Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2013

"Teleny" Oscar Wilde

Od wielu lat toczy się zaciekła dyskusja, czy aby na pewno Teleny jest dziełem Oscara Wilde'a. Na potrzeby owej recenzji przyjmuję, że tak właśnie jest.

Oscara Wilde'a nie trzeba przedstawiać. To genialny brytyjski twórca, znany przede wszystkim dzięki książce Portret Doriana Greya, no i oczywiście dzięki swojemu, dość burzliwemu życiorysowi. Patrząc właśnie na jego historię, możemy się pokusić o stwierdzenie, że Teleny to powieść autobiograficzna…Czy taka jest? To wie tylko sam Oscar.

-Opowiedz mi swoją historię od samego początku, Des Griux- poprosił, przerywając.- W jaki sposób się poznaliście?
-Było to na wielkim koncercie dla celów dobroczynnych, w którym on występował. Produkcje amatorów są zmorą współczesnej cywilizacji,(…)


Teleny, to imię jednego z dwójki głównych bohaterów, drugiego - Kamil. I to właśnie z jego punktu widzenia poznajemy historię dwóch zakochanych w sobie mężczyzn. Ostrzegam, że jest to książka silnie erotyczna i o miłości, głównie homoseksualnej, czasem zdarzy się seks zbiorowy, czy inne innowacje. Tak więc, jak na okładce - polecam pełnoletnim czytelnikom, którzy są tolerancyjni. Ale ad rem, starodawny Londyn, rozpusta, klimat podobny do Doriana. Kamil będąc na przedstawieniu poznaje Telenego. Obaj zakochują się w sobie.

Jakże mam wyrazić to wszystko, co czułem, dotykając dłoni Telenego? Dosłownie stanąłem w płomieniach, ale jednocześnie, choć zabrzmi to paradoksalnie, uspokoiłem się.

Kamil opowiada o swojej fascynacji sobą Telny'ego. Relacje są silnie emocjonalne, piękne, ulotne. Sposób w jaki przedstawia ówczesne mu czasy jest piękny, niepowtarzalny. Poza problemem miłości mężczyzn, możemy poznać przekrój społeczeństwa, problemy tamtych lat, oraz samą sytuację Londynu.

Przez kilka chwil ni mówił nic, jakby wyczekują odpowiedzi na swoje pytanie, której wcale nie trzeba było ubierać w słowa. Wyciągnąłem ku niemu ramiona. On zaś- jakby w nagłej obawie, że mu umknę- objął mnie mocno gestem nieprzezwyciężonego pożądania. 


Język jest łatwy, a zarazem piękny. To sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jedynym problemem są liczne sceny erotyczne, mnie czasem one przytłaczały. Musiałam odłożyć książkę, aby chwilę odetchnąć. Ale wracałam do niej z wielką chęcią.

-Przebacz!
-Tobie przebaczyć, mój aniele? Nie tylko, że ci przebaczam, ale oddałbym za ciebie życie!

Jeśli chodzi o mnie i moją opinię, to książka mi się podobała, ale jak już pisałam, czasem była aż nadto odważna. Może nawet niesmaczna?  Bo Oscar chyba przekroczył cienką linię, widocznie napisał coś co nawet kilkaset lat później szokuje. Warto przeczytać, ale nie każdemu ta lektura się spodoba, czy nawet nie każdy doczyta ją do końca. Ja nie żałuję, a książkę stawiam na mojej półce.
Pamiętajcie tylko dla osób pełnoletnich ;)

piątek, 26 kwietnia 2013

Strażnicy historii. Nadciąga burza – Damian Dibben





Autor: Damian Dibben (strona autora)
Tytuł: Strażnicy historii. Nadciąga burza
Seria: Strażnicy historii #1
Oryginalny tytuł: The History Keepers: The Storm Begins
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: kwiecień 2012
Stron: 328
Ocena: 5/10





„Historia jest święta. Przeszłość może być naznaczona horrorami, ale pamiętaj, Jake, te horrory mogły być milion razy gorsze.” [s.93]


Rodzice czternastoletniego Jake’a zaginęli, a jest to o tyle straszne, bo zaginęli gdzieś w odmętach historii świata. Mogą być wszędzie, a co straszniejsze w każdym czasie, wieku, momencie historii. Jedna pochmurna noc, w której młody chłopiec został „porwany” zmienia wszystkiego w jego życiu, bowiem dowiaduje się, że jego szaleni rodzice należą do Tajnych Służb Straży Historii, które mają na celu chronić historię. Jake chcąc ich odnaleźć przenosi się z Londynu dwudziestego pierwszego wieku do szesnastowiecznej Francji, do głównej siedziby stowarzyszenia. Tam poznaje innych agentów z różnych epok. Podstępem dostaje się na statek grupy, która ma za zadanie odnaleźć jego rodzicieli, a także uratować świat przed obłąkanym Zeldtem, który ma zamiar zniszczyć historię, którą znamy, o której uczymy się na lekcjach. Czy im się uda? Czy Jake odnajdzie swoich rodziców? Czy udaremnią plany Zeldta? Czy jednak Zeldt dokona zagłady świata? Cóż za misterny plan uknuł książę ciemności?

Damian Dibben jest zakochanym w swoim mieście londyńczykiem. „Strażnicy historii. Nadciąga burza” to jego debitu literacki. Zanim zaczął pisać książki, pracował, jako scenarzysta przy przeróżnych projektach filmowych, takich jak „Kot w butach” czy „Upiór w operze”, zaś jego własny scenariusz „Seventh Heaven” ma niedługo wejść do produkcji. Interesuje się historią starożytną, naukami przyrodniczymi oraz powieściami przygodowymi.

Sam pomysł z Tajnymi Służbami Straży Historii jest naprawdę ciekawy. Sama od zawsze chciałam przenieść się w czasie. Zobaczyć jak kiedyś wszystko wyglądało, bo nie wiem, czemu patrząc na stare czarno-białe fotografie wyobrażam sobie świat również w takich barwach. A przecież było w nim tyle kolorów! Oj, chciałabym się przenieść od wiktoriańskiej Anglii i sama założyć piękną suknię, albo zobaczyć starożytny Egipt. Strażnicy historii i cała podróż w czasie są mocnymi plusami tej książki.

Autor posługuje się łatwym w odbiorze językiem, choć tłumaczenie procesu podróży w czasie Itak nie zrozumiałam, ale w końcu był on związany z fizyką, a jej chyba nigdy dobrze nie zrozumiem. Pomimo tego, że posługuje się on prostym językiem nie czytało mi się jego książki zbyt dobrze. Nie wiem dlaczego. Niby temat i wykonanie dobre, ale do mnie ono nie przemówiło.

