Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kroniki Tempusu: Królowa musi umrzeć - K.A.S. Quinn





Autor: K.A.S Quinn
Tytuł: Kroniki Tempusu: Królowa musi umrzeć
Seria: Kroniki Tempusu #1
Oryginalny tytuł: The Queen Must Die (Chronicles Of The Tempus)
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 21.12.2013
Stron: 296








 
____
Seria „Kroniki Tempusu”:
1.Królowa musi umrzeć | 2. Królowa na wojnie  | 3. ?

niedziela, 14 kwietnia 2013

Kerstin Gier- Trylogia Czasu 01- Czerwień Rubinu

Tytuł oryginału: Rubinrot
Autor: Kerstin Gier
Seria: Trylogia Czasu 01
Rok wydania: 2011
Gatunek: Fantasy
Liczba stron: 344
Wydawnictwo:  Egmont


Podróż w czasie. Czy jest możliwa? Pytanie  to wydaje się być śmiesznym, retorycznym, gdyż każdy z nas wie, jaka będzie na nie odpowiedź... Jednakże wyobraźcie sobie odwrotną sytuację, w której spotykacie się z pozytywną odpowiedzią. Ktoś mówi ci tak, zamiast nie- jak reagujesz? Patrzysz na niego jak na głupka, myślisz, że oszalał, jednak prawdą jest to, że on ma rację. Kerstin Gier wynalazła sposób- pisząc wspaniałą "Trylogie Czasu" i tym samym dając nam, możliwość podróży w czasie. Niebywałe jest to,  jak jedna, na pozór niczym nie wyróżniająca się  książka, może sprawić, że robi się takie zamieszanie... Zapewne wiecie, że trylogia ta trafiła na listy bestsellerów, jak i to, że autorka podbiła serca wielu czytelników? Przyznam się, że ja sama jestem jednym z nich, gdyż Kerstin Gier zaskoczyła mnie jak nikt inny i sprawiła, że spełniło się jedno z moich dziecinnych marzeń. A mianowicie zabrała mnie w najlepszą podróż w czasie, gdzie wszystko stawało się możliwe- jak czarny rycerz w zbroi, żywy gargulec, czy takie postawy jak odwaga i bohaterstwo,  z którymi ciężko spotkać się w naszych czasach. Gdy czytałam tę powieść, miałam wrażenie, że to ja przenoszę się w epokach, że ja ubieram się w te śliczne kolorowe stroje, że ja jadę karocą... Naprawdę było to dla mnie niesamowite przeżycie, gdyż uwielbiam historię, ubiory, język, zasady poszczególnych epok, których autorka daje nam niezły zastrzyk w swoich opisach. Ciężko napisać coś, bez przekoloryzowania tego,   gdy w grę wchodzą- historia, miłość i bohaterowie ratujący świat. Jednakże Gier  Kerstin  poradziła tu sobie znakomicie i stworzyła wiarygodnych, naturalnych, jednak mimo to nie pospolitych  bohaterów, którzy zapadają głęboko w pamięć i cieszą się sympatią większości czytelników.

Gwendolyn, główna bohaterka książki, to  zwyczajna nastolatka, która chodzi do szkoły, pisze prace domowe, ma najlepszą przyjaciółkę z którą spędza czas na przerwach, plotkuje... Typowe życie ucznia, nic nadzwyczajnego, prawda? Jednakże pozory mylą, gdyż bohaterka nie jest taka, na jaką wygląda. Wszyscy dają się złapać wyobrażeniom, temu co widzą, a nie co powinni tak naprawdę myśleć, czynić... Rodzina Gwendolyn wpada w tę pułapkę, przygotowując do podróży w czasie, nie tę dziewczynę co trzeba- jej kuzynkę Charlottę.Główna bohaterka nie ma o niczym pojęcia do czasu, gdy niespodziewanie przenosi się w czasie, a przykra prawda wychodzi na  jaw. Niezwykły gen posiada, wcale nieprzygotowana do tego  dziewczyna i co teraz? Teraz  zaczynają się komplikacje- rodzina nie może uwierzyć, że popełniła tak wielki błąd, kuzynka jest wściekła, Gideon de Villiers- główny bohater, jest arogancki i nieciekawie  zaczyna się jego znajomość z Gwendolyn... Jednakże w odpowiednim czasie wszystko ma swój punkt kulminacyjny. Nawet "Trylogia czasu", która wydaje się nie mieć końca, nareszcie ma swój happy end, czy też złe zakończenie. 

