Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L.James

Niewinna, nierozgarnięta ONA, przystojny, tajemniczy, a przy okazji bajecznie bogaty ON. ONA jest niczym niewyróżniającą się studentką, ON w wieku dwudziestu kilku lat dorobił się fortuny. ONA, dziewczyna jakich wiele, ON, elektryzujący mężczyzna o niebanalnej przeszłości. W większości książek skończyłoby się to pospolitym romansem. Jednak dzięki chwytliwemu tytułowi, interesującej okładce i zachęcających opiniach miałam nadzieję, że w tej jednej jedynej skończy się to inaczej. Cóż, pomyliłam się.

,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L. James reklamowane było jako ,,hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.". Ja walczyłam ze sobą, żeby nie odłożyć tej książki po pierwszym rozdziale.         
                                                          Słówko o fabule.
Anastasia Steele jest studentką filologii angielskiej i mieszka ze swoją charyzmatyczną, udzielającą się społecznie przyjaciółką, Kate. Pewnego dnia,  Ana zostaje poproszona przez współlokatorkę o przeprowadzenie wywiadu z Christianem Greyem, przystojnym biznesmenem, a przy okazji filantropem. Dziewczyna, nie bez oporów, zgadza się.  Wywiad idzie jej koszmarnie i Ana ma nadzieję, że już nigdy w życiu Greya nie spotka. Niestety, mężczyzna rozpoznaje ją w sklepie, w którym dziewczyna pracuje, po czym zaprasza ją na herbatę. Potem akcja rozwija się bardzo szybko. Anastazja i Christian zaczynają się spotykać, a ich związek zostaje oparty na relacji ,,mistrz-uczennica". Ana ma wątpliwości, czy taki układ jej pasuje, ale w końcu ulega i tak zaczyna się ta ,,hipnotyzująca" powieść.


Trudno nie zauważyć, jak banalna i nieskomplikowana jest ta historia związku idealnego mężczyzny i szarej myszki. Jedynym jej urozmaiceniem jest zagadka pochodzenia Greya oraz jego wcześniejszych doświadczeń z kobietami, zarówno ,,uległymi", jak i jedną, mającą na niego olbrzymi wpływ, dominą. Gdyby autorka zdecydowała się rozbudować ten wątek być może wyszedł by jej całkiem ciekawy thriller psychologiczny. Niestety, pani James wolała skupić się na zabawach pejczem i podwiązywaniu.

Kolejnym, poza niezbyt ciekawą fabułą, minusem tej książki jest jej język. Spotkałam się już z głosami, że jest to raczej ,,zasługa" tłumacza, Moniki Wiśniewskiej niźli samej autorki. Niestety, mój angielski nie jest na tyle dobry, żebym mogła to ocenić. Tak, czy inaczej fakt, że w momentach, gdy z ust Any mogło wyrwać się jakieś siarczyste przekleństwo ta wzywała świętego Barnabę był co najmniej hmm... dziwny. Podobnie pojawiająca się co kilka linijek tańcząca, śpiewająca i fikająca koziołki ,,wewnętrzna bogini" bohaterki była naprawdę męcząca, a już na pewno nie wprowadzała pomiędzy Aną, a Christianem jakiegokolwiek napięcia seksualnego. 

Kończąc już, chciałabym tylko napisać, że fakt pojawiania się tego typu zagranicznych książek na polskich listach bestsellerów świadczy o tym, że powinniśmy raczej znów zacząć doceniać naszą rodzimą literaturę. Lubię czasami przeczytać coś lekkiego i skandalizującego, ale ,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" to po prostu gniot. Ni mniej, ni więcej. Szczerze odradzam.


Recenzja pochodzi z blogu A może byśmy poczytali...

niedziela, 21 października 2012

'Smak hiszpańskich pomarańczy" Kim Lawrence, Kathryn Ross, Chantelle Shaw


Smak hiszpańskich pomarańczy

Podstawowe informacje:
Autorki: Kim Lawrence, Kathryn Ross, Chantelle Shaw
Tytuł oryginału: Taste of space oranges
Seria: Opowieści z pasją
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: sierpień 2012
Liczba stron: 400

Moja opinia:
Lapas, chłodna sangria, hiszpańskie pomarańcze. Spróbuj, jak smakują w Barcelonie, Madrycie czy w Andaluzji... I ja postanowiłam zabrać się za ostatnio bardzo popularną książkę - Smak hiszpańskich pomarańczy. Z reguły nie przepadam za opowiadaniami (w tym przypadku w pozycji zawarte są trzy), ale tym razem postanowiłam zaryzykować. Czy przekonałam się jednak do tej formy?

Wiele osób postanowiło zabrać się za tę pozycję, nie do końca widząc czego się spodziewać i ja po nią sięgnęłam. Nie łudziłam się, że ta powieść mnie zachwyci, chciałam tylko odstresować się i oderwać podczas czytania - w tym wypadku nie zawiodłam się. Powiedzmy sobie szczerze: nie jest to literatura najwyższych lotów, lecz nie oznacza to, że jest kiepska i nudna.Wszystkie trzy historie przestawione przez autorki bardzo mnie zaciekawiły. Napisane są lekkim, przystępnym językiem, bez zbędnych ozdobników, lecz nie w sztywny sposób. Muszę jednak trochę ponarzekać: uważam że opisy zawarte na tyle okładki zdradzają jednak zbyt wiele, już po samym ich przeczytaniu nietrudno wywnioskować, jak zakończą się poszczególne opowieści.

„- Ale ile trzeba czasu, żeby się zakochać?”

