwszych stron. Od razu wciągnęłam się w całą historię, dreszczyk emocji towarzyszył mi przez całą lekturę. Nagłe, niewyjaśnione morderstwa są tutaj na porządku dziennym, niemniej nie umniejsza to wcale wartości merytorycznej pozycji. Zafón skutecznie połączył w jedno ciemną, mroczną stronę powieści, z jej magiczną, zachwycającą częścią. Grę Anioła mogę polecić każdemu czytelnikowi - nie tylko fanowi Zafóna, bo naprawdę jest warto.

Moja ocena:
10/10

niedziela, 21 października 2012

'Smak hiszpańskich pomarańczy" Kim Lawrence, Kathryn Ross, Chantelle Shaw


Smak hiszpańskich pomarańczy

Podstawowe informacje:
Autorki: Kim Lawrence, Kathryn Ross, Chantelle Shaw
Tytuł oryginału: Taste of space oranges
Seria: Opowieści z pasją
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: sierpień 2012
Liczba stron: 400

Moja opinia:
Lapas, chłodna sangria, hiszpańskie pomarańcze. Spróbuj, jak smakują w Barcelonie, Madrycie czy w Andaluzji... I ja postanowiłam zabrać się za ostatnio bardzo popularną książkę - Smak hiszpańskich pomarańczy. Z reguły nie przepadam za opowiadaniami (w tym przypadku w pozycji zawarte są trzy), ale tym razem postanowiłam zaryzykować. Czy przekonałam się jednak do tej formy?

Wiele osób postanowiło zabrać się za tę pozycję, nie do końca widząc czego się spodziewać i ja po nią sięgnęłam. Nie łudziłam się, że ta powieść mnie zachwyci, chciałam tylko odstresować się i oderwać podczas czytania - w tym wypadku nie zawiodłam się. Powiedzmy sobie szczerze: nie jest to literatura najwyższych lotów, lecz nie oznacza to, że jest kiepska i nudna.Wszystkie trzy historie przestawione przez autorki bardzo mnie zaciekawiły. Napisane są lekkim, przystępnym językiem, bez zbędnych ozdobników, lecz nie w sztywny sposób. Muszę jednak trochę ponarzekać: uważam że opisy zawarte na tyle okładki zdradzają jednak zbyt wiele, już po samym ich przeczytaniu nietrudno wywnioskować, jak zakończą się poszczególne opowieści.

„- Ale ile trzeba czasu, żeby się zakochać?”

Wakacje w Andaluzji
Lily spędza wakacje na południu Hiszpanii. Chce zapomnieć o zdradach i kłamstwach męża. W śródziemnomorskich miasteczkach odzyskuje spokój i radość. Czuje, że może zacząć wszystko od nowa. Gdy poznaje Santiaga, postanawia zaryzykować. Przystojny Hiszpan odkrywa przed nią nieznane smaki życia. Może wreszcie los się do niej uśmiechnął? Jednak romans niespodziewanie się kończy, a Lily musi stawić czoło zaskakującym wydarzeniom…


Pierwsze opowiadanie najmniej przypadła mi do gustu - po pewnym czasie <wieczne> smutki Lily, jej postawa i ogólnie cała historia jakoś mnie nie porwały. Dla mnie cały czas była takim załamanym pustakiem, który mim wielu przeżyć nie potrafił się pozbierać i wciąż użalał się nad swoim losem. Co innego Santiago - tę postać nawet trochę polubiłam, kłębiło się w nim wiele różnych emocji, co sprawiło, że stał się interesującym bohaterem. Każdy czytelnik już po kilkunastu stronach jest w stanie domyśleć się - jakże banalnego - zakończenia, co odebrało mi znaczną radość z czytania i odkrywania zamysłu Kim Lawrence. Całość w znacznym stopniu ratują przepiękne opisy hiszpańskiej Andaluzji, magicznej i zachwycającej krainy.

„- Przekonajmy się – odpowiedział po hiszpańsku. – Nic nie przesądzaj, niczego nie zakładaj. Nie spieszmy się.”

Wino, słońce, Barcelona
Carrie pracuje w agencji reklamowej w Barcelonie. Właśnie dostała zadanie przygotowania kampanii promującej słynne wina Santos. To dla niej szansa, by zaistnieć w branży. Przypadkiem w samolocie poznaje przystojnego prawnika. Tak dobrze im się rozmawia, że Carrie nieopatrznie zdradza mu szczegóły projektu. Gdy przyjeżdża do winnicy, by zaprezentować swoje propozycje, okazuje się, że jej klientem jest poznany wcześniej prawnik, Maks Santos. Zaskoczona sądzi, że z powodu swej niedyskrecji już straciła zlecenie. Jednak Maks od razu akceptuje projekt, ale stawia warunki…