Z "Trylogii czasu" zapadły mi w pamięć, charakterystyczne słowa głównej bohaterki, które w jakiś sposób robią tę książkę jeszcze bardziej wyjątkową- przynajmniej dla mnie.  

"Gotowa, jeżeli i ty jesteś gotów"

Dlaczego sięgnęłam po tę pozycję? Chyba tylko dlatego, że okładka rzuciła mi się w oczy- zresztą wszystkie książki z twarzami znajdują się na mojej liście do przeczytania...Jednakże zachęcił mnie również sam tytuł - "Trylogia czasu", która skojarzyła mi się z czasem jakiego ludziom ciągle  brakuje, a którego zapewne nie warto poświęcać tylko pracy, czy zamartwieniem się na zapas, lecz czerpać z niego jak najwięcej, gdyż w każdej chwili może się on dla nas skończyć. Dlatego nie pozwólcie, by życie przeleciało wam, jak piasek przez palce...


"Czerwień rubinu" to pierwszy tom "Trylogii czasu" Kerstin Gier, który sprawił, że siedziałam jak na szpilkach oczekując dalszego ciągu wydarzeń. Bohaterowie w stu procentach zdobyli moją sympatie i nie ukrywam nawet, że moje serce zabiło mocniej, gdy w grę zaczęły wchodzić uczucia i miłość. Jednakże nie było to love story, jakie znamy ze "Zmierzchu". Nie było tu tej sztucznej sielanki, która tak bardzo razi w oczy w znanej nam wszystkim sadze Stephenie Meyer, tylko prawdziwe uczucia, gdzie jest czas na miłość, strach, jak i na nadmiar emocji. Akcja pierwszego tomu daje nam niezłego kopa, przez co nie można się nudzić czytając"Czerwień rubinu". Prawdą jest również to, że niemiecka autorka zagarnęła sobie kolejne serce do swojej kolekcji. Dlatego ostrzegam was, spodziewajcie się po tej pozycji czegoś więcej, niż  słowo- "zwykła". Naprawdę jestem pewna, że porwie i was. Jednak, czy autorka skradnie i wasze serca? Przekonajcie się sami...

"Trylogia czasu" Kerstin Gier, składa się z:

 
 
Ekranizacja "Czerwieni rubinu", Kerstin Gier:

Wiedzieliście, że będzie ekranizacja pierwszego tomu Kerstin Gier? Ja sama wiem od niedawna, jednak zapewne wybieram się na premierę... Przyznam szczerze nie jestem fanem filmów niemieckich, ale "Czerwieni rubinu" za nic w świecie, nie mogę przegapić! Bardzo jestem ciekawa, czy ekranizacja podbije serca widzów i czy spotka się z tyloma pozytywnymi ocenami, co sama książka. A wy skusicie się na tę podróż w czasie?

A oto i zwiastun:



Ogólna ocena: 9/10 

czwartek, 11 kwietnia 2013

Look – Sophia Bennett




Autor: Sophia Bennett (strona autorki)
Tytuł: Look
Cykl wydawniczy: Niebieskie Migdały
Oryginalny tytuł: The Look
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 10.04.2013
Stron: 360
Ocena: 8/10







Ted? Cóż za dziwnie imię, prawda? Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się ono z dziwnym, pluszowym misiem, którego perypetie mogliśmy niedawno oglądać na ekranach kin. Jednak Ted jest tylko skrótem od imienia głównej bohaterki – Edwiny. Jest on dosyć dziwny, bo mnie bardziej pasowałaby choćby Ed. Ale nie tylko jej imię jest inne. Bo czy można tak powiedzieć o niezbyt pochlebnym pseudonimie nadanym przez klasowego kawalarza – Luna Pomyluna? Z pewnością nie.