W powieści nic nie było dobrze zarysowanie. Bohaterowie w ogóle mnie do siebie nie przekonali. Byli jacyś dziwni. Sam główny bohater nie przypominał mi czternastoletniego chłopca. Czułam, jakby został na siłę ukazany z jak najlepszej strony. Nie zauważyłam u niego żadnych wad. Jakąś minimalną dozą sympatii obdarzyłam tylko Charliego, ale tylko małą i tylko jego, niestety.

Akcja jest, a niby jej nie ma. Niby dzieje się coś ciekawego, ale nie porwało mnie tak jak miało. Nie wiem, cały czas mam do tej powieści mieszane uczucia. Jednak wiem i czuję, że powieść nie spodobała mi się tak jak miała. Nie czytałam jej z zapartym tchem. Czytałam ją chyba tylko po to, żeby ją dokończyć i tylko po to, aby dać jej jednak szanse. Przekonać się czy jednak autor czymś mnie zaskoczy. Niestety przeliczyłam się.

Jak widać moja opinia jest pełna sprzeczności, dlatego najlepiej samemu się zapoznać się ze „Strażnikami historii. Nadciąga burza” Damiana Dibbena. Nie twierdzę jednak, że powieść się nikomu nie spodoba. Może do kogoś ona przemówi, w końcu każdy ma inny gust. Nie wiem, jakoś nie umiem z czystym sercem jej odradzić, ale mogę jedynie powiedzieć, że znam o wiele lepsze książki młodzieżowe czy przygodowe. Jeśli jesteście zainteresowani przeczytajcie, choćby po to, żeby wyrobić sobie własną opinię, jeśli od początku was nie zainteresowała, nie musicie po nią sięgać. Nawet po przemyśleniu nie wiem, co mam o niej sądzić i muszę przyznać, że jest to chyba pierwsza taka książka, a już na pewno pierwsza od bardzo długiego czasu. Mam jednak nadzieję, że Dibben przekona mnie do siebie drugim tomem serii, bo jak zwykle moja ciekawość nie zna granic i muszę się dowiedzieć, co będzie dalej. Mogę jeszcze dodać, że niesamowicie mi się podoba tył okładki, piękne kolory i piękne widoki, to jest coś co lubię.


„Jeżeli zależy ci na edukacji, świat jest tym miejscem, w którym należy jej szukać. To o wiele bardziej skomplikowane miejsce, niż kiedykolwiek zdołałbyś sobie wyobrazić.” [s.26]
~~~~
„Życie jest takie ulotne – westchnął melancholijnie. – Trzeba cieszyć się każdą chwilą.” [s.162]

_____
Seria „Strażnicy historii”:
1. Nadciąga burza | 2. Circus Maximus

czwartek, 11 kwietnia 2013

Look – Sophia Bennett




Autor: Sophia Bennett (strona autorki)
Tytuł: Look
Cykl wydawniczy: Niebieskie Migdały
Oryginalny tytuł: The Look
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 10.04.2013
Stron: 360
Ocena: 8/10







Ted? Cóż za dziwnie imię, prawda? Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się ono z dziwnym, pluszowym misiem, którego perypetie mogliśmy niedawno oglądać na ekranach kin. Jednak Ted jest tylko skrótem od imienia głównej bohaterki – Edwiny. Jest on dosyć dziwny, bo mnie bardziej pasowałaby choćby Ed. Ale nie tylko jej imię jest inne. Bo czy można tak powiedzieć o niezbyt pochlebnym pseudonimie nadanym przez klasowego kawalarza – Luna Pomyluna? Z pewnością nie.

Nieśmiała i niezbyt ładna Ted wraz ze swoją siostrą wyglądającą jak gwiazda filmowa postanawiają iść na ulicę zarobić, grając na instrumentach. Jak zawsze do tak szalonych pomysłów namówiła Ted starsza siostra. Tak było i tym razem. Jednak z pewnością nie spodziewały się tego, że zaczepi je mężczyzna podający się za kogoś z agencji modelek, do tego wmawiając Ted, że jest niezwykła i musi spróbować swoich sił w tym zawodzie. Sądząc, że spotkany człowiek jest jednym z oszustów, nie zwracają na niego uwagi. Jednak po pewnym czasie wszystko wskazuje na to, ze agencja naprawdę istnieje, a facet jednak nie jest oszustem. Czy Ted poradzi sobie w wielkim świecie mody? Czy spełnianie marzeń będzie dla niej ważniejsze niż pomoc chorej na raka siostrze? Czy wszystko ułoży się po jej myśli? I co tak naprawdę sądzi o niej Nick? Czy rodzące się do niego uczucie zostanie odwzajemnione? Czy w tym wszystkim odnajdzie siebie, swoje szczęście?

Sophia Bennett jest brytyjską pisarką mieszkającą z rodziną w Londynie. Uwielbia sztukę, desgin, swoje dzieci, czasopisma modowe, kawę cappuccino, męża i pracę – koniecznie w tej właśnie kolejności. Opublikowała już cztery książki. Powieść „Projekt C” jej autorstwa ukazała się w Polsce również nakładem wydawnictwa Egmont.

„Look” jest naprawdę świetną młodzieżówką. Czyta się ją w ekspresowym tempie, będąc cały czas ciekawym, co będzie dalej. Jest humor, są ważne tematy i są wątki miłosne, ale bardzo intrygujące, nie ckliwe i przesłodzone. Autorka ma świetny warsztat pisarski i nawet zwykły i krótki opis ojca bohaterki był dla mnie ciekawy i zabawny. Sophia poruszyła ważny temat, jaką jest straszna choroba, bliskiej osoby, a w tym przypadku siostry Ted. Tak samo jak poszukiwanie samej siebie, tego co młoda osoba chce w życiu robić i co jest dla niej ważne. Nie jest sztuką napisać o ważnych tematach, ale zrobić to w sposób nieudolny. Na szczęście Bennett to tej kategorii nie należy, bo zrobiła to bardzo sprawnie.

Bohaterowie są interesujący i co najważniejsze normalni. Dialogi, na co ostatnio zwracam uwagę w powieściach młodzieżowych, są realne, nie są przesadnie stylizowane na język młodzieżowy. Autorka postawiła tutaj na prostotę i osiągnęła zamierzony skutek, co tylko pokazuje, że czasami lepiej z nim nie przesadzać. Lepiej napisać prosto niż starać się przesadnie używać jak się niektórym wydaje „języka młodzieżowego”, bo tak naprawdę nie wychodzi z tego nic godnego uwagi, a grupa docelowa, do której to właśnie głównie mają być kierowane te książki łapią się za głowy przy czytaniu, nie wiedząc, o co chodzi. 

Jeśli szukacie ciekawej młodzieżówki, która porusza temat modelingu, poszukiwaniu własnego ja, jak i ciężkiej choroby, jaką jest rak to śmiało możecie sięgnąć właśnie po „Look”. Zabawna i świetnie napisana z pewnością pochłonie was na niejedno popołudnie, choć muszę przyznać, że raczej nie radziłabym wam zabierać się za nią, kiedy macie coś ważnego do zrobienia, bo śmiem twierdzić, że raczej o tym zapomnicie, gdy tylko zapoznacie się z Ted i jej historią. Jestem ciekawa innych książek Bennett i z pewnością po nie sięgnę.



„Niektóre wspomnienia prześladują człowieka przez całą wieczność i jeszcze dłużej.” [s.8]
~~~~
„Ja również zamierzałam się uczyć, bo i mnie czekały testy na koniec roku, ale w tym momencie człowiek, który był odpowiedzialny za mój kod genetyczny i związany z tym wygląd straszydła, zawołał mnie z sypialni, gdzie stały jego biurko i komputer.” [s.20]
~~~~
„Jednak te niekończące się wakacyjne castingi czegoś mnie nauczyły. Niezależnie od wszystkiego musisz trzymać się prosto i iść naprzód.” [s.195]
~~~~
„Kiedy była tak wyjątkowo głupia, ŻE NIE ZDAWAŁA SOBIE SPRAWY, JAK BARDZO JEST KOCHANA. Ale tak to już jest. Czasami człowiek nie wie, jak bardzo potrzebny jest innym. Czasami potrzebuje pomocy, żeby to zrozumieć.” [s.330]