Wakacje w Andaluzji
Lily spędza wakacje na południu Hiszpanii. Chce zapomnieć o zdradach i kłamstwach męża. W śródziemnomorskich miasteczkach odzyskuje spokój i radość. Czuje, że może zacząć wszystko od nowa. Gdy poznaje Santiaga, postanawia zaryzykować. Przystojny Hiszpan odkrywa przed nią nieznane smaki życia. Może wreszcie los się do niej uśmiechnął? Jednak romans niespodziewanie się kończy, a Lily musi stawić czoło zaskakującym wydarzeniom…


Pierwsze opowiadanie najmniej przypadła mi do gustu - po pewnym czasie <wieczne> smutki Lily, jej postawa i ogólnie cała historia jakoś mnie nie porwały. Dla mnie cały czas była takim załamanym pustakiem, który mim wielu przeżyć nie potrafił się pozbierać i wciąż użalał się nad swoim losem. Co innego Santiago - tę postać nawet trochę polubiłam, kłębiło się w nim wiele różnych emocji, co sprawiło, że stał się interesującym bohaterem. Każdy czytelnik już po kilkunastu stronach jest w stanie domyśleć się - jakże banalnego - zakończenia, co odebrało mi znaczną radość z czytania i odkrywania zamysłu Kim Lawrence. Całość w znacznym stopniu ratują przepiękne opisy hiszpańskiej Andaluzji, magicznej i zachwycającej krainy.

„- Przekonajmy się – odpowiedział po hiszpańsku. – Nic nie przesądzaj, niczego nie zakładaj. Nie spieszmy się.”

Wino, słońce, Barcelona
Carrie pracuje w agencji reklamowej w Barcelonie. Właśnie dostała zadanie przygotowania kampanii promującej słynne wina Santos. To dla niej szansa, by zaistnieć w branży. Przypadkiem w samolocie poznaje przystojnego prawnika. Tak dobrze im się rozmawia, że Carrie nieopatrznie zdradza mu szczegóły projektu. Gdy przyjeżdża do winnicy, by zaprezentować swoje propozycje, okazuje się, że jej klientem jest poznany wcześniej prawnik, Maks Santos. Zaskoczona sądzi, że z powodu swej niedyskrecji już straciła zlecenie. Jednak Maks od razu akceptuje projekt, ale stawia warunki…

Z drugą opowieścią było troszkę lepiej - tu opis nie od razu zdradził całą fabułę, bardzo dobrze się bawiłam obserwując rozwój wypadków i uczucia pomiędzy Carrie a Maksem, choć od razu było wiadomo, jak ta znajomość się skończy. Bardzo polubiłam tę dwójkę bohaterów, sympatycznych, ale również zadziornych kiedy trzeba. Z przyjemnością obserwowałam rozwój akcji i choć kolejne wydarzenia niespiesznie po sobie następowały, to to opowiadanie jest moim zdecydowanie największym faworytem z tej trójki. Urzekły mnie również zachwycające opisy winnicy Santos, tamtejszego klimatu i magii Barcelony... w pewnym momencie zapragnęłam wybrać się tam na wakacje. Autorka miała ciekawy pomysł i umiejętnie go zrealizowała, postarała się, by czytelnik się nie nudził i wciągnął w tę ciepłą i miłą dla oka historię. Spodobał mi się również fakt, że w trakcie czytania mogłam się trochę pośmiać z pokręconego zbiegu wydarzeń.

„Pękłoby mu serce, gdyby musiał się z nią rozstać. Ale nie mógł dłużej więzić swojej szarej gołębicy w zamku.”

Tylko w Madrycie
Tylko dwa miesiące zostały Javierowi Herrera, żeby się ożenić. W przeciwnym razie, według zapisu testamentu dziadka, straci rodzinny bank. Tylko kto zgodzi się na ślub w tak krótkim czasie? Niespodziewanie w jego posiadłości pojawia się Grace Beresford, o której słyszał, że jest kapryśna i rozpieszczona. Prosi go o prolongatę spłaty długu ojca. Javier wpada na pomysł, jak rozwiązać swój problem. Proponuje jej fikcyjny ślub w zamian za anulowanie długów. Już kilka godzin po tym jak umilkły dźwięki weselnego przyjęcia, Javier przekonuje się, że Grace jest zupełnie inna, niż się spodziewał.... 

Muszę przyznać że ta opowieść mnie zaskoczyła i tylko podczas jej lektury zdarzały mi się momenty niepewności, co też zaraz się zdarzy. Aż żałuję, że ta historia nie była choć ciut dłuższa. Javier to tajemnicza postać, z pozoru nieczuła, zadufana w sobie i goniąca do celu po trupach, a jednak pod wpływem Grace zmienia się... Naprawdę zaciekawiło mnie to, jak dalej potoczą się losy tego małżeństwa na niby. Opowiadanie pokazuje, że nie należy oceniać ludzi po pozorach, ani po czynach ich bliskich (szczególnie wtedy, gdy nie znamy przyczyn nimi kierujących). Nieprawdopodobna i niespotykana historia, jednocześnie napisana z dużym poczuciem humoru.

"Są pewne słowa, z wypowiedzeniem których warto poczekać , ponieważ mają one wielką siłę… a wypowiadane raz po raz tracą ją..."

Należy napomknąć, że każde z opowiadań jest do bólu przewidywalne (szczególnie w pierwszym przypadku), co potrafi odebrać radość z odkrywania poszczególnych historii, niemniej trzeba tui zaznaczyć, że są to typowe historie na odstresowanie się, zawsze kończące się happy endem, pokazujące, że nawet z najtrudniejszej i z pozoru katastrofalnej sytuacji można wyjść zwycięsko. Opowieści łączą również wspaniałe, magiczne opisy przepięknej Hiszpanii. Czytało się szybko i przyjemnie, czyli w sam raz na brzydki jesienny wieczór.

Moja ocena:
7/10

sobota, 22 września 2012

"Perswazje" Jane Austen

tłumaczenie: Ewa Partyga
tytuł oryginału: Persuasion
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: wrzesień 2008
ISBN: 978-83-7648-069-5
liczba stron: 200
kategoria: romans
ocena 5/6


Czy utracona i otrąconą miłość może wrócić. Czy ukochana osoba pozostanie wierna uczuciu przez trwającej osiem lat rozłące, bez nadziei na wspólne życie? Czy miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu, konwenanse, różnice społeczne, a nawet kategoryczny sprzeciw rodziny. A może miłości mogą pomóc pieniądze?