Z drugą opowieścią było troszkę lepiej - tu opis nie od razu zdradził całą fabułę, bardzo dobrze się bawiłam obserwując rozwój wypadków i uczucia pomiędzy Carrie a Maksem, choć od razu było wiadomo, jak ta znajomość się skończy. Bardzo polubiłam tę dwójkę bohaterów, sympatycznych, ale również zadziornych kiedy trzeba. Z przyjemnością obserwowałam rozwój akcji i choć kolejne wydarzenia niespiesznie po sobie następowały, to to opowiadanie jest moim zdecydowanie największym faworytem z tej trójki. Urzekły mnie również zachwycające opisy winnicy Santos, tamtejszego klimatu i magii Barcelony... w pewnym momencie zapragnęłam wybrać się tam na wakacje. Autorka miała ciekawy pomysł i umiejętnie go zrealizowała, postarała się, by czytelnik się nie nudził i wciągnął w tę ciepłą i miłą dla oka historię. Spodobał mi się również fakt, że w trakcie czytania mogłam się trochę pośmiać z pokręconego zbiegu wydarzeń.

„Pękłoby mu serce, gdyby musiał się z nią rozstać. Ale nie mógł dłużej więzić swojej szarej gołębicy w zamku.”

Tylko w Madrycie
Tylko dwa miesiące zostały Javierowi Herrera, żeby się ożenić. W przeciwnym razie, według zapisu testamentu dziadka, straci rodzinny bank. Tylko kto zgodzi się na ślub w tak krótkim czasie? Niespodziewanie w jego posiadłości pojawia się Grace Beresford, o której słyszał, że jest kapryśna i rozpieszczona. Prosi go o prolongatę spłaty długu ojca. Javier wpada na pomysł, jak rozwiązać swój problem. Proponuje jej fikcyjny ślub w zamian za anulowanie długów. Już kilka godzin po tym jak umilkły dźwięki weselnego przyjęcia, Javier przekonuje się, że Grace jest zupełnie inna, niż się spodziewał.... 

Muszę przyznać że ta opowieść mnie zaskoczyła i tylko podczas jej lektury zdarzały mi się momenty niepewności, co też zaraz się zdarzy. Aż żałuję, że ta historia nie była choć ciut dłuższa. Javier to tajemnicza postać, z pozoru nieczuła, zadufana w sobie i goniąca do celu po trupach, a jednak pod wpływem Grace zmienia się... Naprawdę zaciekawiło mnie to, jak dalej potoczą się losy tego małżeństwa na niby. Opowiadanie pokazuje, że nie należy oceniać ludzi po pozorach, ani po czynach ich bliskich (szczególnie wtedy, gdy nie znamy przyczyn nimi kierujących). Nieprawdopodobna i niespotykana historia, jednocześnie napisana z dużym poczuciem humoru.

"Są pewne słowa, z wypowiedzeniem których warto poczekać , ponieważ mają one wielką siłę… a wypowiadane raz po raz tracą ją..."

Należy napomknąć, że każde z opowiadań jest do bólu przewidywalne (szczególnie w pierwszym przypadku), co potrafi odebrać radość z odkrywania poszczególnych historii, niemniej trzeba tui zaznaczyć, że są to typowe historie na odstresowanie się, zawsze kończące się happy endem, pokazujące, że nawet z najtrudniejszej i z pozoru katastrofalnej sytuacji można wyjść zwycięsko. Opowieści łączą również wspaniałe, magiczne opisy przepięknej Hiszpanii. Czytało się szybko i przyjemnie, czyli w sam raz na brzydki jesienny wieczór.

Moja ocena:
7/10

poniedziałek, 17 września 2012

Gra Anioła – Carlos Ruiz Zafon





Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tytuł: Gra Anioła (polska strona książki i pozostałej twórczości autora)
Seria:  Cmentarz Zapomnianych Książek  #2
Oryginalny tytuł: El Juego del Angel
Wydawnictwo: Muza SA
Data wydania: 2008
Stron: 608
Ocena: 9/10





Carlos Ruiz Zafón, kto nie słyszał o takim człowieku? A „Cień wiatru”? Mówi wam to coś? Jednym świta, drugim nie, trzecim może dopiero zaświta. Jestem przekonana, że większość z was o nim słyszała. Bo kto z moli książkowych i blogerów o nim nie słyszał? Wcześniej wspomniana książka jest wręcz wychwalana przez większość. Nie piszę przez wszystkich, tylko przez większość, bo wiadomo, że każdy ma swój gust i nie każdemu może się spodobać styl Zafóna. A słyszał ktoś o „Grze anioła” właśnie tego autora? Część powie, że tak, znowu część powie, że nie, ale Ci drudzy zaraz będą mogli to zmienić. W jaki sposób? A spróbuję wam, co nieco powiedzieć o tej pozycji. Czy warto po nią sięgnąć? O tym zaraz się przekonacie. ;) 