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wybrani - C.J. Daugherty




Autor: C.J. Daugherty (strona autorki)
Tytuł: Wybrani
Seria: Akademia Cimmeria #1 (strona serii)
Oryginalny tytuł: Night School
Wydawnictwo: Otwarte/ Moondrive
Data wydania: 06 marzec 2013
Stron: 440
Ocena: 8/10




„Gdy wszyscy wokół kłamią, komu zaufasz?”


Kolejna książka, o której jest niezwykle głośno ostatnimi czasy. Od razu w mojej pamięci pojawia się obraz trylogii „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, która zyskała największy rozgłos dzięki ekranizacji. Przeczytałam, przekonałam się, pokochałam. Czy tak samo było także z pierwszą częścią trylogii „Akademii Cimmeria”? Czy wywarła na mnie tak dobre wrażenie jak ostatnio na większości czytelników? 

„Szczerość może być dobra. […] Ale może też krzywdzić.” [s.200]

Alle Sheridan nie ma w życiu łatwo. Z początku wspaniała, kochająca się rodzina po zaginięciu jej ukochanego brata zmieniła się nie do poznania. Allie nie mogąc sobie z tym wszystkim poradzić, co chwile pakuje się w kłopoty. Wydalenie ze szkoły i dwa aresztowania w roku przelały czarę goryczy. Zdesperowani rodzice postanawiają wysłać ją do elitarnej szkoły z internatem, o której nigdy nie słyszała. Akademia Cimmeria jednak nie jest, jaką zwyczajną elitarną szkoła, gdzie uczą się tylko bogate dzieciaki wpływowych rodziców. Zamordowanie jednej z uczennic, uświadamia Allie jedno. Ten budynek skrywa wiele tajemnic, a ona ma zamiar je odkryć. Kto jej w tym pomoże? Przystojny i pociągający Sylvian czy może outsider Carter? Czy Allie odkryje sekret Akademii? I jaką tajemnice kryje historia jej rodziny? Kim tak naprawdę jest? I komu zaufa?   

„Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają.”  [s.233]

C.J. Daugherty miała 22 lata, gdy po raz pierwszy zobaczyła martwe ciało. Pracowała wtedy, jako reporter kryminalny. Nigdy nie przestała fascynować jej natura przestępców. Powieść „Wybrani”, która jest pierwszą częścią trylogii jest właśnie jej efektem. „Wybrani” są podobno skazani na sukces, na który zna przepis brytyjska redaktorka, która odkryła również autorkę jedną z najsłynniejszych sag o wampirach, jaką jest Stephenie Meyer. Czy to oznacza, że „Night School” (ang. Nocna Szkoła, oryginalny, angielski tytuł książki) odniesie równie dobry sukces?

„Początek zawsze jest trudny.” [s.26]

Od razu odpowiem na to pytanie. Uważam, że odniesie ona sukces, jak już go nie odniosła i cały czas nie odnosi patrząc na to, jakie dostaje oceny. Jak można przeczytać na obwolucie książki, prawa do wydania „Wybranych” zostały sprzedane już do osiemnastu krajów, co mówi chyba samo za siebie. Jak widać brytyjska redaktorka ma nosa do świetnych sag. Jestem ciekawa, co jeszcze odkryje.

„Nie bój mówić się prawdy.” [s.63]

Zagadki, morderstwo, martwe ciało, dziwna szkoła, tajemnice, kłamstwa i barwni bohaterowie. To wszystko mają w sobie „Wybrani”. To kolejny thriller dla młodzieży, który wywarł na mnie tak dobre wrażenie. Wszyscy są tacy, jacy być powinni, co świadczy tylko o tym, że autorka świetnie ich wykreowała.  A co jest w tym wszystkim najlepsze?! Że nie ma żadnych postaci nadprzyrodzonych! Jeśli szukacie w Akademii Cimmeria wampirów, czarownic, wilkołaków czy jeszcze jakiś innych stworzeń nie z tego świata, to od razu was ostrzegam, że tutaj z pewnością ich nie znajdziecie.

„- Nikt mnie nie rozumie – westchnęła. – Nawet ty. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale nie mogę powiedzieć ci prawdy. To takie przygnębiające”. [s.268]

Jejku, jak ja bym chciała chodzić do takiej szkoły. Może zmieniłabym w niej tylko ten dostęp do technologii XXI wieku, ale wszystko inne bym zostawiła. Nie wiem tylko, czy poradziłabym sobie psychicznie z tymi wszystkimi tajemnicami i dziwnymi zdarzeniami, ale cała szkoła, uczniowie, atmosfera naprawdę mi się podobała. Dyrektorka, która nie ma wszystkich gdzieś i wychodzi tylko na obchód szkoły. Tak naprawdę ona żyje tą szkołą, uczniami, rozmawia z nimi, pomaga, zachowuje się jak przyjaciółka, trochę starsza ciocia. Cała społeczność tworzy wielką rodzinę. I co najważniejsze, jak ja bym chciała być na miejscu Allie i poznać takiego Sylviana i Cartera. O boziu, czemu takich chłopaków poznaję tylko w książkach? Idealnych ze swoimi wadami i zaletami. Przystojnych, pociągających, tajemniczych… 

„Po prostu… uważaj na siebie, Allie. Tutaj nie wszystko jest takie, jak się wydaje.” [s.98]

Przeczytać książkę i nie wiedzieć, co ze sobą począć… Możecie wierzyć lub nie, ale tak się właśnie czułam. Właśnie takie emocje targają mną po zakończeniu „Wybranych” C.J. Daugherty. Nie wiem, jak autorka mogła zakończyć swoją książkę w tym właśnie momencie! Widząc podziękowania po skończeniu ostatniego rozdziału nie mogłam uwierzyć w to, że muszę teraz czekać kolejne kilka miesięcy, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Pani Daugherty, nawet nie wie pani, co ze mną zrobiła! Jestem ciekawa, co też autorka wymyśliła w kolejnych tomach. I naprawdę nie patrzcie na to, że „Wybranych” odkryła ta sama osoba, która odkryła również „Zmierzch”, bo mogę się spodziewać, że niektórzy właśnie po tym skreślą tę pozycję. „Wybrani” są zupełnie inni od sagi Stephenie Meyer, a trzeba pamiętać, ze Stephenie nie jest taka straszna, jak o niej piszą, patrząc na jej świetnego „Intruza”. Dajcie im szansę, nie patrząc na nią, ale patrząc na samą książkę i autorkę. Autorkę, która swoim debiutem pozytywnie mnie zaskoczyła i życzę jej, aby każda kolejna książka była równie dobra, a nawet lepsza od pierwszego tomu jej trylogii.