Nieśmiała i niezbyt ładna Ted wraz ze swoją siostrą wyglądającą jak gwiazda filmowa postanawiają iść na ulicę zarobić, grając na instrumentach. Jak zawsze do tak szalonych pomysłów namówiła Ted starsza siostra. Tak było i tym razem. Jednak z pewnością nie spodziewały się tego, że zaczepi je mężczyzna podający się za kogoś z agencji modelek, do tego wmawiając Ted, że jest niezwykła i musi spróbować swoich sił w tym zawodzie. Sądząc, że spotkany człowiek jest jednym z oszustów, nie zwracają na niego uwagi. Jednak po pewnym czasie wszystko wskazuje na to, ze agencja naprawdę istnieje, a facet jednak nie jest oszustem. Czy Ted poradzi sobie w wielkim świecie mody? Czy spełnianie marzeń będzie dla niej ważniejsze niż pomoc chorej na raka siostrze? Czy wszystko ułoży się po jej myśli? I co tak naprawdę sądzi o niej Nick? Czy rodzące się do niego uczucie zostanie odwzajemnione? Czy w tym wszystkim odnajdzie siebie, swoje szczęście?

Sophia Bennett jest brytyjską pisarką mieszkającą z rodziną w Londynie. Uwielbia sztukę, desgin, swoje dzieci, czasopisma modowe, kawę cappuccino, męża i pracę – koniecznie w tej właśnie kolejności. Opublikowała już cztery książki. Powieść „Projekt C” jej autorstwa ukazała się w Polsce również nakładem wydawnictwa Egmont.

„Look” jest naprawdę świetną młodzieżówką. Czyta się ją w ekspresowym tempie, będąc cały czas ciekawym, co będzie dalej. Jest humor, są ważne tematy i są wątki miłosne, ale bardzo intrygujące, nie ckliwe i przesłodzone. Autorka ma świetny warsztat pisarski i nawet zwykły i krótki opis ojca bohaterki był dla mnie ciekawy i zabawny. Sophia poruszyła ważny temat, jaką jest straszna choroba, bliskiej osoby, a w tym przypadku siostry Ted. Tak samo jak poszukiwanie samej siebie, tego co młoda osoba chce w życiu robić i co jest dla niej ważne. Nie jest sztuką napisać o ważnych tematach, ale zrobić to w sposób nieudolny. Na szczęście Bennett to tej kategorii nie należy, bo zrobiła to bardzo sprawnie.

Bohaterowie są interesujący i co najważniejsze normalni. Dialogi, na co ostatnio zwracam uwagę w powieściach młodzieżowych, są realne, nie są przesadnie stylizowane na język młodzieżowy. Autorka postawiła tutaj na prostotę i osiągnęła zamierzony skutek, co tylko pokazuje, że czasami lepiej z nim nie przesadzać. Lepiej napisać prosto niż starać się przesadnie używać jak się niektórym wydaje „języka młodzieżowego”, bo tak naprawdę nie wychodzi z tego nic godnego uwagi, a grupa docelowa, do której to właśnie głównie mają być kierowane te książki łapią się za głowy przy czytaniu, nie wiedząc, o co chodzi. 

Jeśli szukacie ciekawej młodzieżówki, która porusza temat modelingu, poszukiwaniu własnego ja, jak i ciężkiej choroby, jaką jest rak to śmiało możecie sięgnąć właśnie po „Look”. Zabawna i świetnie napisana z pewnością pochłonie was na niejedno popołudnie, choć muszę przyznać, że raczej nie radziłabym wam zabierać się za nią, kiedy macie coś ważnego do zrobienia, bo śmiem twierdzić, że raczej o tym zapomnicie, gdy tylko zapoznacie się z Ted i jej historią. Jestem ciekawa innych książek Bennett i z pewnością po nie sięgnę.