Odpowiedzi na powyższe pytania znajdziemy w książce pt. "Perswazje" Jane Austen. Autorka na pewno większości z Was kojarzy się ze światowymi bestsellerami "Emma" oraz "Duma i uprzedzenie", jak również z ekranowych ekranizacji tych powieści. Książki tejże pisarki, żyjącej w XIX wiecznej Wielkiej Brytanii, pisała mimo, iż w ówczesnych czasach rola kobiety była postrzegana tylko i wyłącznie , jako gospodyni pani domu oraz miłym i pięknym dodatkiem do męża. Wiadomo, że Jane Austen była niezależną, upartą, stara panną, która wbrew powszechnie przyjętym obyczajom spełniała swoje pisarskie marzenia. Dzięki jej zawziętości i uporowi, my, po tylu latach możemy cieszyć się podczas czytanie jej książek.

Ale słów kilka o fabule...
Bohaterów jest kilki, lecz główną postacią jest Anna Elliot-jedną z trzech córek baroneta sir Waltera Elliota. Jest ona podobnie, jak jej starsza siostra Elizabeth starą panną. Jedynie jej siostra Mary wyszła za mąż i posiada potomstwo. Ale istnieje znacząca różnica między Anną a Elizabeth. Mianowicie starsza siostra, po śmierci matki przejęła obowiązki gospodyni domu, zarządza majątkiem i dotrzymuje towarzystwa ojcu. Elizabeth jest ukochanym dzieckiem sir Waltera, zapewne z powodu podobieństwa fizycznego, jak i z usposobienia do ojca. Sir Walter jest baronetem po pięćdziesiątce, jest ona nad wymiar wyczulony na fizyczność ciała i dobre wychowanie. Stale przegląda almanachy i szczyci się swym pochodzeniem, bez zważania na fakt, iż popada w coraz większe problemy finansowe. Natomiast Anna jest skromna, cicha, niezwykle inteligentna, oczytana oraz bardzo rozsądna jeśli chodzi o finanse. Jednak jest niezauważalna dla ojca i siostry. Jest, bo jest, nawet służba jest wyżej ceniona od niej. Natomiast Mary-kolejna z sióstr-to wieczna hipochondryczka, lubi towarzystwo Anny, gdyż uwielbia być w centrum zainteresowania.
Anna zamieszkuje u Mary jakiś czas, gdy sir Walter pod naciskiem postanawia wynająć posiadłość i przenosi się do skromniejszego domu-do Bath. Wynajmującym posiadłość jest brat kapitana Wentwortha-mężczyzny, z którym osiem lat wcześniej Anna za namową rodziny zerwała zaręczyny, ze względu na jego niższy status społeczny. Ich drogi znów się krzyżują...

NIe jest to typowy romans. Ja bym go zaliczyła do gatunku obyczajowego. Pisarka stworzyła klasyk, gdzie zgodzę się jest watek romantyczny, ale jest to podstawa do przedstawienia obrazu dziewiętnastowiecznej angielskiej szlachty i subtelnego obrazu młodych, współcześnie żyjących kobiet.Kobiet różnych pokrojów, zacząwszy od młodych dziewcząt marzących o romantycznych porywach serca, poprzez młode mężatki, które uwielbiają przyjęcia, piękne stroje i oddawanie im szacunku ze względu na ich pochodzenie,aż do kobiet w podeszłym wielu, często wdów, odznaczających się rozsądkiem i życiową mądrością.

"Perswazja" jest typowym przykładem książek, za które cenie autorkę. Bohaterowie są wszechstronnie przedstawieni, są wyraziści i nieszablonowi. Każdy wnosi coś nowego i świeżego do akcji. NIe ma dziwnych i zawiłych sytuacji, choć nie zabrakło też intrygi. Cała akcja toczy się w swoim naturalnym tempie, by skończyć się miłym akcentem radości i spełnienia. Choć jest to już klasyka literatury, warto na nią zwrócić swoją uwagę. Polecam.  

sobota, 1 września 2012

"Matka Pearl" Maureen Lee

tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
tytuł oryginału: Mother of Pearl
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: czerwiec 2012
ISBN: 9788377991824
liczba stron:
368
kategoria: literatura współczesna

Uwielbiam sagi rodzinne. Na "Matkę Pearl" już dawno ostrzyłam pazurki. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej z powieści pisarki, ale upatrzyłam już w bibliotece "Wrześniowe dziewczyny", lecz od "Matki Pearl" postanowiłam rozpocząć moje przygody z Maureen Lee.

Maureen Lee jest angielską pisarką. Mimo,że urodziła się w czasie II wojny światowej, to swoją przygodę z pisarstwem zaczęła 1990 r. Na swoim koncie ma około 20 powieści, w Polsce wydano cztery z nich. Książki pisarki można by zakwalifikować do rodzaju powieści rodzinnych z wojną w tle. Taką powieścią jest również "Matka Pearl"

Amy, matka Pearl, wychodzi z więzienia, gdzie odsiadywała wyrok za zabójstwo swojego męża Barneya. W 1939 r. dwie przyjaciółki Amy i Cathy spacerują po molo. Tam dziewczęta dostrzega Barney Patterson, który wraz ze swoim bratem Harrym spędza równie leniwe chwile, jak one. Młodzi mężczyźni podchodzą do dziewcząt i "strzała" Amora trafia Amy i Barneya ze wzmożoną siłą. Od tej chwili para jest nierozłączna. Dzieli ich niemalże wszystko: klasa społeczna, wyznanie, wykształcenie, cele i marzenia. Łączy wielka miłość. Para pobiera się w sekrecie przed rodziną. Amy wie (i tak się dzieję), że jej matka, brat i obie siostry pokochają jej męża. Na sympatię teściów, a szczególnie teściowej, która nienawidzi katolików, Amy nie ma co liczyć. Młodzi zatracają się w miłosnych uniesieniach, a w tle, aż huczą plotki o zbliżającej się wojnie. W końcu nadchodzi ten dzień. Barney trafia na front. Amy dowiaduje się, że spodziewa się dziecka, lecz po wizycie u teściowej traci je. Nieprzytomną synową znajduje teść i odtąd jest jej wielkim wsparciem. Wojna się przedłuża, Barney trafia do obozu jenieckiego. Po wojnie wraca...