___

Trylogia „Akademia Cimmeria”:
1. Wybrani | 2. Legacy | 3. Fracture

poniedziałek, 25 marca 2013

Zbuntowane anioły – Libba Bray




Autor: Libba Bray  (strona autorki)
Tytuł: Zbuntowane anioły
Seria: Magiczny krąg #2  (strona trylogii) 
Cykl wydawniczy: Czytaj po zmierzchu
Oryginalny tytuł: Rebel Angels
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: marzec 2010
Stron: 488
Ocena: 8/10






„Nie mają pojęcia, że to nie jest jedyny istniejący świat. Że daleko za groźnym, zamkowymi murami Akademii Spence, daleko poza zasięgiem pani Nightwing, mademoiselle LeFarge i innych nauczycieli kształtujących nas niczym miękką glinę, daleko poza samą Anglią, znajduje się miejsce niezwykle piękne i przerażająco potężne. Miejsce, w którym każde marzenie może się spełnić, więc trzeba marzyć bardzo ostrożnie. Miejsce, które może być niebezpieczne. Miejsce, które jedną z nas już zabrało.” [s.20]


Zbliża się Wigilia Bożego Narodzenia. Choinka, święta spędzone w rodzinnym gronie, wieczorki taneczne, spotkania towarzyskie, a przez ten czas trzeba zachowywać się jak na prawdziwą młodą damę przystało. Szesnastoletnia Gemma Dole opuszcza mury Akademii Specne na ferie świąteczne. Czas spędza z przyjaciółkami oraz na spotkaniach z przypadkowo poznanym, uroczym i przystojnym Simonem Middletonem. Jednak sielanka nie trwa długo. Pojawiają się dziwne i wyczerpujące wizje z trzema dziewczynami w bieli. I nie można zapomnieć o zadaniu do wykonania. Trzeba znaleźć Świątynie i zapieczętować magię. Ale jak to zrobić, jeśli nikt nie wie gdzie ona się dokładnie znajduje, a odszukanie jej nie będzie wcale takie proste, jakie się może wydawać. Nie można zapomnieć o Kirke, która kroczy za Gemmą, Felicity i Anną krok w krok. Czy nowoprzybyła nauczycielka skrywa jakieś mroczne tajemnice? Co jest tak naprawdę z Pipą? Czy dziewczyny będą na tyle silne, aby odnaleźć Świątynie? Kim jest Kirke i czy ich dopadnie? Czy Gemma będzie szczęśliwa z Simonem? Czy dziewczyna spełni swoje przeznaczenie?

W kontynuacji „Mrocznego sekretu” mamy okazję zwiedzić znaczną część Międzyświata. Centaury, Makowi Wojownicy, Niedotykalni, Grota Westchnień, Syreny to tylko jedne z wielu intrygujących postaci czy miejsc z tego dotychczas cudownego i przepełnionego magią miejsca. Nowi bohaterowie w magicznym jak i nowe osobistości w ogólnodostępnym świecie, jakim jest nasz szara, pozbawiona tych wszystkich cudowności Ziemia, gdzie niestety nie pojawia się nic, czego chcemy jak za sprawą dotknięcia czarodziejskiej różdżki. Nowa nauczycielka, pacjenci szpitala w Bethlem oraz sam Simon Middleton to tylko jedni z kilku ciekawych postaci, które odegrają rolę w powieści.

I wiktoriańska Anglia, w której akcja powieści jest osadzona .Czasy te są intrygujące i czarujące same w sobie. Dostojni młodzi dżentelmeni, skromne i ułożone młode damy to tak daleki obraz, jeśli spojrzeć na dzisiejszych nastolatków. Zachowanie, mentalność, maniery tak dalekie od tych, które prezentują w szczególności i w większości dzisiejsi młodzi panowie. Ach, jak młode i te starsze kobiety tęsknią za tak dobrym wychowaniem. Tą czarującą aurą bijącą z historii osadzonych w tych czasach można się w pewien sposób uzależnić, a ja już to zrobiłam.

„Zbuntowane anioły” to już drugi tom trylogii „Magiczny krąg”. Czy odnajdujemy w niej odpowiedzi na nurtujące nas pytania? Każdy zadaje sobie inne, więc z pewnością każdego zadowoli ona w inny sposób. Kiedy myślałam, że brak w tej części podobnej aury tajemniczości i akcji jak w pierwszej, Bray znowu mnie powaliła na kolana. Zaskoczona takim obrotem spraw musiałam na chwilę przerwać lekturę, bo nie mogłam wręcz wbić sobie do głowy to, co w danym momencie zaserwowała mi autorka. Skomentowałam to słowami „Boże.. co za książka, co ja czytam” nadal nie wierząc, czego właśnie byłam świadkiem.


Nie przypominam sobie, żeby w ostatnim czasie, któraś z książek wywołała u mnie takie emocje. I Libba nie zrobiła tego ze mną w ostatnim tomie, kiedy wszystko powinno zostać wyjaśnione, a wszystko było dla niego wielkim zaskoczeniem przy wyjaśnianiu wszystkich sekretów, które nie powinny być już dla czytelnika sekretami. Ze mną zrobiła to już w tej części i drżę już na samą myśl, co postanowi zrobić ze mną w tym wielkim, opasłym następnym tomiszczu. Końcówka naprawdę zmieniła całą ocenę tej książki, oczywiście na plus, bo raczej nie mogłaby na nic innego po mojej reakcji. Dwie pierwsze części trylogii Libby Bray oczywiście polecam, bo trudno byłoby tego nie zrobić po magicznym pierwszym i tak zaskakującym drugim tomie.