„Niektóre wspomnienia prześladują człowieka przez całą wieczność i jeszcze dłużej.” [s.8]
~~~~
„Ja również zamierzałam się uczyć, bo i mnie czekały testy na koniec roku, ale w tym momencie człowiek, który był odpowiedzialny za mój kod genetyczny i związany z tym wygląd straszydła, zawołał mnie z sypialni, gdzie stały jego biurko i komputer.” [s.20]
~~~~
„Jednak te niekończące się wakacyjne castingi czegoś mnie nauczyły. Niezależnie od wszystkiego musisz trzymać się prosto i iść naprzód.” [s.195]
~~~~
„Kiedy była tak wyjątkowo głupia, ŻE NIE ZDAWAŁA SOBIE SPRAWY, JAK BARDZO JEST KOCHANA. Ale tak to już jest. Czasami człowiek nie wie, jak bardzo potrzebny jest innym. Czasami potrzebuje pomocy, żeby to zrozumieć.” [s.330]

sobota, 5 stycznia 2013

C. R. Zafón "Światła września"


Zafón to pisarz niezwykły, którego nazwisko chyba każdemu obiło się o uszy. Znany jest ze swoich bajecznie poetyckich książek i nieograniczonej wyobraźni. Jego książki dosłownie się pochłania. Ja zaczęłam swoją przygodę z tym pisarzem od „Księcia mgły” i od tamtej chwili plasuje się on na szczycie listy moich ulubieńców. Intrygą sprzed lat, fantasmagorycznymi krajobrazami, magią wiszącą w powietrzu i niezwykłą atmosferą urzekł mnie od samego początku. Kiedy dorwałam się do "Mariny" i zanurzyłam się w Barcelonie lat 80. myślałam, że lepiej być nie może. Jak zwykle się myliłam! Z każdą kolejną książką miałam coraz większy dylemat co do tego, która rzeczywiście jest najlepsza. "Światła września" zaś przyniosły mi spore rozczarowanie, bo wcale nie rozwiązały tego problemu…

Jaką historią zaskakuje nas Zafón tym razem? Mamy uroczą rodzinkę: mama, tata  i dwie pociechy - młodszy Dorian i starsza Irene. Sielanka, czyż nie?
Nie.
Kiedy umiera ojciec, rodzina pozostaje praktycznie bez środków do życia, po uszy tkwiąc w długach. Przypadek, a raczej dobry przyjaciel, sprawia, że Simone, czyli matka dwójki półsierot, dostaje pracę u starego, ekscentrycznego wynalazcy i fabrykanta zabawek - Lazarusa Janna - jako zarządca jego rezydencji w sercu mrocznego lasu Cravenmoore na pięknym francuskim wybrzeżu, gdzie mieszka wraz ze swoją cierpiącą na dziwną dolegliwość żoną Alexandrą. I wszystko byłoby dobrze, życie ułożyłoby się pięknie tym biednym, pokrzywdzonym przez los ludziom, gdyby nie pisał tego Zafón. Oto bowiem zostaje zamordowana młoda służąca z Cravenmoore - Hannah, z którą Irene zdążyła się już zaprzyjaźnić i której śmierć jest dla wszystkim okropnym ciosem.
Kto rozwiąże sprawę jej bestialskiego mordu? Oczywiście Irene. A książka nie byłaby iście zafónowska, gdyby nie towarzyszyłby jej kuzyn zmarłej dziewczyny - Ismael, szaleńczo zakochany w naszej drogiej Irene.

Brzmi banalnie? Sztampowo? Kiczowato? Zapewne. Myślisz sobie - historia jakich wiele. Pewnie wszystko szczęśliwie się skończy, przy happy endzie każą mi płakać ze wzruszenia, a po drodze 3 razy upewnię się, że zakończenie jakie wywróżyłem/am biorąc książkę do ręki jest jak najbardziej prawdziwe.
I to jest właśnie typowy błąd. Bo w książkach Zafóna nie chodzi o zakończenie i fabułę, która, tak nawiasem mówiąc, wcale nie jest tak prosta jak wydaje się na pierwszy rzut oka i nie raz może zaskoczyć czytelnika, lecz o emocje i obrazy, bo to jest właśnie to, w czym Zafón jest mistrzem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jego powieści się nie czyta i nie wyobraża - je się widzi. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia. To po prostu mistrz malowania słowem, które wdziera się w duszę i tam już zostaje. Raz zaczniesz, nigdy nie przestaniesz.