Druga płaszczyzną fabuły są wydarzenia z 1971 roku. Dorosła córka Amy i Barneya dowiaduje się o przedterminowym wyjściu matki z więzienia. Amy znika bez śladu. Pearl czuje się zagubiona. Gdy zginął jej ojciec miała zaledwie pięć lat. Została ona wychowana przez wuja, brata Amy oraz jego spokojną i stateczną zonę. Z matką kontaktu nie miała. Nie wie, jak się zachowa, gdy nadejdzie dzień spotkania. Chciałaby się tyle dowiedzieć, o ojcu, matce, o sobie samej. Ma ona problemy z nawiązywaniem bliższych kontaktów z mężczyznami. Czy to przez wydarzenia z przeszłości? Pearl może liczyć nie tylko na pomoc wujostwa, ale też Cathy, która z uwagi na Amy otoczyła dziewczynę opieką.

Chciałabym napisać, że jest to ciepła, rodzinna opowieść, lecz tak nie jest. Ta książka to emocjonalna podróż. I jak każda podróż jest pełna pięknych i wzruszających momentów, jak i chwil grozy. Po czy spokojem można nazwać czasy wojny, nawet wtedy, gdy tam gdzieś czeka kochająca kobieta? Wojna jest okrutna, zmusza Barneya do czynów, o których nigdy by nawet nie pomyślał , zmienia go to kompletnie. Wspomnieć należy, że do wewnętzrnych zmian Barneya przyczyniła się także udana manipulacja jego matki. Czy to doprowadziło do tragedii?

Po przeczytaniu "Matki Pearl" zostałam fanką pisarki. Dostałam, to czego oczekiwałam: miłość, różnorodnych bohaterów, problemy zwyczajnych ludzi, ciekawe tło akcji i wielką tajemnice rodzinną, która zaskoczy niejednego czytelnika. Jedno mnie się ciutek nie podobało w fabulę. Otóż w pewnym momencie Pearl ma przebłyski, jak Barney traktował matkę. Ten fakt moim zdaniem trochę niepotrzebnie wyprzedzał bieg wydarzeń. Natomiast za duży plus uznaje podzielenie powieści na rozdziały, w których odrębnie autorka opowiada losy Amy i Pearl. Taki zabieg spowodował, że fabuła była jasna i przejrzysta, a całość czytało się płynnie.

Podsumowując. Ta lektura jest niezłym kąskiem dla tych, którzy lubią takie klimaty. Ja ze swej strony żywię nadzieję, że polubicie Amy i Pearl, a i może samą pisarkę?



wtorek, 28 sierpnia 2012

"Miłość w stylu retro" Sophie Kinsella

tłumaczenie: Magdalena Słysz
tytuł oryginału: Twenties Girl
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: czerwiec 2011
ISBN: 978-83-247-2149-8
liczba stron: 464
kategoria: romans
ocena6/6

Wiek XX jest niewątpliwie jednym z ulubionych źródeł inspiracji dla twórców z każdej dziedziny kultury i sztuki. Coraz więcej pojawia się książek, w których fabuła "zahacza" o lata poprzedniego wieku. Osobiście bardzo lubię pozycje o takiej tematyce, gdyż mam wtedy niemalże pewność, że książka będzie ciekawa oraz, że w barwny sposób pisarz przedstawi klimat tej epoki. Oczywiście, zdarza się i tak , że książka, która miała okazać się hitem, okazała się kompletną klapą. A jak było tym razem?

"Miłość w stylu retro" jest kolejną powieścią, która wyszła spod pióra Sophie Kinsell. Sophie Kinsella to pseudonim angielskiej pisarki Madeleine Wickham- autorki "Wyznania zakupoholiczki"

Główną bohaterką jest 28-letnia Lara. Lara jest na życiowym zakręcie: rzucił ja ukochany Josh, za namową koleżanki rzuciła pracę i założyła z nią firmę pośrednictwa pracy. Firma stoi na skraju bankructwa, gdyż wspólniczka wyjechała na wakacje, zakochała się i nie zamierzała wracać do kraju. Lara musi się sama zmagać z narastającymi problemami firmy, z ciągle nalegającymi klientami, a do tego umiera jej 105-letnia ciotka Sadie. Lara nigdy nie poznała Sadie, a teraz rodzice zmuszają ją, by udała się z nimi na pogrzeb ciotki. Sam pogrzeb nie przeraża dziewczyny. Ją przeraża spotkanie z pompatycznymi, nie sympatycznymi i ekscentrycznymi krewnymi. Stryj Lary jest bardzo bogatym człowiekiem. W młodości "z dwóch" monet zbudował kawiarniane imperium. Wszyscy są dociekliwi, jak to Lara radzi sobie po rozstaniu z Joshem? Pogrzeb trwa i, gdy trumna z ciałem ciotki ma zostać skremowana, Lara dostrzega młodą dziewczynę, która głośno artykułuje swój sprzeciw. Młodą dziewczynę widzi i słyszy tylko nasza bohaterka. Obawia się, że postradała zmysły, ale nie. Krzycząca dziewczyna to duch jej ciotki- Sadie, który nakazuje, by Lara powstrzymała kontynuację pogrzebu. Lara jak zaczarowania wykrzykuje, że nie można ciotki pochować, gdyż prawdopodobnie została zamordowana...