___

„- Co się stało, to się nie odstanie. Możemy tylko iść naprzód.” [s.121]
~~~~
„ – Nie możesz ufać im, Filonie.[…] Ich obietnice są jak sława – blakną z czasem.” [s.173]
~~~~
„Ludzie spiszą to tu, to tam, uzbrojeni w poczucie celu. A my chodzimy między nimi bez skrępowania – maleńka cząstka bezimiennego tłumu zderzająca się z przypadkiem, z przeznaczeniem.” [s.221]
~~~~
„ – A jeśli zło tak naprawdę nie istnieje. Jeśli zostało wymyślone przez nas i w rzeczywistości musimy walczyć tylko z własnymi ograniczeniami? Jeśli to jest tylko ciągła bitwa między naszą wolą, a pragnieniami i decyzjami?” [s.249]
~~~~
„ – Ludzie nie zawsze są tym, kim byśmy chcieli, żeby byli.” [s.448]
~~~~
„ – Nie można trzymać życia w klatce.” [s.465]

___

Trylogia Magiczny krąg składa się z:
1. Mroczny sekret | 2. Zbuntowane anioły | 3. Studnia wieczności

czwartek, 27 grudnia 2012

"Sherlock"


Sherlock Holmes – postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Cyniczny, chłodny, z ciętą ripostą zawsze na podorędziu. Diablo inteligentny i niezwykle spostrzegawczy. Ekscentryk jakich mało. Samotnik. Największy detektyw wszechczasów.
Geniusz.
Znany przede wszystkim w odsłonie sir Arthura Conan Doyle’a, czyli jego twórcy – w długim płaszczu i kapeluszu, z lupą i elegancką laseczką. Dżentelmen XIX wieku.

Na podstawie książek Doyle’a powstało już tyle ekranizacji, że trudno się w tym wszystkim połapać. Jedna jest podobna do drugiej, chociaż każda stara się czymś zaskoczyć widza. Zazwyczaj udaje się to w stopniu niewielkim lub w ogóle żadnym. Zdarzają się jednak perełki, które zachwycają i rozkochują w sobie do granic możliwości. Do tej grupy należy właśnie serial BBC „Sherlock”.
Dlaczego więc, choć filmów takich na pęczki, właśnie ta wersja mnie zachwyciła do tego stopnia, że choć nigdy nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana historiami o Holmesie, teraz na moim biurku dumnie prezentuje się potężne tomiszcze „Księga wszystkim dokonań Sherlocka Holmesa” (swoją droga fantastyczna pozycja, ale o tym może kiedy indziej)?

To uwspółcześniona historia słynnego detektywa, która rozgrywa się, no a jakżeby inaczej, w Londynie. Ale XXI wiek nie wyklucza się z atmosferą iście w stylu Doyle'a. Londyn w tym kinie to miejsce tajemnicze, prawdziwe, żyjące, to nie tło wydarzeń, lecz ich bohater.
Benedict Cumberbatch wciela się w Sherlocka ze swobodą, której inni odtwórcy tej roli mogą mu pozazdrościć. Kreuje detektywa takim, jaki powinien on być w XXI wieku, niby podobnego do głównych bohaterów dzisiejszych seriali, np. House'a czy Mentalisty, bo cynika, aroganta, wywyższającego się geniusza, a jednak tak innego, bo... Bo po prostu ma to COŚ.
A inne postacie? Przecież serial to nie tylko główny bohater! Na uwagę zasługuje tu Martin Freeman w roli Watsona. To nie tylko tło dla geniusza, to równorzędna postać, która jak najbardziej wnosi do fabuły coś ponad sympatyczne towarzystwo dla szalenie inteligentnego wredniaka. Jest postacią z charakterem, a jego rozmowy z Sherlockiem często bawiły mnie do łez.
Co jeszcze... Ach, muzyka! Tak, to integralna część tego filmu, idealnie komponuje się z treścią i daje potwierdzenie starej dobrej zasadzie mówiącej, że doskonała muzyka do filmu jest tak dopasowana, że aż jej nie słychać. Choć z drugiej strony to szkoda, bo David Arnold i Michael Price odwalili kawał dobrej roboty, komponując coś tak nastrojowego i wprowadzającego w ponadczasową atmosferę Londynu, zarówno tego dziewiętnastowiecznego, jak i tego współczesnego, bo, tak właściwie, to przecież to samo miasto, a zmieniły się w nim tylko dekoracje - serce pozostało dokładnie to samo.
Co jeszcze zasługuje na pochwałę? Naturalnie efekty. Często na ekranie pojawiają się "podpowiedzi", ukazujące treść SMS-ów, wyniki wyszukiwania w Internecie czy spostrzeżenia Sherlocka. Ponadto piękne przejścia, a właściwie to cały montaż sprawiają, że film staje się bardzo dynamiczny.
Zagadki przed którymi staje Sherlock są zawikłane i w pierwszej chwili wydają się niemożliwe do rozwiązania, jednak trzeba przyznać, że kiedy tłumaczy on, jak doszedł do rozwiązania, staje się to nagle tak oczywiste, że aż czuję się głupia. Dodatkowo, jeśli ktoś zna twórczość Doyle’a, wyczuje wszystkie subtelne nawiązania do jego książek – są jak wielkie oko puszczane przez scenarzystów do widza: „Wiemy, że wy wiecie o co chodzi”.

No to może teraz krótkie podsumowanie. Liczne humorystyczne scenki, muzyka, Londyn, no i oczywiście ten cudowny Sherlock… - to wszystko składa się na dopracowaną do ostatniego szczególiku, iście brytyjską, doskonale odświeżoną ekranizację klasyki, której zakończenie wbija w fotel. Nie mogę się już doczekać trzeciego sezonu, który jest niestety planowany dopiero na jesień 2013! Na osłodę pozostaje mi opasła księga pełna przygód oryginalnego Sherlocka. Może jakoś wytrzymam…

niedziela, 11 listopada 2012

Sakrament chwili obecnej

Rosamund Lupton
"Siostra"
Wyd. Weltbild
320 stron
"Najdroższa Tess,
zrobiłabym wszystko, żeby być z Tobą teraz, w tej chwili, móc trzymać Cię za rękę, spojrzeć na Twoją twarz, słuchać Twojego głosu. Jak list może zastąpić doznania dotykowe, wzrokowe i węchowe - zapewniane nam przez receptory czuciowe, nerwy wzrokowe i wibrujące bębenki w uszach?"[1] - tak brzmią pierwsze słowa Beatrice, która w powieści angielskiej pisarki Rosamund Lupton "Siostra", opowiada swoją dramatyczną historię.

Już ten wzruszający początek sugeruje, że wydarzyło się coś złego. Rozstanie, kłopoty, tęsknota, bezradność - tak wiele mieści się w dwóch krótkich zdaniach. Jeszcze nie wiemy o co chodzi, jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji, jednak niepokój rośnie. Beatrice zaczyna swoją opowieść niejako od środka. Czytamy między wierszami i powoli dociera do nas prawda. Tess, ukochana siostra naszej bohaterki, nie żyje. Znaleziono ją martwą w Hyde Parku, w starej, nieczynnej, męskiej toalecie. Z pociętymi nadgarstkami. 