Co jeszcze? Zapewne bohaterowie. Nie chodzi o same postaci, które w gruncie rzeczy są naszkicowane prosto, nie są skomplikowane i nie mają specjalnej głębi, zapewne ze względu na fakt, że to książka przede wszystkim dla dzieci i młodzieży, bo wystarczy przekartkować choćby "Grę anioła" adresowaną raczej do dorosłych i wrażenia będą zupełnie inne. Nie, tu chodzi o ich udział w historii - fabuła nie obraca się tylko wokół Irene, Ismaela i Lazarusa, ewentualnie jego żony. Byłam szczerze zaskoczona tym, jak wiele miejsca autor poświęcił Dorianowi, Simone, a nawet Hannah. Podoba mi się podejście do postaci drugoplanowych - zdecydowanie nie lekceważące, nadające ciekawy kierunek intrydze, oryginalne.

Jak by tu podsumować "Światła..."? Może po prostu - pozycja ciekawa. To taki typowy Zafón, idealny dla młodszych wielbicieli, chociaż  pewnością chętnie do niego powrócę, zgodnie z życzeniem pana Pisarza, nawet jako dorosła albo staruszka.
Niewymagająca, przyjemna lektura, warta uwagi i polecenia. Miejscami zaskakująca. W każdym słowie ujawniająca kunszt pióra. Wciągająca i czarująca. Piękna.

czwartek, 23 sierpnia 2012

"Okup" Sophie McKenzie

tytuł oryginału: Blood Ransom
seria/cykl wydawniczy: Teo i Rachel
wydawnictwo: Akapit Press
data wydania: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-62955-30-5
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa
ocena 5/6

Nauka idzie do przodu. Naukowcy z zapałem rozwijają nowe technologie i zabiegi medyczne, by pozwolić człowiekowi jak najdłużej cieszyć się długim i szczęśliwym życiem. Człowiek już sklonował owieczkę Dolly, psa. A czy możliwe jest sklonowanie człowieka?

To właśnie temat genetyki i możliwości tworzenia swoich klonów jest głównym tematem najnowszej książki Sophie McKenzie pt. "Okup". Do tej pory nazwisko autorki było mi kompletne obce. Teraz już wiem, że jej książki cieszą się dużo popularnością wśród młodych i ciut starszych czytelników. W samej Wielkiej Brytanii książki jej autorstwa sprzedały sie nakładem 320 tysięcy egzemplarzy.

Ale słów kilka o fabule...
Teo i Rachel są klonami. Teo jest klonem szalonego naukowca Elijaha, który stworzył go na swoje podobieństwo, by przeszczepić młode serce Teo sobie. Natomiast Rachel jest klonem swojej starszej, zmarłej siostry. Para bohaterów zostaje uwolniona z rąk Elijaha i ze względu bezpieczeństwa ich obojga zostają rozdzieleni i wraz ze swoimi rodzicami przeniesieni do zupełnie innych miejsc. Jednak nastolatkowie utrzymują kontakt ze sobą poprzez internet. Jest to niebezpieczne, gdy Elijah ich szuka, ale nie tylko on. Tropi ich także RAGE-fanatyczna organizacja, która ma za cel zniszczyć Elijaha, jak i jego "wynalazki", czyli klony. Pewnego dnia Rachel znika bez wieści. W prasie się mówi o rzekomym samobójstwie dziewczyny. Teo nie wierzy w taki przebieg wydarzeń. Czuje, że za zniknięciem jego przyjaciółki stoi Elijah lub RAGE. Chłopak rusza przez Antlantyk do Szkocji, by odnaleźć dziewczynę...

"Okup" jest kontynuacją książki "Więzy krwi". I choć nie czytałam pierwszej części, w niczym mi ten fakt nie przeszkadzał. Ta część jest odrębną historią tych dwójki bohaterów. Wiadomo nie da się uciec od dawnych bohaterów, ale autorka w zgrabny sposób przeplata przeszłość z teraźniejszą oraz wyjaśnia "kto, co i dla czego". Fajnym zabiegiem było podzielenie książki na rozdziały, w których każdy bohater jest narratorem. To z jego punktu widzenia poznajemy obecną sytuacje. Kolejnym plusem jest płynność i dynamika akcji. Pogoń goni pogoń, ucieczka-ucieczkę. Nic nie jest oczywiste i przewidywalne. Razić starszego czytelnika może naiwność, infantylność i wiara w dobre intencje złego bohatera, która cechuje Rachel. Te cechy mogą być uzasadnione, w końcu to nastolatka, choć ja wolałabym, by bohaterowie byli trochę starsi. Wtedy ich heroizm, zdolność do poświęcenia, odwaga i zdeterminowanie byłaby bardziej wiarygodne. Choć się teraz trochę czepiam, bo pamiętajmy, że jest to książka skierowana do młodzieży, to i bohater musi być nastolatkiem, by czytelnik się z nim utożsamiał. Tak więc, więcej wad nie znalazłam.