"Miłość w stylu retro" okazała się bardzo klimatyczną, przezabawną lekturą. Spełniła moje wszelkie oczekiwania. Bohaterowie są różni, dynamiczni, frywolni, bezpośredni i są idealni dopasowani do ról, które odgrywają. Lara- zagubiona, obłędnie zakochana(przynajmniej tak myśli), zdezorientowana, nie mająca pomysły, jak wyjść z kłopotów. Bardzo mi przypominała Bridget Jones. Natomiast Sadie, to kobieta silna, frywolna, idąca do przodu, nie przejmująca się opinią innych, posiadająca umiejętność zmuszania ludzi do tego, co jest w danej chwili wygodne.. Sadie mimo, że jest duchem i nikt jej nie widzi, kocha tańczyć i potrząsać "balonami". W czasie, gdy Lara i Sadie będą poszukiwać tajemniczego naszyjnika, to nauczą się od siebie wielu ciekawych rzeczy, Sadie się zakocha w żyjącym mężczyźnie, co doprowadzi do zabawnych i często krępujących sytuacji oraz odkrycia rodzinnej tajemnicy.

Czytając tę książkę świetnie się bawiłam. Autorka posługuje się lekkim i obrazowym piórem. Język jest plastyczny, sugestywny oraz bardzo ekspresyjny. Jest dużo przezabawnych dialogów, co powoduje się czyta się bardzo płynnie. Pisarka opowiada, o tańcach, strojach i zwyczajach XX wieku. Czuje się klimat poprzedniej epoki, a Lara poczuje go na własnej skórze. Śmiechu było co nie miara. Dałam tej pozycji szóstkę , że względu na umiejętność wprowadzenia mnie w stan euforii, ale także lekkiej zadumy nad życiem. Polecam








środa, 22 sierpnia 2012

"Książę Mgły" - Carlos R. Zafon


Carlos Ruiz Zafon zdobył wielką sławę dzięki bestsellerom Cień wiatru i Gra anioła. Jednak jego debiutancką powieścią był Książę Mgły. Autor ma swoich wiernych czytelników, głównie fanów literatury magicznej, ale dzięki tej młodzieżowej książce zyskał i mnie. Bo polubiłam postacie wykreowane przez Hiszpana, bo klimat mnie kompletnie urzekł, bo przeżyłam piękne chwile i płakałam rozstając się z moimi przyjaciółmi- bohaterami.

Na początku zaznaczę, że jest to jedyna książka tego autora, którą miałam przyjemność przeczytać, więc nie będę się odnosiła to całego jego dorobku literackiego. Aczkolwiek, jeśli jest o równie dobry, co Książę Mgły to nie dziwię się rzeszą fanów na całym świecie, którzy z tak wielkim entuzjazmem wchłaniają słowa Zafona.

Książę Mgły opowiada historię rodziny Carverów, którzy podczas wojny (rok 1943) przeprowadzają się do nadmorskiego miasteczka. Rodzice, dwie córki i ich syn muszą na nowo nauczyć się żyć, w nowym miejscu. Powoli poznają okolicę, a ich przewodnikiem zostaje Roland, który szybko zaprzyjaźnia się z Maksem i jego siostrą Alicją. Wtajemnicza ich w legendy i pokazuje magiczne miejsca, a na koniec zapoznaje ze swoim dziadkiem, Victorem, starym latarnikiem. Jednak cała historia nie jest sielanką. Na wyspie dzieją się dziwne i niewyjaśnione rzeczy. Co stało się z poprzednimi właścicielami domku Carverów? Kto zaatakował ich najmłodszą córkę? Kim naprawdę jest Victor, kim Roland, a kim tytułowa postać? Na te pytania, odpowiedzi szukajcie w Księciu Mgły.

Pierwszym, a zarazem największym walorem tej książki jest język. Bogaty w niesamowite opisy, piękne epitety i słowa, które idealnie skomponowane tworzą magiczną atmosferę. Np.:

(…)Przez okno zaczęły sączyć się pierwsze światła brzasku wystrajającego nad lasem. Pasma mgły snuły się pośród traw, zarośli i krzaków. Ciągnące od morza powiewały wiatru rozszarpywały je, (…)

Tak, więc śmiało można powiedzieć, że Zafon maluje słowem. Jego postaci zyskują, dzięki temu, prawdziwe charaktery, są jak żywi znajomi, z którymi włóczymy się po plaży i przeżywamy serię niesamowicie napisanych zdarzeń. A sama historia pochłania nas, aż sami nie zorientujemy się, że zostało nam tylko kilka kartek do końca opowieści.

Zakończenie, jakie zafundował swoim młodym czytelnikom Zafon, jest bardzo dojrzałe. Mówi o walecznych czynach, o honorowych wyborach, o wartościach, za które warto oddać życie. Bo to piękna opowieść o przyjaźni, o obietnicach, o przeszłości, o miłości a także o okrucieństwie świata. Tragiczne wydarzenia, są równoważone poprzez piękne młodzieńcze uczucie jakie rodzi się pomiędzy bohaterami. Beztroska, szczęście, niewinność i ta pierwsza prawdziwa miłość są odskoczniami od smutnego zakończenia. Czytelnikowi na zawsze zostaną w pamięci te piękne chwile, podczas których rozkwitała tak wielka miłość. Ale również kiedy rodziła się przyjaźń Maksa, Alicji i Rolanda.