Wszystko wskazuje na samobójstwo, a jednak coś nie daje Beatrice spokoju. Tak bardzo z siostrą były sobie bliskie, tak dobrze się znały, dzieliły się ze sobą wszystkimi smutkami i radościami. Każdym drobiazgiem. Tess była osobą radosną, kochała życie. To nie mogło być samobójstwo, dochodzi do wniosku kobieta i zaczyna węszyć wokół sprawy. Nikt jej oczywiście nie wierzy, nikt nie słucha argumentów. Jak nietrudno zgadnąć Beatrice się nie poddaje. Stopniowo zbliża się do odkrycia szokującej prawdy, nie zauważając przy tym, że sama naraża się na niebezpieczeństwo.

Choć "Siostra" leży na półce z thrillerami, zaklasyfikowałabym ją nieco inaczej. Nie ma tu typowej dla thrillera akcji czy mrocznej grozy, wątek kryminalny jest raczej tłem. Na pierwszym planie rozgrywa się dramat kobiety, która straciła kogoś bliskiego, kobiety przepełnionej bólem i poczuciem winy. 

Rosamund Lupton
źr. rosamundlupton.com
Powieść Rosamund Lupton ma formę listu, w którym Beatrice dzieli się ze swą nieżyjącą siostrą, wszystkimi swoimi przemyśleniami, uczuciami. Opowiada w nim całą historię, od momentu gdy dowiedziała się o zaginięciu Tess. Narracja jest więc pierwszoosobowa. Beatrice opowiada, my słuchamy. I im bliżej końca tej opowieści, tym bardziej chciałoby się zrozpaczoną kobietę wziąć za rękę, objąć, przytulić. Tak bezpośrednio przekazywane emocje sprawiają, że czujemy się mocniej związani z bohaterką. Czytając jej intymne zapiski, stopniowo zżywamy się z bohaterką, coraz uważniej śledząc jej losy. Bee, jak nazywała swoją siostrę Tess, dążąc do rozwiązania zagadki śmierci siostry, przy okazji ma szansę na przeanalizowanie własnego życia. "Twoja śmierć nauczyła mnie, że teraźniejszość jest zbyt cenna, by ją marnować. Wreszcie zrozumiałam, na czym polegał sakrament chwili obecnej. To wszystko, co mamy."[2]

"Siostra" jest bardzo dobrą powieścią psychologiczną. Portrety bohaterów są wiarygodne, łączące ich relacje dopracowane. Emocje rosną z każdą stroną i tak naprawdę do ostatnich stron nie można mieć pewności, jak ta historia się skończy. Finał jest zaskakujący. Sam motyw samobójstwa, w które wierzą wszyscy z wyjątkiem tej jednej, upartej osoby, która za wszelką cenę będzie chciała dociec prawdy, przy okazji narażając się na niebezpieczeństwo jest już oklepany i przedstawiany w wielu różnych wariantach. Jednak jak już wspomniałam, wątek kryminalny nie jest w tym przypadku najważniejszy. Staje się raczej pretekstem do analizy głębokich, międzyludzkich relacji, do wyciągnięcia na wierzch wszystkich emocji towarzyszących utracie bliskiej osoby. I tego bolesnego poczucia niewykorzystanych szans.

Sięgając po powieść Lupton warto zwrócić uwagę na przepiękne okładki polskich wydań powieści. Zwłaszcza wydanie Świata Książki ogromnie mi się podoba. Piękna, czarno-biała fotografia z czerwonym akcentem przykuwa wzrok. Okładkę w tym samym klimacie ma też kolejna powieść Lupton "Potem".

Jeśli tak wygląda debiut Rosamund Lupton, to ogromnie jestem ciekawa, co zaprezentuje pisarka w kolejnych książkach.





[1]Rosamund Lupton, "Siostra", przeł. Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik, Wyd. Weltbild Media, 2011.
[2]Tamże, s. 295.




sobota, 13 października 2012

"Prawdziwa królowa Elżbieta II jakiej nie znacie" Andrew Marr


wydawnictwo: Marginesy
data wydania: wrzesień 2012
ISBN: 978-83-933758-3-7
liczba stron: 400
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
ocena poza skalą

Tę rodzinę zna cały świat. Ten kraj rokrocznie odwiedzają miliony turystów. Ten kraj był kolonialnym mocarstwem. Tego języka uczą się miliony ludzi na całym świecie. Z tego kraju wywodzi się wiele wybitnych osobowości z różnych dziedzin sztuki czy kultury. Wielka Brytania-wielka pod każdym względem. Od 59 lat na czele tej monarchii stoi Królowa Elżbieta II. Jeśli dożyje ona 2 czerwca 2013r. będzie najdłużej panującym władcą Wielkiej Brytanii.

Ale jaka właściwie jest królowa. Czy przypisywany jej chłód, dystans i obojętność (chociażby w sytuacji, gdy księżna Diana zmarła) jest uzasadniony? Czy to prawda, że żonę swego wnuka Wilhelma traktuje, jak kobietę z ludu? Ostatnio słyszałam, że księżna Katarzyna musi dygać przed "rodzonymi" członkami książęcej rodziny. Jeśli byłaby to prawda, to byłoby poniżające dla przyszłej żony króla Wilhelma.A wspomnę, że matka Elżbiety II pochodziła z ludu. Obserwatorzy od zawsze próbują rozgryźć, co się dzieje za tym "ponurym" usposobieniem. Wielu podejmowało się próby pisania rzetelnych biografii, choć wiadomo, że jest to utrudnione z wielu względów. Sylwetka Elżbiety II przeniesiono również wielokrotnie na duży ekran. Najbardziej pamiętny jest film pt. "Królowa" z Helen Mirren w roli głównej z 2006r. Aktorka za tę rolę otrzymała Oskara. Być może niektórzy z Was oglądali również "Jak zostać królem". Jest to historia Jerzego VI, ojca królowej, który boryka się z przypadłością jąkania oraz strachem przed publicznymi. Czemu wspominam o Jerzym VI? Ponieważ król miał brata, który był naturalnym następcą trony. Jednak zrzekł się on trony, by poślubić rozwódkę. Gdyby nie ten fakt Elżbieta II zapewne cieszyłaby się życiem z dala od dworu i polityki.

Autorem biografii królowej jest Andrew Marr-dziennikarz i obserwator brytyjski. Autor w książce stara się przedstawić prawdziwą twarz królowej. Robi to przez pryzmat wychowania jej przez rodziców, jak i wydarzenia, które wpływały i wpływają nadal na jej wizerunek. Autor wspomina, że gdyby królowi Jerzemu VI i jego żonie Elżbiecie Bowes-Lyon urodził się jeszcze syn, to on byłby królem bez znaczenie którym byłby dzieckiem. Ponoć Elżbieta będąc dziecka modliła się o brata. Stało się inaczej i to ona po śmierci ojca stanęła na czele monarchii. Według ludzi z którymi ona pracuje (a ja zawsze myślałam, że ona jest istnym figurantem) wypowiadają się oszczędnie, ale i z wielką sympatią. Dziennikarz przytacza wiele zwyczajnych, rodzinnych wydarzeń, często dramatycznych, gdzie wyłania się obraz królowej sympatycznej, empatycznej, wyrozumiałej oraz bardzo dyskretnej (pamiętajmy, że nigdy nie udzieliła wywiadu telewizji, ale i nie ujawnia ona swoich rozmów z kolejnymi przedstawicielami rządu).