Barcelona, lata dwudzieste XX w. Siedemnastoletni David Martin pracujący w gazecie „La Voz de la Industria”, nagle dostaje od swojego szefa propozycję zapełnienia jednej rubryki swoją kryminalną powieścią w odcinkach. Po swoim debiucie w prasie, dostaje tajemniczy list od nieznajomego „A.C.”, który zaprasza go na spotkanie. Miejsce jak i spotkanie do nadzwyczajnych nie należy. Zaś potem dostaje ofertę od tajemniczego paryskiego wydawcy. Czy przyjmie propozycję? Kim okaże się tajemniczy „A.C”? Czy córka szofera jego przyjaciela Pedro Vidala odwzajemni jego miłość? Jakie tajemnice kryje dom z wieżyczką, w którym zamieszkał po kilkunastu latach marzeń o nim?

Może niektórzy z was słyszeli o tym, że „Gra anioła” jest podobno kontynuacją wcześniej wspomnianego „Cienia wiatru”? Ja bym tak tego nie określiła, a dlaczego? Bowiem jak dla mnie powiązaniem są tylko niektóre miejsca i bohaterowie, np. księgarnia „Sempere i synowie”, Cmentarz Zapomnianych Książek wraz ze strażnikiem tego jakże pięknego miejsca, Isaac'iem, pan Sempere, jak i jego młodszy syn oraz księgarz Gustavo Barceló. No i oczywiście owiana tajemnicą Barcelona. Poza tymi przykładami tak naprawdę nic nie jest ze sobą powiązane, aczkolwiek cieszę się, że to „Cień wiatru” przeczytałam pierwszy, ponieważ tam mamy okazję zapoznać się bliżej z księgarnią „Sempere i Synowie” jak i z jego właścicielami, dlatego też wam polecam czytać to w takiej kolejności. ;)

Narratorem „Gry anioła” jest główny bohater, co nadaje większej tajemniczości i sprawia, że wspólnie możemy odkrywać tajemnice miasta położonego w północno-wschodniej Hiszpanii. Wiemy tyle, co David i tyle też odkrywamy. Polubiłam go, jak i jego wygadaną i młodą asystentkę Isabellę, która dodawała humoru tej powieści. No i nie mogę zapomnieć o starym, poczciwym właścicielu księgarni, panu Sempere, który wręcz emanuje optymizmem. Każda postać jest nakreślona w dokładny sposób, bo jeśli ktoś chciałby więcej wiedzieć o „Sempere i Synowie” zapraszam do zapoznania się z „Cieniem wiatru”.

Akcja powieści nie leci na łeb na szyję. Toczy się własnym, spokojnym tempem, kiedy nagle buch! i Zafón postanawia zaskoczyć czytelnika, co zdarzało mu się bardzo często. Zaskakujące zwroty akcji jak i rozwiązania, niektórych zagadek. Czy się czegoś spodziewałam? Na pewno nie. Przez myśl nawet mi nie przeszło to, co przyszło do głowy autorowi. Język powieści jest taki sam jak w „Cieniu wiatru”. Opisy miasta, uliczek, miejsc, których nie ma zbyt dużo są napisane w taki sposób, aby czuło się tę aurę tajemniczości, którą chciał stworzyć Zafón i co mu się na pewno udało.

Carlos Ruiz Zafón po raz kolejny pokazał, że jest świetny w tym, co robi, w pisaniu książek, w otulaniu swoich historii aurą tajemniczości oraz zaskakiwaniu czytelnika swoimi pomysłami i po raz kolejny się nie zawiodłam. Z pewnością sięgnę po resztę jego powieści, bo uwielbiam to, w jaki sposób oddaje on klimat Barcelony. „Grę anioła” polecam wszystkim, ale radzę sięgnąć najpierw po „Cień wiatru”, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście.  


„Wiem, że żywi pan w sercu wielkie nadzieje i że żadna z nich się nie ziściła, i wiem, ze właśnie, to choć nie zdaje sobie pan z tego sprawy, zabija pana po trochu każdego mijającego dnia.” [s.103]

~

„Normalni ludzie wydają na świat dzieci; pisarze wydają książki. Jako pisarze skazani jesteśmy na to, by poświęcić im życie, choćby miały odpłacić nam niewdzięcznością. Na to, by złożyć swoje życie na ich kartach, czasami nawet, by w końcu one nam to życie odebrały.” [s.424]


____
Cykl "Cmentarz Zapomnianych Książek" składa się z:
2. Gra anioła
3. Więzień nieba

piątek, 14 września 2012

"Gra anioła" - Carlos Ruiz Zafón

Przez długi czas miałam wrażenie, że wszyscy, oprócz mnie, już poznali twórczość Zafóna. A ponieważ lubię przekonywać się, czy zachwyty nad książkami popularnych autorów są uzasadnione, sięgnęłam z zaciekawieniem po „Grę anioła”. Ponad 600 stron troszkę mnie przerażało, ale momentalnie wpadłam w wir wydarzeń. Teraz, kilka dni po przeczytaniu książki, czuję niedosyt. Bo TAKA powieść mogłaby liczyć nawet kilka tysięcy stron i wciąż uważałabym, że jest niezwykle interesująca.