Książkę polecam każdemu, nie tylko młodzieży. Jest to piękna opowieść, która oderwie nas od trosk i problemów codziennego życia. Pozwoli odetchnąć i przeżyć niesamowitą przygodę, na którą nikt nie jest za stary, czy za młody. Mnie osobiście urzekła historia trojga przyjaciół, a ich postaci zostaną ze mną na długo. Miłość Alicji i Maksa będzie mi symbolem młodzieńczego, a zarazem dojrzałego uczucia, tej prawdziwej, wielkiej miłości, która zdarza się raz w życiu. A całą książkę będę miło wspominać jeszcze przez długi czas. Magia słowa Zafona w Księciu Mgły zaczarowała mnie i mam nadzieję, że i wiele przyszłych czytelników.

środa, 8 sierpnia 2012

Jeden dzień - David Nicholls

                 
                15 lipca 1988 roku to ten dzień, gdy wszystko się zaczęło. Magiczna data, która dała początek historii Emmy i Dextera. Choć chwile, które wtedy spędzili razem w morzu czasu mogły wydawać się mało znaczące, to jednak wpłynęły na całe ich późniejsze życie. Na długo zapamiętają noc po zakończeniu studiów, którą spędzili na długich rozmowach o przyszłości, obawiając się jej i nie chcąc wkraczać w dorosłość. Jak będzie wyglądać ich życie tego dnia, przez kolejnych 20 lat? Nie jest to standardowa historia miłosna z natłokiem uczuć, wyznań i wielkich słów. Młodzi ludzie to tylko świetni przyjaciele stanowiący zgrany zespół: Em i Dex, Dex i Em. Kiedy w końcu zrozumieją, ile dla siebie znaczą?

                „Jeden dzień” to powieść opowiadająca o miłości, przyjaźni, odnajdywaniu się w dorosłym życiu i szukaniu miejsca w świecie. Doczekała się ona ekranizacji z Anne Hathaway i Jimem Sturgessem w rolach głównych. Autorem książki jest David Nicholls, czyli urodzony w 1966 roku angielski aktor z wykształcenia, a obecnie pisarz i scenarzysta z powołania.

               Przyznam, że po tej powieści spodziewałam się czegoś innego. Czego? Więcej romantyczności, wyznań miłości , podniosłych chwil i zdań wyciskających łzy z oczu. To, że takich elementów tutaj zabrakło nie jest złe, czyni bowiem książkę bardziej realistyczną. Pokazuje, że życie to nie bajka, w której wszystko pięknie się kończy, że zwykle więcej jest upadków niż wzlotów i wcale nie tak łatwo jest być spełnionym człowiekiem. Los wciąż rzuca bohaterom kłody pod nogi, nie pozwalając im długo cieszyć się chwilami szczęścia. Gdy Em się układa, Dexter się stacza, gdy Dex zaznaje radości, Em przeżywa kryzys. Jednak czy do końca tak będzie? Przekonajcie się sami.

                W książce występuje narrator wszechwiedzący, trzecioosobowy, jednak wydarzenia poznajemy z perspektywy dwóch głównych postaci: Emmy i Dextera. W każdym rozdziale mamy przedstawiony jeden dzień z życia ich obojga – 15 lipca, od roku 1988 do 2007. Dodatkowo na ostatnich stronach zawarte są także migawki z przeszłości, wspomnienia pierwszego spotkania przeplecione ze współczesnością.

                Emma, jaką poznajemy na początku to świeżo upieczona absolwentka, która z wyróżnieniem ukończyła studia. Ładna, mądra, gotowa walczyć jak lwica w obronie swoich racji idealistka, mająca jasno wyrobiony pogląd na każdą sprawę.  Jest tylko trochę niepewna siebie, lubiąca wyolbrzymiać swoje wady. Dexter z kolei to zarozumiały, arogancki i bardzo pewny siebie młodzieniec, także absolwent. Urody mu nie można odmówić, ale skromności i odrobiny dystansu do samego siebie owszem.

                „Jeden dzień” to historia przyjaźni i miłości, historia życia dwojga ludzi, których drogi stale się ze sobą schodzą i nie mogą rozejść na zbyt długo. Choć nie znajdziemy to wielu romantycznych sytuacji i pięknych gestów, to jednak momenty wzruszające także występują. Ale w końcu czyny mówią więcej niż słowa. Z reguły jednak na kartach powieści mamy przedstawione realia codziennego życia, bez zbytnich upiększeń, w związku z czym nastrój po przeczytaniu jest bardziej pesymistyczny niż optymistyczny i skłaniających do zastanowienia: jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłości? W jakim stopniu mamy na nie wpływ, a w jakim to, jak potoczy się nasza historia, nie zależy od nas? Ciekawa, poruszająca fabuła i nieszablonowi bohaterowie – zachęcam do przeczytania!

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

W blasku diamentów – Anna Davis






Autor: Anna Davis
Tytuł: W blasku diamentów
Seria wydawnicza: Otwarte dla Ciebie: Romans
Oryginalny tytuł: The Jewel Box
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2012
Stron: 368
Ocena: 7/10




Londyn, lata 20. XX wieku. Trzydziestoletnia Grace Rutherford, felietonistka, która w swoich utworach opisuje życie West Endu. W swoich felietonach opisuje życie "kobiety nowoczesnej". Na co dzień zajmuje się swoją rodziną: matką, siostrą i jej dwójką dzieci. Całe życie rodzinę stawiała na pierwszym miejscu, jednak po pewnym czasie zrozumie, że ona też może oczekiwać coś od losu. Że musi zająć się też swoim życiem. Podczas jednych ze swoich wypadów, w klubie poznaje tajemniczego Amerykanina. Pierwszą randkę z Diabłem, jak nazywa mężczyznę w swoich felietonach, przerywa im zagadkowy gość, jak się później okaże sąsiad Grace. Co łączy tych dwóch mężczyzn? Jaką przeszłość skrywają? Czy Diabeł to właściwy mężczyzna dla Grace? Czy tak jak jest napisane na okładce wydania „będzie w stanie odróżnić zwykłą błyskotkę od prawdziwego diamentu”? 