Królowa też jest opisana jako osoba, której niełatwo było iść z duchem czasu. Jej zacofania wynikało z różnych kwestii. Opisany jest również stan majątku rodziny królewskiej. Można się dowiedzieć, że do rodziny królewskiej należy np. dno morza, najsłynniejsze ulice i budowle w Londynie itp. Są również opisane niełatwe relacje między księciem Filipem a jego synem księciem Karolem. Podoba mnie się np. fakt, ze w całym uwielbieniu dla królowej Marr nie bał się określić Elżbiety, jako osoby bez wykształcenia. Marr nie bał się poruszać także tematów trudnych i tabu. Jednak wniosek jest jeden. Na zewnątrz królowa jesy oschła, bo tego się od niej oczekuje!

Książka jest zbiorem informacji nie tylko z o samej rodzinie królewskiej, ale też wiedzy historycznej, politologicznej, kulturalnej itp. Jest to szerokie kompendium wiedzy i jakbym chciała wszystkie wątki opisać zajęłoby to wiele czasu i podchodziłoby pod książkę. Dlatego sami się musicie przekonać czym ujęła mnie ta pozycja. Bo to nie tylko treść, ale i zdjęcia i wszystko czego należy szukać w takiego rodzaju publikacji.

wtorek, 18 września 2012

"Siostra" Rosamund Lupton

Tytuł oryginału: Sister
Ilość stron: 319
Wydawnictwo: Świat Książki
Gatunek: Thriller psychologiczny 


„Odrzyjmy wszystko z pozorów i dotrzyjmy do sedna. Miejmy emocje i przekonania, nie ukrywajmy ich za grzecznościowymi rozmówkami.”

"Siostra" jest debiutancką powieścią autorki scenariuszy Rosamund Lupton. Miałam już okazję przeczytać inną książkę tej pisarki "Potem"(recenzja), która wywarła na mnie ogromne wrażenie, dlatego nie mogłam więc sobie odpuścić zapoznania się z jej pozostałymi powieściami. Jaki poziom serwuje Lupton swoim debiutem? Czy "Siostra" jest "mrocznym i wzruszającym thrillerem", jak głosi napis na okładce?

"Chwytałam chwilę tak mocno, jak tylko umiałam i cieszyłam się nią dogłębnie, bo kto wie kiedy zostanie mi to zabrane? Twoja śmierć nauczyła mnie, że teraźniejszość jest zbyt cenna, by ją marnować. Wreszcie zrozumiałam na czym polega sekret chwili obecnej. To wszystko co mamy".

Moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy… - rozpaczliwie powtarza Beatrice, odkąd poznała potworną prawdę. Rzeczywistość jest gorsza od koszmarnego snu. Zaginięcie, dni gorączkowych poszukiwań, wreszcie – ciało znalezione w śniegu. Policja, przyjaciele, nawet matka – wszyscy wierzą w hipotezę „samobójstwo”. Ale nie Beatrice. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, na własną rękę szuka przyczyn tragedii. Prawda okazuje się bardziej bulwersująca od najgorszych podejrzeń.
„Kiedy mówię o nieodwzajemnionej miłości, większość z was pewnie myśli o miłości romantycznej. Jest jednak wiele innych rodzajów miłości, której nie odwzajemniamy w sposób wystarczający, jeśli w ogóle. Zbuntowana nastolatka może nie kochać matki tak, jak ona kocha ją; agresywny ojciec nie odwzajemnia niewinnej, otwartej miłości małego dziecka. Żałoba jest jednak najbardziej nieodwzajemnioną miłości...”

Najdroższa Tess...
Książka napisana jest w formie nietypowego listu. Główna narratorka Beatrice opowiada całą historię zadając siostrze retoryczne pytania, powoli odkrywając prawdę i tłumacząc, że ani przez chwilę nie zwątpiła w to, że jej Tess nigdy nie odebrałaby sobie życia. Jest to list pełen miłości, ale bije z niego również samotność i tęsknota, emocje, które ciężko ubrać zręcznie w słowa, jednak Lupton to się udało.  Autorka w niesamowity sposób kreuje postać Beatrice, tworząc z większych i mniejszych szczegółów wyrazistą, pełną głębi bohaterkę. W trakcie czytania obserwujemy gruntowną przemianę wewnętrzną narratorki, co Lupton uzyskała świetnie opisując emocje targające nią podczas kolejnych poszukiwań i odkryć, jej wewnętrzne zmagania, niewypowiedziane słowa, które były przeznaczone tylko dla siostry, tworząc w ten sposób powieść bardzo oryginalną i równocześnie mroczną.

Autorka całą książkę zręcznie buduje napięcie, podrzucając niepasujące, ale wstrząsające elementy układanki oraz kilku podejrzanych,  prowadząc nieuchronnie do wstrząsającego finału. Udało mi się jednak domyślić, prawie pod sam koniec, kim jest zabójca, ale to co nastąpiło później... Ostatnie kilka stron to po prostu mistrzostwo, w życiu bym się tego nie spodziewała i nawet lektura "Potem" nie przygotowała mnie na coś takiego. Po skończeniu książki potrzebowałam kilku dni na ochłonięcie, ponieważ "Siostra" należy do tego typu powieści, które mimowolnie wywołują w czytelniku zadumę i zmuszają do przemyśleń.

"Siostra" jest thrillerem psychologicznym nie tylko z nazwy. Żywo oddziałuje na czytelnika, jest powieścią, obok której nie można przejść obojętnie, sam wzrok przyciąga już piękna okładka, świetnie oddająca samotność głównej postaci. Uważam, że obie książki Lupton zasługują na uwagę oczywiście ze względu na niesamowitą, emocjonującą treść. Gorąco zachęcam do zapoznania się z "Siostrą". Znajdziecie tam również mały polski akcent... Jesteście zainteresowani?

Ogólna ocena: 10/10!


wtorek, 7 sierpnia 2012

"Potem" Rosamund Lupton


Tytuł oryginalny: Afterwards
Liczba stron: 397
Wydawnictwo: Świat Książki

"Nie ma 'i żyli długo i szczęśliwie', ale jest 'potem'."*

Rosamund Lupton jest autorką scenariuszy i dwóch wybitnych thrillerów, które znalazły się na liście "Sunday Times". Jej pierwsza powieść "Siostra" była najlepiej sprzedającym się debitem brytyjskiej autorki.
