Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2013

"Teleny" Oscar Wilde

Od wielu lat toczy się zaciekła dyskusja, czy aby na pewno Teleny jest dziełem Oscara Wilde'a. Na potrzeby owej recenzji przyjmuję, że tak właśnie jest.

Oscara Wilde'a nie trzeba przedstawiać. To genialny brytyjski twórca, znany przede wszystkim dzięki książce Portret Doriana Greya, no i oczywiście dzięki swojemu, dość burzliwemu życiorysowi. Patrząc właśnie na jego historię, możemy się pokusić o stwierdzenie, że Teleny to powieść autobiograficzna…Czy taka jest? To wie tylko sam Oscar.

-Opowiedz mi swoją historię od samego początku, Des Griux- poprosił, przerywając.- W jaki sposób się poznaliście?
-Było to na wielkim koncercie dla celów dobroczynnych, w którym on występował. Produkcje amatorów są zmorą współczesnej cywilizacji,(…)


Teleny, to imię jednego z dwójki głównych bohaterów, drugiego - Kamil. I to właśnie z jego punktu widzenia poznajemy historię dwóch zakochanych w sobie mężczyzn. Ostrzegam, że jest to książka silnie erotyczna i o miłości, głównie homoseksualnej, czasem zdarzy się seks zbiorowy, czy inne innowacje. Tak więc, jak na okładce - polecam pełnoletnim czytelnikom, którzy są tolerancyjni. Ale ad rem, starodawny Londyn, rozpusta, klimat podobny do Doriana. Kamil będąc na przedstawieniu poznaje Telenego. Obaj zakochują się w sobie.

Jakże mam wyrazić to wszystko, co czułem, dotykając dłoni Telenego? Dosłownie stanąłem w płomieniach, ale jednocześnie, choć zabrzmi to paradoksalnie, uspokoiłem się.

Kamil opowiada o swojej fascynacji sobą Telny'ego. Relacje są silnie emocjonalne, piękne, ulotne. Sposób w jaki przedstawia ówczesne mu czasy jest piękny, niepowtarzalny. Poza problemem miłości mężczyzn, możemy poznać przekrój społeczeństwa, problemy tamtych lat, oraz samą sytuację Londynu.

Przez kilka chwil ni mówił nic, jakby wyczekują odpowiedzi na swoje pytanie, której wcale nie trzeba było ubierać w słowa. Wyciągnąłem ku niemu ramiona. On zaś- jakby w nagłej obawie, że mu umknę- objął mnie mocno gestem nieprzezwyciężonego pożądania. 


Język jest łatwy, a zarazem piękny. To sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jedynym problemem są liczne sceny erotyczne, mnie czasem one przytłaczały. Musiałam odłożyć książkę, aby chwilę odetchnąć. Ale wracałam do niej z wielką chęcią.

-Przebacz!
-Tobie przebaczyć, mój aniele? Nie tylko, że ci przebaczam, ale oddałbym za ciebie życie!

Jeśli chodzi o mnie i moją opinię, to książka mi się podobała, ale jak już pisałam, czasem była aż nadto odważna. Może nawet niesmaczna?  Bo Oscar chyba przekroczył cienką linię, widocznie napisał coś co nawet kilkaset lat później szokuje. Warto przeczytać, ale nie każdemu ta lektura się spodoba, czy nawet nie każdy doczyta ją do końca. Ja nie żałuję, a książkę stawiam na mojej półce.
Pamiętajcie tylko dla osób pełnoletnich ;)

wtorek, 19 marca 2013

,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L.James

Niewinna, nierozgarnięta ONA, przystojny, tajemniczy, a przy okazji bajecznie bogaty ON. ONA jest niczym niewyróżniającą się studentką, ON w wieku dwudziestu kilku lat dorobił się fortuny. ONA, dziewczyna jakich wiele, ON, elektryzujący mężczyzna o niebanalnej przeszłości. W większości książek skończyłoby się to pospolitym romansem. Jednak dzięki chwytliwemu tytułowi, interesującej okładce i zachęcających opiniach miałam nadzieję, że w tej jednej jedynej skończy się to inaczej. Cóż, pomyliłam się.

,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L. James reklamowane było jako ,,hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.". Ja walczyłam ze sobą, żeby nie odłożyć tej książki po pierwszym rozdziale.         
                                                          Słówko o fabule.
Anastasia Steele jest studentką filologii angielskiej i mieszka ze swoją charyzmatyczną, udzielającą się społecznie przyjaciółką, Kate. Pewnego dnia,  Ana zostaje poproszona przez współlokatorkę o przeprowadzenie wywiadu z Christianem Greyem, przystojnym biznesmenem, a przy okazji filantropem. Dziewczyna, nie bez oporów, zgadza się.  Wywiad idzie jej koszmarnie i Ana ma nadzieję, że już nigdy w życiu Greya nie spotka. Niestety, mężczyzna rozpoznaje ją w sklepie, w którym dziewczyna pracuje, po czym zaprasza ją na herbatę. Potem akcja rozwija się bardzo szybko. Anastazja i Christian zaczynają się spotykać, a ich związek zostaje oparty na relacji ,,mistrz-uczennica". Ana ma wątpliwości, czy taki układ jej pasuje, ale w końcu ulega i tak zaczyna się ta ,,hipnotyzująca" powieść.


Trudno nie zauważyć, jak banalna i nieskomplikowana jest ta historia związku idealnego mężczyzny i szarej myszki. Jedynym jej urozmaiceniem jest zagadka pochodzenia Greya oraz jego wcześniejszych doświadczeń z kobietami, zarówno ,,uległymi", jak i jedną, mającą na niego olbrzymi wpływ, dominą. Gdyby autorka zdecydowała się rozbudować ten wątek być może wyszedł by jej całkiem ciekawy thriller psychologiczny. Niestety, pani James wolała skupić się na zabawach pejczem i podwiązywaniu.

Kolejnym, poza niezbyt ciekawą fabułą, minusem tej książki jest jej język. Spotkałam się już z głosami, że jest to raczej ,,zasługa" tłumacza, Moniki Wiśniewskiej niźli samej autorki. Niestety, mój angielski nie jest na tyle dobry, żebym mogła to ocenić. Tak, czy inaczej fakt, że w momentach, gdy z ust Any mogło wyrwać się jakieś siarczyste przekleństwo ta wzywała świętego Barnabę był co najmniej hmm... dziwny. Podobnie pojawiająca się co kilka linijek tańcząca, śpiewająca i fikająca koziołki ,,wewnętrzna bogini" bohaterki była naprawdę męcząca, a już na pewno nie wprowadzała pomiędzy Aną, a Christianem jakiegokolwiek napięcia seksualnego. 

Kończąc już, chciałabym tylko napisać, że fakt pojawiania się tego typu zagranicznych książek na polskich listach bestsellerów świadczy o tym, że powinniśmy raczej znów zacząć doceniać naszą rodzimą literaturę. Lubię czasami przeczytać coś lekkiego i skandalizującego, ale ,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" to po prostu gniot. Ni mniej, ni więcej. Szczerze odradzam.


Recenzja pochodzi z blogu A może byśmy poczytali...