Cała książka jest podzielona na trzy części. Przed każdym kolejnym rozdziałem można przeczytać felieton Grace z danego tygodnia. Są także rozdziały o przeszłości bohaterki, co daje możliwość lepszego zapoznania się z jej obecną sytuacją. Mamy pełen wgląd na jej życie, ale mniej na uczucia, bo stykamy się tutaj z narracją trzecioosobową, więc nie możemy dobrze tego wszystkiego odczuwać, jak przy narracji pierwszoosobowej.

Jest to moja druga książka z serii "Otwarte dla Ciebie" wydawnictwa Otwarte i uważam, że jest o wiele lepsza od poprzedniczki („Włoska tajemnica”). Może, dlatego, że wszystko dzieje się w moim ukochanym Londynie? Pewnie tak, ale to tylko tło. Historia napisana przez Annę Davis jest o wiele ciekawsza.  Wiadomo, jak to w romansach bywa jest dany schemat kobieta i dwóch mężczyzn. Kogo, więc wybierze?

„W blask diamentów” to nie literatura najwyższych lotów, ale dobra odskocznia od cięższych lektur i od problemów życia codziennego. Lekki styl autorki sprawia, że książkę czyta się łatwo i szybko. Nawet nie wiadomo, kiedy już przewraca się ostatnie strony powieści. Książkę polecam na pewno miłośnikom romansów, ale także tym, którzy poszukują łatwego, niezobowiązującego czytadła. A londyński klimat lat dwudziestych, po prostu robi wrażenie.

„Chodzi mi o to - powiedział - że gdy o kimś myślisz, gdy nie możesz o kimś zapomnieć, dostrzegasz go wszędzie wokół.”

niedziela, 5 sierpnia 2012

Matematyka miłości - Emma Darwin

Tytuł: Matematyka miłości
Oryginalny tytuł: The Mathematics of Love
Autor: Emma Darwin


Początek XIX wieku i druga połowa XX, co może łączyć te czasy? Miejsce, w którym przebywał Stephen, żołnierz i do którego przyjechała Anna, młoda, nieco zbuntowana dziewczyna. Oddalone miasteczko, z dala od cywilizacji w Anglii, malownicza wieś i natura wokół.


Emma Darwin, Angielka, która postanowiła opublikować swoją pierwszą książkę, jakby mogło się zdawać ma dość znane nazwisko. Czy to ta Darwin? Tak! To praprawnuczka Karola Darwina, która postanowiła nie iść w ślady prapradziadka i obrać inny, nie ścisły kierunek. Postanowiła zostać pisarką. Czy to mądra decyzja? Myślę, że tak, patrząc na jej pierwszą powieść Matematykę miłości.

Tytuł nieco nam mówi o książce, ale nie warto się nim sugerować. Ta opowieść jest podzielona na dwie części. Raz jesteśmy prowadzeni przez życie Stephena, weterana wojen napoleońskich, który powrócił do kraju i próbuje odnaleźć sam siebie. Drugi wymiar, to opowieść Anny, którą matka wysłała to wujka na wakacje. Obydwoje prowadzą narracje w pierwszej osobie, co tylko pomaga, nam czytelnikom, lepiej wczuć się w atmosferę poszczególnych lat. Atrakcyjności dodają listy Stephena, które znajduje Anna.

Książka, jakby nie było, jest o miłości. O różnych jej odcieniach. Wielka miłość Stephena – Catalina. Jest głównym tematem jego rozmyślań i listów z Lucy, przyjaciółką, którą poznał już po swojej służbie. Catalina natomiast była ukochaną sprzed lat, z którą był i z którą ma dziecko. Tu ukazuje się kolejna miłość, miłość do Idoia, ich dziecka. Jest też przelotny romans z aktorką, Katrijną, która pokazuje bohaterowi inny świat. I na pewno, to pomaga mu dostrzec rzeczy ważne. I ostatnia barwa miłości Stephena, Lucy. Najpierw przyjaźń, później  utrzymywany listownie kontakt, wspólna podróż i… Czy Lucy i Stephen zrozumieją, że to co ich łączy to miłość? Zapraszam do lektury.

Anna, zagubiona nastolatka, która przeszła swoje. Co nieco, o życiu wie, bo wiele próbowała. Nagle znajduje się na kompletnym bezludziu, ze swoim sympatycznym, aczkolwiek trochę dziwacznym wujkiem i zdecydowanie mniej sympatyczną babką, o której istnieniu nie miała nawet pojęcia. Z nudów postanawia przyjąć pracę u sąsiadów, fotoreporterów. Zakochuje się w Theo, artyście, żyjącym wbrew zasadom, ekstrawaganckim czarującym młodzieńcem. Przeżyje wielką, szaloną, pasjonującą przygodę miłosną. Jak się zakończy? Poza nią u wujka przebywa mały chłopiec, Cecil. I muszę przyznać, że jego postać chyba najbardziej mnie urzekła. Relacja jaka rodzi się między Anną a tym chłopcem jest piękną miłością. Miłością braterską, on jej zaufa, a ona zapewni mu bezpieczeństwo.

Plusem tej książki jest opis miłości. Czy to psychicznej czy fizycznej. Stopniowanie emocji, uczucia odkrywane powoli i nagły wybuch, to esencja tej powieści. Sceny są malowniczo opisane i rzeczywiście można podróżować w czasie, trzymając tę książkę w ręku. Jednak to, co jest plusem może być uciążliwe. Język jest wyraźnie stylizowany na ten XIX wieczny, co jest małą przeszkodą, bo męczy.