Mam jakieś dziwne szczęście, gdyż biorąc książki do Anglii wybrałam wszystkie mające fabułę rozgrywającą się w Londynie. Dość zabawne wydawało mi się więc, że w mieście, w którym głównie pada cały czas, w książkach pięknie świeci słońce i są czterodniowe upały. :) Jednak na tym moje rozbawienie przy lekturze "Potem" się kończyło.

W dniu zawodów sportowych w prawie pustej szkole wybucha pożar. Grace wbiega w płomienie, aby ratować córkę. Obie budzą się w szpitalu... Jednak nie w swoich ciałach, a poza nimi. Chociaż mówią i czują, nikt ich nie widzi, niemo obserwują więc wydarzenia rozgrywające się w szpitalu. Szkoła została podpalona. Kto podłożył ogień? Czy dyrektorka, chcąca wyłudzić odszkodowanie czy dręczyciel Jenny? Grace i jej córka dochodzą powoli do przerażającej prawdy...

Książka "Potem" jest napisana w formie pierwszoosobowej. Narratorką powieści jest Grace opowiadająca swojemu mężowi całą historię. Relacja przeplatana jest różnymi wspomnieniami i naprawdę głębokimi myślami, dotyczącymi życia, religii, miłości i wielu innych spraw, nad którymi być może się zastanawiamy, ale nie robimy tego na skraju życia i śmierci. Bohaterka dochodzi do naprawdę intrygujących wniosków, które świetnie wpasowują się w mroczny klimat książki. Oklaski dla autorki należą się za tak zgrabne przekazanie własnych myśli w sposób jednocześnie nienarzucający się nikomu i dający dużo do myślenia. Forma powieści jest więc oryginalna,a do tego świetnie poprowadzona. Już od pierwszej strony, niesamowitym prologiem, autorka zręcznie budowała z małych cegiełek faktów i domysłów, przerażającą i szokującą prawdę, która co chwilę zaskakuje i co najważniejsze zostaje przedstawiona aż do końca. Większość czytelników woli nie zostawać w niewiedzy, kiedy chodzi o ważne odpowiedzi dotyczące akcji. Czasami oczywiście można sobie coś dopowiedzieć lub poznać reperkusję na frapujące pytanie w kolejnych tomach, jednak w tym przypadku raczej nie byłoby takiej możliwości, więc stopniowe, ale całkowite wyjaśnienie zagadki jest jak najbardziej zadowalające. Dzięki temu książkę doskonale się czyta i choć wiele razy było to już powiedziane i czasami jest to przesadzone, to naprawdę nie dało się od niej oderwać.

Paranormalność. Nieraz można się z nią spotkać w książkach czy opowiadaniach, określana jest nawet, jako odrębny gatunek literacki, dzielący się na podgatunki, więc thriller z wątkiem paranormalnym może się wydawać niczym niezwykłym, przecież jest ich wiele. Wszystko zależy jednak od tego, jak historia zostanie przedstawiona. Jest początek, środek i koniec, ale gdy elementy te nie tworzą całości, książka może być w najlepszych wypadku taka sobie. Wybierając "Potem" możecie być jednak spokojni. Części składowe książki zawierające thriller psychologiczny, paranormalność i sensację tworzą straszną i niesamowitą całość.

„Miłość nie może opuścić ciała, bo nie ono jest jej domem.”

Polecam książkę nie tylko wielbicielom gatunku, polecam ją naprawdę wszystkim. Dołącza ona do mojego wciąż powiększającego się zastępu ulubionych książek, ale uważam, że jest tego warta. Chociaż po tak enigmatycznym opisie  nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, to "Potem" zaskoczyło mnie ogromnie swoją jakością i nie żałuję ani jednej spędzonej z książką minuty i powtórzę się : watro po nią sięgnąć!

Ogólna ocena: 10/10!

*cytaty pochodzą z książki

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

W blasku diamentów – Anna Davis






Autor: Anna Davis
Tytuł: W blasku diamentów
Seria wydawnicza: Otwarte dla Ciebie: Romans
Oryginalny tytuł: The Jewel Box
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2012
Stron: 368
Ocena: 7/10




Londyn, lata 20. XX wieku. Trzydziestoletnia Grace Rutherford, felietonistka, która w swoich utworach opisuje życie West Endu. W swoich felietonach opisuje życie "kobiety nowoczesnej". Na co dzień zajmuje się swoją rodziną: matką, siostrą i jej dwójką dzieci. Całe życie rodzinę stawiała na pierwszym miejscu, jednak po pewnym czasie zrozumie, że ona też może oczekiwać coś od losu. Że musi zająć się też swoim życiem. Podczas jednych ze swoich wypadów, w klubie poznaje tajemniczego Amerykanina. Pierwszą randkę z Diabłem, jak nazywa mężczyznę w swoich felietonach, przerywa im zagadkowy gość, jak się później okaże sąsiad Grace. Co łączy tych dwóch mężczyzn? Jaką przeszłość skrywają? Czy Diabeł to właściwy mężczyzna dla Grace? Czy tak jak jest napisane na okładce wydania „będzie w stanie odróżnić zwykłą błyskotkę od prawdziwego diamentu”? 

Cała książka jest podzielona na trzy części. Przed każdym kolejnym rozdziałem można przeczytać felieton Grace z danego tygodnia. Są także rozdziały o przeszłości bohaterki, co daje możliwość lepszego zapoznania się z jej obecną sytuacją. Mamy pełen wgląd na jej życie, ale mniej na uczucia, bo stykamy się tutaj z narracją trzecioosobową, więc nie możemy dobrze tego wszystkiego odczuwać, jak przy narracji pierwszoosobowej.

Jest to moja druga książka z serii "Otwarte dla Ciebie" wydawnictwa Otwarte i uważam, że jest o wiele lepsza od poprzedniczki („Włoska tajemnica”). Może, dlatego, że wszystko dzieje się w moim ukochanym Londynie? Pewnie tak, ale to tylko tło. Historia napisana przez Annę Davis jest o wiele ciekawsza.  Wiadomo, jak to w romansach bywa jest dany schemat kobieta i dwóch mężczyzn. Kogo, więc wybierze?

„W blask diamentów” to nie literatura najwyższych lotów, ale dobra odskocznia od cięższych lektur i od problemów życia codziennego. Lekki styl autorki sprawia, że książkę czyta się łatwo i szybko. Nawet nie wiadomo, kiedy już przewraca się ostatnie strony powieści. Książkę polecam na pewno miłośnikom romansów, ale także tym, którzy poszukują łatwego, niezobowiązującego czytadła. A londyński klimat lat dwudziestych, po prostu robi wrażenie.

„Chodzi mi o to - powiedział - że gdy o kimś myślisz, gdy nie możesz o kimś zapomnieć, dostrzegasz go wszędzie wokół.”