Carlos Ruiz Zafón jest pisarzem znanym chyba wszystkim książkowym blogerom. I nie tylko. Kto jeszcze nie czytał żadnej książki jego autorstwa, jest w stanie wymienić co najmniej kilka tytułów - wszak kolejne recenzje jego powieści ukazują się każdego dnia, nie sposób się na którąkolwiek z nich nie natknąć. Zafón słynie z „Trylogii mgły” oraz cyklu „Cmentarz zapomnianych książek”.

Akcja „Gry anioła” rozpoczyna się w latach dwudziestych poprzedniego stulecia w przepięknym hiszpańskim mieście, jakim jest Barcelona. Młody dziennikarz, David Martín, pracujący w periodyku „La Voz de la Industria” otrzymuje od swego szefa propozycję nie do odrzucenia. Ma napisać opowiadanie, którego fragmenty będą regularnie pojawiać się w rubryce kryminalnej. Krótko po swoim debiucie podpisuje umowę z dwójką wydawców, dla których pisze serię powieści. Brzmi cudownie, czyż nie? Zdawałoby się, że dla początkującego pisarza jest to początek wielkiej kariery. Jednak nic bardziej mylnego - kolejne wydarzenia sprawią, że jego życie niezwykle się skomplikuje.

„Gra anioła” wciąga. Jednak „wciągnięcie” jest pojęciem względnym, zatem ujmę to inaczej. Już po przeczytaniu kilkunastu stron próbowałam wymyślić jakąś wymówkę, by nie iść na urodziny najlepszej przyjaciółki, a także nie uczyć się na kartkówkę z historii. Powstrzymał mnie przed tym wyłącznie zdrowy rozsądek. Jednak z każdą kolejną kartką miałam coraz większą ochotę czytać tę powieść bez przerwy, aż do ostatniego słowa. Tak też zrobiłam - zarwałam noc i, pomimo zmęczenia, przeczytałam książkę jednym tchem.

Autor genialnie kreuje bohaterów, ukazując ich mocne i słabe strony, osobliwe nawyki, a także przedstawiając wydarzenia z przeszłości, które miały wpływ na ich życie. Moją sympatię zdobył przede wszystkim stary Sempere, właściciel księgarni. Był wspaniałym przyjacielem dla Davida Martína, to on pokazał mu Cmentarz Zapomnianych Książek. Niezwykle charyzmatyczną osobą była Isabella - początkująca pisarka, asystentka głównego bohatera. Przyznaję, czasem działała mi na nerwy, ale jej charakter po prostu musiał być taki, a nie inny.

Co do głównego bohatera - nie mogę o nim wiele napisać, by nie zdradzić przebiegu wydarzeń. Jedno jest pewne - jego życie nie było usłane różami, a pełne problemów. Czasem było mi go naprawdę żal.

Co serwuje nam Zafón? Powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym, a także odrobiną romansu, horroru i fantastyki. Słowem, mieszanka wybuchowa. Wszystko to, w idealnych proporcjach, składa się na cudowną książkę, od której po prostu nie można się oderwać.

Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że „Gra anioła” jest drugą częścią serii „Cmentarz zapomnianych książek”. Cóż, jak zwykle zaczęłam od środka… Na szczęście znajomość „Cienia wiatru” (pierwszej części) nie okazała się konieczna, nie doszukałam się żadnych odniesień do wydarzeń z przeszłości (choć nie wiedziałam, że powinnam ich szukać, więc może jednak takowe się pojawiły?). Bez wątpienia, lepiej jest jednak czytać książki w kolejności chronologicznej.

Nie wypada uznawać autora za ulubionego po przeczytaniu tylko jednej książki jego autorstwa. Jednak Zafón zdecydowanie będzie zaliczał się do tego grona, jeżeli tylko pozostałe części „Cmentarza zapomnianych książek” mnie nie zawiodą. Kto jeszcze nie czytał tej serii, niech lepiej czym prędzej to nadrobi. Bo warto.

wtorek, 11 września 2012

LA FURIA ROJA i jej sekrety!