Jak widać po tytule, książka jest wyraźnie o miłości, ale nie banalnie, o nie! To nie kolejne romansidło. To mądrze, dobrze napisana opowieść o różnych barwach miłości, o przeistaczaniu się uczuć i o ich sile, pięknie i inspiracji. Matematykę miłości polecam każdemu, kto lubi przenosić się w czasie, kto lubi oryginalne powieści, kto czytuje książki z klimatem dawnych lat i kto chce poznać różne oblicza ludzkiej duszy.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Jeden dzień - David Nicholls



Tytuł: Jeden Dzień
Tytuł oryginalny: One Day
Autor: David Nicholls
Wydawnictwo: Świat Książki
Stron: 443
Ocena: 8,5/10

Dexter  Mayhew będąc w Indiach zrobił sobie tatuaż na kostce. Znak ying i yang. Jak sam wyjaśnił oznacza on idealne połączenie przeciwieństw. Bo to właśnie o tym jest książka Davida Nichollsa, Jeden dzień . Dex i Em, Em i Dex, tak różni, a tak bardzo sobie przeznaczeni.

Ona, nieco skryta, ambitna pełna idei absolwentka. On, lekkoduch, nonszalancki, zadufany w sobie absolwent. Ona chce ratować świat, on pragnie sławy i wygody. Dwie skrajności, a jednak przez kolejne lata będą się spotykać, zwierzać się sobie i w końcu odkryją prawdę, która była między nimi od ich pierwszego spotkania.
15 lipca 1988, to dzień, który na zawsze zmieni życie dwojga ludzi. Krótki flirt przerodzi się w wieloletnią przyjaźń, a może i w coś więcej? Sprawi, że Dexter i Emma będą się wpierać, kłócić, godzić i dzielić swoimi przeżyciami przez kolejne lata.  Losy bohaterów i ich transformacje będziemy poznawać z rocznymi odstępami. Powracać do nich będziemy zawsze w dzień św. Swithina. Tego dnia się poznali, właśnie w ten sądny dzień, dzień patrona deszczu, przynoszącego ulgę po suszy. Bo gdy się przyjrzymy i wgłębimy w opowieść życia Emmy i Dextera to właśnie będzie jej  główne przesłanie.

Atmosfera książki przeniesie nas w lata ich dorastania (aż czuje się dym Malboro Light i aurę klubów z lat '90), dojrzewania i ustatkowywania się. Bunt, odrzucenie, zaprzeczenie, pokora, odpowiedzialność i w końcu dorosłość. Każdy etap życia przejdziemy z nimi i na końcu książki będziemy w stanie zrobić własny rozrachunek z postaciami. I mimo, że Dex nie był aniołkiem, polubimy go i zrozumiemy. A na końcu wybaczymy wszystko, co złe. I mimo, że Emma będzie nas denerwowała przez większość książki, stwierdzimy, że chcielibyśmy mieć taką przyjaciółkę, i jej również wybaczymy, zmarnowanie tylu lat.

Książka, mimo wszystko, jest pozytywna. To jedna  tych pozycji, która na chwilę nas zatrzyma. Skłoni nas do przemyśleń, rozważań. Lektura, która stojąc na półce będzie nam zawsze przypominać o tym, jak ważny jest czas. Jakby sama do nas mówiła: rozejrzyj się, zastanów, zrozum. Czy Nicholls wpłynie na nasze życia? O tym już sami musimy zadecydować, to my sami musimy dokonać wyboru, czy przeczytamy ją i odhaczymy ze swojej listy, czy jednak jak sam autor na początku prosi, odłożymy ją i odbędziemy podróż w głąb siebie.

Książkę serdecznie polecam, nie tylko fanom opowieści miłosnych, czy obyczajowych. Polecam ją każdemu kto lubi dłużej zastanowić się nad swoim życiem, każdemu kto lubi się doszukiwać znaczenie między wierszami, każdemu kto wierzy w prawdziwe uczucie, oraz tym, którzy w nie zwątpili. Polecam ją każdemu kto chce znaleźć odpowiedzi, kto nie zaprzestaje w poszukiwaniu ich, kto wierzy w magię literatury. Bo odnajdzie ją właśnie w Jednym dniu Davida Nichollsa.





A film? Bo oczywiście książka doczekała się adaptacji filmowej. Ekranizacja tak mnie zafascynowała, że mimo że, nie mam w zwyczaju kupować DVD tę kupiłam. Obraz jest genialnie zmontowany i czuje się to, co podczas czytania książki, przenoszenie w czasie, dojrzewanie razem z bohaterami.

Najmocniejszym punktem filmu są zdecydowanie aktorzy. Obsada idealnie się zagrał i umiała świetnie współpracować. Można by powiedzieć, że żyli życiem swoich bohaterów. Nie mówię tu tylko o dwójce głównych bohaterów, ale i pobocznych wątkach. Każdy spisała się na przysłowiowy medal.

Jim Sturgess z lekkością i chyba, przyjemnością wcielił się w postać Dextera. Włożył wiele w swoją postać i to widać, bo gra całym sobą. To samo można powiedzieć o jego partnerce filmowej, Anne Hathaway, która jest znakomitą aktorką i kolejny raz to udowodniła. Poza tym na pochwałę zdecydowanie zasługują: Patricia Clarkson ( mama Dextera), Romola Garai (Sylvie) i Rafe Spall (Ian).

Również charakteryzacja i scenografia są kluczowym elementem tego filmu. Obserwujemy głównych bohaterów na przełomie lat, widzimy ich metamorfozy, zmiany, również te zewnętrzne. Warto zauważyć, że charakteryzacja jest wyśmienita i nie można nic złego jej zarzucić. Również scenograficznie nie ma słabości.

Minusy? Chyba nie potrafię ich znaleźć. Wiadomo, że film nie jest wierną kopią książki, ale to akurat wychodzi tylko na lepiej. Zmienione sceny, dodane czy ominięte, tak dobrze wgrały się w akcję, że nie uznać ich za defekt adaptacji.

Film polecam i to bardzo! Jeden z niewielu, które oglądałam kilkadziesiąt razy i który pewnie jeszcze drugie tyle zobaczę. To ciepła, prawdziwa i wzruszająca historia, nie jakiś romans, banalna komedia romantyczna. Zapraszam przed ekran każdego, bo warto.