Podsumowując jest to lekka w odbiorze pozycja, z ciekawym pomysłem na fabułę . Polecam

środa, 22 sierpnia 2012

"Książę Mgły" - Carlos R. Zafon


Carlos Ruiz Zafon zdobył wielką sławę dzięki bestsellerom Cień wiatru i Gra anioła. Jednak jego debiutancką powieścią był Książę Mgły. Autor ma swoich wiernych czytelników, głównie fanów literatury magicznej, ale dzięki tej młodzieżowej książce zyskał i mnie. Bo polubiłam postacie wykreowane przez Hiszpana, bo klimat mnie kompletnie urzekł, bo przeżyłam piękne chwile i płakałam rozstając się z moimi przyjaciółmi- bohaterami.

Na początku zaznaczę, że jest to jedyna książka tego autora, którą miałam przyjemność przeczytać, więc nie będę się odnosiła to całego jego dorobku literackiego. Aczkolwiek, jeśli jest o równie dobry, co Książę Mgły to nie dziwię się rzeszą fanów na całym świecie, którzy z tak wielkim entuzjazmem wchłaniają słowa Zafona.

Książę Mgły opowiada historię rodziny Carverów, którzy podczas wojny (rok 1943) przeprowadzają się do nadmorskiego miasteczka. Rodzice, dwie córki i ich syn muszą na nowo nauczyć się żyć, w nowym miejscu. Powoli poznają okolicę, a ich przewodnikiem zostaje Roland, który szybko zaprzyjaźnia się z Maksem i jego siostrą Alicją. Wtajemnicza ich w legendy i pokazuje magiczne miejsca, a na koniec zapoznaje ze swoim dziadkiem, Victorem, starym latarnikiem. Jednak cała historia nie jest sielanką. Na wyspie dzieją się dziwne i niewyjaśnione rzeczy. Co stało się z poprzednimi właścicielami domku Carverów? Kto zaatakował ich najmłodszą córkę? Kim naprawdę jest Victor, kim Roland, a kim tytułowa postać? Na te pytania, odpowiedzi szukajcie w Księciu Mgły.

Pierwszym, a zarazem największym walorem tej książki jest język. Bogaty w niesamowite opisy, piękne epitety i słowa, które idealnie skomponowane tworzą magiczną atmosferę. Np.:

(…)Przez okno zaczęły sączyć się pierwsze światła brzasku wystrajającego nad lasem. Pasma mgły snuły się pośród traw, zarośli i krzaków. Ciągnące od morza powiewały wiatru rozszarpywały je, (…)

Tak, więc śmiało można powiedzieć, że Zafon maluje słowem. Jego postaci zyskują, dzięki temu, prawdziwe charaktery, są jak żywi znajomi, z którymi włóczymy się po plaży i przeżywamy serię niesamowicie napisanych zdarzeń. A sama historia pochłania nas, aż sami nie zorientujemy się, że zostało nam tylko kilka kartek do końca opowieści.

Zakończenie, jakie zafundował swoim młodym czytelnikom Zafon, jest bardzo dojrzałe. Mówi o walecznych czynach, o honorowych wyborach, o wartościach, za które warto oddać życie. Bo to piękna opowieść o przyjaźni, o obietnicach, o przeszłości, o miłości a także o okrucieństwie świata. Tragiczne wydarzenia, są równoważone poprzez piękne młodzieńcze uczucie jakie rodzi się pomiędzy bohaterami. Beztroska, szczęście, niewinność i ta pierwsza prawdziwa miłość są odskoczniami od smutnego zakończenia. Czytelnikowi na zawsze zostaną w pamięci te piękne chwile, podczas których rozkwitała tak wielka miłość. Ale również kiedy rodziła się przyjaźń Maksa, Alicji i Rolanda.

Książkę polecam każdemu, nie tylko młodzieży. Jest to piękna opowieść, która oderwie nas od trosk i problemów codziennego życia. Pozwoli odetchnąć i przeżyć niesamowitą przygodę, na którą nikt nie jest za stary, czy za młody. Mnie osobiście urzekła historia trojga przyjaciół, a ich postaci zostaną ze mną na długo. Miłość Alicji i Maksa będzie mi symbolem młodzieńczego, a zarazem dojrzałego uczucia, tej prawdziwej, wielkiej miłości, która zdarza się raz w życiu. A całą książkę będę miło wspominać jeszcze przez długi czas. Magia słowa Zafona w Księciu Mgły zaczarowała mnie i mam nadzieję, że i wiele przyszłych czytelników.