Autor: Miguel Ángel Díaz
Tytuł: Sekrety La Roja
Oryginalny tytuł: Los Secretos de la Roja
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2012
Stron: 360
Ocena: 10/10


Myślę, że nie muszę przedstawiać Wam drużyny, która po 44 latach nareszcie sprawiła Hiszpanii radość. Wygrana mistrzostw Europy 2008, Mundialu w RPA 2010 i Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie 2012r. to ich już historyczne osiągnięcia. Jako pierwsza drużyna zdobyła mistrzostwo Europy dwa razy z rzędu. I nie zapowiada się na ich upadek - oni chcą więcej!! La Roja przedstawia w tej książce kulisy drużyny, które w przeciągu kilku lat spisał i "posegregował" w rozdziałach Miguel Ángel Díaz - dziennikarz sportowy.

Jeżeli macie ochotę poznać chłopaków z drużyny, ich ksywki, zwyczaje, nawyki, codzienne życie w czasie mistrzostw - to ta książka jest jak najbardziej dla Was. Mamy okazję dowiedzieć się jak wyglądała ich droga do sukcesu, co pomiędzy kolejnymi meczami dzieje się w ich pokojach, jaka jest ich ulubiona rozrywka, jaką muzykę zapuszcza Dj Ramos, jak reagowali na sukcesy i porażki, jak przeżywali wszelkie kontuzje i narzucone diety, jakie żarty robią sobie na boisku i jakie łączą ich relacje z trenerami, wszelkimi współpracownikami i oczywiście z kolegami z drużyny. To wszystko i jeszcze więcej zapewnia nam to obowiązkowe kompendium wiedzy każdego kibica!

Przy tej lekturze spędziłam naprawdę fantastyczne chwile. Płakałam, śmiałam się i wtedy też płakałam, ale co najważniejsze - mogłam dowiedzieć się więcej o drużynie której kibicuję. Moim zdaniem jest to jedno z najlepszych źródeł, żeby poznać swoją ulubioną drużynę "od kuchni". Zazwyczaj nie mamy możliwości przeczytania ciekawostek czy anegdot, które z pozoru nic nie znaczą, ale dzięki tej lekturze dowiadujemy się, że to właśnie te nic nie znaczące historie wpłynęły na zespojenie drużyny i tak świetną ich grę! Zazwyczaj nie mamy też możliwości wstąpić do szatni naszej ulubionej drużyny a z tą pozycją miałam wrażenie, że jestem tam z nimi i przygotowuję się do meczu, a po nim "kradnę" piłki! ;)

Czytanie umilają nam 4 wkładki zdjęciowe na których oczywiście znajdziemy piłkarzy. Uwieczniono na nich momenty, które przechodzą do historii - zdobywane gole, radość ze zwycięstw a także treningi. Na końcu książki znajdziemy również dwa aneksy: jeden z rankingiem Castrola a drugi z listą meczy reprezentacji rozegranych od 2006 roku.

Podsumowując, książkę polecam każdemu! Nawet jeżeli nie jest się fanem zarówno drużyny jak i piłki nożnej, jestem pewna, że radość z tej książki będzie równie wielka i z wielką przyjemnością będziecie odkrywać to w jaki sposób La Roja "rozkochała w sobie cały świat futbolu". Dla fanów drużyny powinna być to lektura obowiązkowa, z której będą czerpać jeszcze większą przyjemność. Jeżeli chodzi o mnie, książka ląduje na mojej liście bestsellerów i z wielką przyjemnością będę do niej wracać - jestem pewna, że jeszcze nie raz ;)




środa, 8 sierpnia 2012

Iker Casillas, Skromność mistrza- Enrique Ortego

Tytuł: Iker Casillas. Skromność Mistrza.
Tytuł oryginalny: La humildad del Campeon
Autor: Enrique Ortego
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Stron: 301




Euro 2012 się skończyło. Ale dzięki tym mistrzostwom wiele Polaków dowiedziało się, co nie co, o pięknej grze jaką jest piłka nożna. Wiele biografii i przewodników, które pojawiły się na rynku, miały pomóc lepiej zrozumieć fenomen tego sportu, oraz samych graczy. Jedną z takich książek jest Iker Casillas. Skromność Mistrza. Opowiada ona o najlepszym bramkarzu, kapitanie najlepszej reprezentacji w Europie i na świecie. Kim jest golkiper Realu Madryt i Hiszpanii?

Ważnym meczem jest ten pierwszy, pozostałe pojawiają się krok po kroku, chociaż to oczywiste, że w moim wypadku jest ich mnóstwo. Reprezentacja nauczyła mnie kochać kraj i być z niego dumny.

Enrique Ortego, autor biografii Casillasa stara się przybliżyć sylwetkę tego bramkarza. Sam jest fanem Realu, felietonistą, dziennikarzem, który ma na swoim koncie biografie Alfreda di Stefano, Zinedine’a Zidane’a, Raula i Cristiana Ronalda. W ciekawy, aczkolwiek nieschematyczny sposób opowiada nam o drodze na szczyt i życiu Ikera.

Nie można było zatrzymywać jego rozwoju. Pod względem techniki już zwracał na siebie uwagę. Myślę, że miał ją od kołyski, a potem tylko udoskonalał pozostałe elementy.  Zawsze wiedział, jakie są jego najlepsze cechy: szybkość i opanowanie. I właśnie w tym najbardziej się wyróżniał już jako profesjonalista w piłkarskiej elicie.

Skromność Mistrza, to historia małego chłopca, który, dzięki wsparciu rodziny, stał się jednym z najlepszych piłkarzy. Autor prowadzi nas poprzez najwcześniejsze wspomnienia rodziny i przyjaciół, aż po dni dzisiejsze, kiedy to Iker przygotowuje się na Euro 2012 (książka oryginalnie wydana w 2011 roku) i na Mistrzostwa Świata 2014. Relacje trenerów i selekcjonerów, pomagają nam dostrzec, że ten młody chłopak stał się gwiazdą, bo na to zasługiwał. Od najmłodszych lat ciężko trenował, pracował, poprawiał swoje wyniki, słuchał swoich mentorów i nie poddawał się. Oczywiście, talent, który przejawiał się od najmłodszych lat, też się liczył, ale nie tak bardzo jak nastawienie i systematyczność Casillasa.

Raul w tych ważnych chwilach ma same dobre słowa dla swojego kolegi.- Sportowe życie Ikera jest podobne albo takie samo jak moje. Bardzo młodo zadebiutował w Primera i zawsze pokazywał, że jest twardy i odpowiedzialny. To, czego dokonał w Realu Madryt i w reprezentacji U-21 przyprowadziło go aż tutaj. Nikt nie dał mu nic za darmo. To prawda, że darzę go wyjątkową sympatią. Staram się o niego troszczyć, chronić go, udzielać rad.

Książka, jak wskazuje tytuł, mówi o Mistrzu, który jednak pozostał sobą. Wciąż mieszka blisko rodziców, o których nigdy nie zapomina. Doceniania wysiłek, jaki włożyli w jego wychowanie i przygotowanie go do gry, pamięta o treningach, na które woził go jego ojciec i ile musiał poświęcić dla niego. Nie zapomina ludzi, dzięki którym dostał się na szczyt. Pamięta o swoich trenerach i selekcjonerach, o ludziach którzy dawali mu szansy. Iker pozostaje takim, jakim był, nie zapomina o swoich korzeniach, o wartościach jakie wpajali mu rodzice i co najważniejsze jest po prostu sobą. Można by rzec, chłopak z podwórka. Uczuciowy, który potrafi się rozpłakać po meczu. Ciągle doskonalący się, kiedy przegrywa, trenuje dwa razy ciężej, żeby być lepszym.  Spontaniczny, bo kiedy wygrywa i ściska króla Hiszpanii, łamie wszystkie protokoły. Sumienny, bo wie, że praca pozwala mu piąć się do góry. Iker Casills, skromny mistrz.

W finale zdałam sobie sprawę, że Iker będzie najlepszym bramkarzem świata. Jego parady były niesamowite. Pokazywano je w hiszpańskiej telewizji, więc wszyscy wiedzą, że nie przesadzam. Z tamtego okresu muszę wyróżnić to , jak bardzo lubił pracować. Po treningach zostawałem z nim i z Herrerą, drugim bramkarzem, który gra teraz w Alcorcon, i ćwiczyłem z nimi.


Jeśli chodzi o samą formę, to książka na pewno jest świetnym kompendium wiedzy, zarówno dla fanów piłki nożnej, jak i laików w tej dziedzinie. Przede wszystkim, jest dobrze napisana. Czyta się ją szybko i przyjemnie, oczywiście przeciętny śmiertelnik może się pogubić w nazwach zespołów, lig, czy piłkarzy, ale to nie stanowi aż tak dużej przeszkody. Relacje znajomych, trenerów, czy wypowiedzi samego golkipera, sprawiają, że książka zyskuje pewną świeżość i jest bardzo interesująca. Anegdoty są kolejnym ciekawym punktem. Dla bardziej zaawansowanych fanów, są rozrysowane składy na poszczególne mecze, statystyki, czy rankingi, które przybliżają grę Ikera.

Z Realem Madryt dwa razy zdobył Puchar Ligi Mistrzów, wygrał pięć Mistrzostw Hiszpanii, Puchar Króla, Trzy Superpuchary Hiszpanii, Puchar Interkontynentalny i Superpuchar Europy. Z reprezentacją Hiszpanii- Mistrzostwo Europy U-16, Mistrzostwo Europy U-17, Mundial U-20, Mistrzostwo Europy i Mistrzostwo Świata.


Co ciekawe, w książce znajduję się wiele zdjęć. Od najmłodszych lat i pierwszych wyjazdów, aż do ostatnich wydarzeń, zarówno sportowych jak i prywatnych. Książka ta, może być spokojnie nazwana biografio- albumem. A fotografie Casillasa, jeszcze bardziej pokazują jego ludzką, zwyczajną twarz. Mistrz, który, w dość kiepskich ubraniach, lata za piłką z kolegami, czy jedzie na trening metrem. Zdjęcia są wielkim plusem, a to z okładki idealnie tam pasuje. Szata graficzna jest perfekcyjna.

Iker Casillas jest najlepszym bramkarzem w historii Realu Madryt. Być może to najprostsze określenie, ale zarazem najwłaściwsze. Pozwala zdefiniować wielkość tego piłkarza. Chłopiec, który w koszulce Realu stał się mężczyzną. Wrodzony talent, z którego byłyby ogromnie dumny inny bramkarski geniusz, wielki Ricardo Zamora. Kapitan drużyny, reprezentujący sobą najlepsze wartości klubu.


Jeśli chodzi o moją własną opinię, książka jest bardzo dobra. Nie czytuję zbyt wiele biografii, a co dopiero sportowców, ale o Ikerze czytało się bardzo przyjemnie. Najlepszą rekomendacją będzie chyba powiedzenie, że kiedy tylko książka do mnie dotarła, nagle znikła mi z pola widzenia. Po kilku godzinach mój tata oddał mi ją z uśmiechem na twarzy, mówiąc: dobra. Jego pochwała powinna być zachętą. Bo to dobra historia, historia chłopca, który od zawsze był madridistą, który mając dziewięć lat poszedł na test do Realu Madryt i jest tam do dnia dzisiejszego. Kapitan, który jest wzorem, który jest liderem, liderem, który prowadzi swoje drużyny do zwycięstw.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Przygoda fryzjera damskiego- Eduardo Mendoza

  Witam Was w tym nowym, wspaniałym miejscu. Cieszę się, że mogę wziąć udział w tym wyzwaniu i że mam okazję zacząć moją przygodę od fantastycznego dzieła.

  Pewnego, skromnego dnia, koleżanka wypożyczyła "Przygodę fryzjera damskiego" Mendozy, która następnie trafiła w moje ręce;) No i co? Jestem zachwycona! W życiu, podkreślam, w życiu (!), nie przeczytałam równie humorystycznego dzieła, które rozbawiłoby mnie od początku do końca. No, oprócz pierwszych kilku kartek, bo akurat wprowadzenie było dziwne. Dlaczego? Nie wiedziałam, czy ten gościu jest w więzieniu, w psychiatryku, czy gdzie indziej. Dopiero później się to wyjaśniło, okei, niech będzie. Ale, taki malutki minusik nie może tej książce zaszkodzić, w żadnym wypadku!!!




   Akcja toczy się głównie w Barcelonie (oprócz wprowadzenia). Pewien facet wychodzi na wolność (nie powiem skąd) i rusza na piechotę do Barcelony, gdzie mieszka jego siostra. Gdy tam dociera, okazuje się, że  wyszła, za równie brzydkiego jak ona, mężczyznę (geja w dodatku), który posiada skromny salon fryzjerski. Ów szwagier udziela mu przez pewien czas dachu nad głowa i daje posadę pomocnika fryzjera, ale później awansuje i wynajmuje skromne mieszkanie. Wszystko ładnie i uroczo. Do dnia, w którym spotyka kobietę, bardzo piękną, która wplątuje go w pełną intryg historię, prosząc go na początek o drobną przysługę, a on, głupi i zauroczony Hiszpanką, wchodzi w układ. No i się zaczyna akcja pełna werwy, humoru. Jedyne, co mi się nie spodobało, jak dobrze pamiętam, to zakończenie. Byłam nim rozczarowana. Szkoda, bo po równie wciągającym, pasjonującym i zadziwiającym początku i rozwinięciu, czytelnik ma nadzieję na taki sam koniec. Ale to nie zmienia faktu, że trzeba to przeczytać:). Kochani, by dowiedzieć się dalszych losów, sięgnijcie po to dzieło i dowiedzcie się sami. Doświadczcie na własnej skórze humoru Mendozy i zapragnijcie więcej! Dodam, że są również dwie pozostałe części, zawierające dalsze losy fryzjera, ale podobno nie są już tak świetne. Właśnie czekają na swoją kolej na mojej półce. Przeczytam i przekonam się, czy rzeczywiście tak jest, a następnie podzielę się tym z Wami.

   Powracając do samej książki, to czytałam i się śmiałam, a nigdy tego nie robiłam w takim stopniu przy żadnej lekturze, nawet mama się mnie pytała, o co chodzi. 
Książka ta jest bardzo, hmm, inteligentna. Posiada wiele skomplikowanych słów, które akurat  dobrze robią, gdyż powiedziałabym, wzbogacają wiedzę czytelnika i swój własny ojczysty język. Aż wstyd mi było jak po raz setny sięgałam do słownika wyrazów obcych, by sprawdzić polski wyraz. No wstyd. Ale, za to zrekompensowałam się i zapamiętałam kilka z nich, a więc dochodzę do następnego wniosku, że ta książka nie tylko bawi, ale i uczy:)


   Co do Mendozy, autor ma niesłychany talent do przekazywania humoru. Poprzez ten zabieg, zamienia groźne, tajemnicze momenty w komedie. Widać już po jego zdjęciu, że to człowiek ciepły, otwarty, pełen właśnie humoru i dystansu do świata. Jestem wielbicielką literatury hiszpańskiej. Moja przygoda z nią zaczęła się od Carlosa Zafona i jego "Cienia Wiatru". Kolejny jej przedstawiciel również mnie nie zawiódł, a jedynie utwierdził, że Hiszpanie są mistrzami pióra.

(czyż nie sympatyczny?:))

 Jestem bardzo ciekawa pozostałych części. Jak tylko je dostanę, zabiorę się do czytania!

Moja ocena: 6/6
Wydawnictwo: Znak

piątek, 3 sierpnia 2012

Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafón






Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tytuł: Cień wiatru
Oryginalny tytuł: La Sombra del Viento
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 2007
Stron: 520
Ocena: 10!/10





Gdy leżałam w łóżku i kończyłam „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” już się zastanawiałam, po jaką książkę sięgnę następnie. Czekało na mnie dużo pozycji, które musiałam przeczytać w pierwszej kolejności z tej bezradności spytałam się na forum, jaką teraz to powinnam czytać. Jedna z użytkowniczek poleciła mnie, abym zaczęła „Cień wiatru”, a ponieważ będąc chora, miałam więcej czasu na czytanie, a co za tym idzie na wciągnięciu się w fabułę.

„...ten, kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami.”

„Cień wiatru” jest to książka o przyjaźni, miłości, dążeniu do celu, przywiązaniu i roli książki w życiu człowieka. Ja tak to odbieram. Pewnego ranka ojciec postanawia pokazać swojemu dziesięcioletniemu snowi pewne, tajemnicze miejsce, do którego dostęp mają nieliczni. Jest to Cmentarz Zapomnianych Książek. Miejsce, do którego pewnie nie jedno z nas, książkowych moli chciałoby trafić. I o to wtedy ojciec pozwala wybrać jedną książkę swojemu synkowi. Pośród labiryntu półek uginających się pod ciężarem książek, o to ów chłopiec wybiera jedną powieść. Po tym w domu zagłębia się w świat magii stworzony przez nie jakiego Juliana Caraxa. I od momentu przeczytania książki pragnie dowiedzieć się, co nieco o tym świetnym pisarzu, lecz o dziwo nawet jego własny ojciec nie słyszał nic o tej postaci. I od tego wszystko się zaczyna… 

„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”

Narracja jest pierwszoosobowa i prowadzona w czasie przeszłym. Głównym bohaterem jest Daniel Sempere, ów dziesięcioletni chłopiec, który zatopił się w dziele znalezionym na Cmentarzu. Niekiedy możemy się spotkać z historią Juliana Caraxa jak i innych bohaterów powieści. Jest napisana łatwym językiem, dlatego czyta się ją bardzo szybko, ale trzeba także znaleźć czas na przemyślenia, bowiem nie jest to zwykła opowiastka o człowieku, który szuka jakiegoś tam człowieka. "Cień wiatru" jest bogaty w wiele cytatów, przesłań co jest ważne w życiu człowieka. 

   „Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.”

Książka według mnie jest arcydziełem. Czegoś takiego potrzebowałam. Faktem jest, że dosyć długo czytałam tę książkę, ale to raczej z własnych pobudek, aniżeli z winy tego, że książka była nudna czy mnie nie zachwycała. Nigdy nie powiem, że ta pozycja mną nie poruszyła, a wręcz przeciwnie. Nie mogłam nadziwić się tym jaką powieść nam zaserwował pan Carlos. Tu jest wszystko od miłości i przyjaźni po nienawiść. Odczuwałam przy niej wiele emocji, ale najczęstszym było u mnie jak już wspomniałam zdziwienie. To jak manipulował mną autor przy kolejnych rozwiązaniach zagadki, ale na końcu oczywiście okazało się zupełnie, co innego niż się spodziewałam. Można powiedzieć, że lepszej książki nie czytałam z gatunku, który nie jest fantastyką. Polecam ją wszystkim. Tym, którzy czytają fantastykę, thrillery, horrory, kryminały czy jeszcze innym. Każdy znajdzie tu coś dla siebie wątek miłosny, zagadkę do rozwiązania niczym z powieści detektywistycznej, czy też bezgraniczną przyjaźń w dosłownym znaczeniu. Do tej pozycji pewnie jeszcze wrócę, bo jest tego naprawdę warta i „Cień wiatru” na pewno nie jest moją ostatnią książką tego autora.