Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Ronald Reuel Tolkien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Ronald Reuel Tolkien. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 stycznia 2013

Hobbit czyli tam i z powrotem – J. R. R. Tolkien




Autor: John Ronald Reuel Tolkien
Tytuł: Hobbit czyli tam i z powrotem
Seria tematyczna: Śródziemie (lista BiblioNETki)
Oryginalny tytuł: The Hobbit, or There and Back Again
Przekład: Maria Skibniewska
Wydawnictwo: ISKRY
Data wydania: 1997
Stron: 240
Ocena: 8/10




Kim jest hobbit? Istotą o niskim wzroście, twardych podeszwach i krępej posturze, mieszkającą w ziemnej norze. Takim hobbitem jest właśnie Bilbo Baggins. Ów Niziołek jak każdy z Bagginsów cieszy się powszechnym szacunkiem wśród sąsiadów. Bogaci, spokojni, przewidywalni, a co najważniejsze niemiewający przygód. Lecz Bilbo ma także w sobie krew Tuków. Rodu bardziej nieprzewidywalnego. Czy obudzi się w nim krew Tuków? Jakie skutki będzie miało spotkanie czarodzieja Gandalfa, a później całej gromady krasnoludów? Czy będzie nadal tym samym Bagginsem z Bag End, który dotychczas wiódł spokojne życie?

Z piórem chyba z najsłynniejszego angielskiego powieściopisarza, jakim jest J.R.R. Tolkien spotkałam się po raz pierwszy. Jego trylogia „Władca pierścieni” doczekała się już fenomenalnej ekranizacji, która biła rekordy popularności. Teraz nadszedł czas na „Hobbita”. I właśnie to skłoniło mnie do przeczytania książki, a raczej do sięgnięcia po nią szybciej niż zamierzałam. Pewnie nadal stałaby w szafce i czekała na swoją kolej. Jednak chęć pojechania miłośnika wcześniej wspomnianej trylogii jak i „Hobbita”, jakim jest mój tata i zamiar obejrzenia z nim tego na wielkim ekranie tylko to przyspieszył. I naprawdę nie żałuję, że to zrobiłam, a teraz tylko wyczekuję dnia, w którym będę mogła zasiąść w kinowej sali z kubkiem coli i dać się wciągnąć w ekranizację tej wspaniałej historii. 

„Hobbit” jest dla mnie fantastyką na najwyższym poziomie. Smoki, elfy, gobliny, krasnoludy i hobbici w najlepszym wydaniu skłoniły mnie do zapoznania się w najbliższym czasie z legendami staroangielskimi. Fantastyczny świat przedstawiony wykreowany przez Tolkiena jest przemyślany i dopięty na ostatni guzik. Już od pierwszej strony autor sprawił, że nie mogłam się od jego powieści oderwać, a to także za sprawą plastycznego języka, którym się posłużył. Niektórym może lub mógł przeszkadzać wysyp imion, których było czasami kilkanaście w jednym zdaniu, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało. Tolkien ma swój własny, wyjątkowy styl, który się wyczuwa, a którym mnie z pewnością zauroczył. Jednym może się on nie spodobać, drugim wręcz przeciwnie, ale tak jest ze wszystkim.

Jak można nie polubić małego Bilba Bagginsa? Jak można nie polubić krasnoludów? Jak można nie polubić jakże mądrego czarodzieja Gandalfa? Nie da się, po prostu się nie da. Hobbit jest tak przesympatyczną postacią wraz ze swoimi zaletami i wadami, że nie można go nie obdarzyć sympatią, tak samo sprawa się ma z krasnoludami, choć czasami nie mogłam znieść traktowania przez nich Bagginsa, kiedy spychali go do najbrudniejszej i najniebezpieczniejszej roboty. Jednak to pokazało tylko odwagę, jaką odznaczał się Bilbo, a także sprytem przy wykonywaniu tych zadań. Miło będę wspominała także ciekawe zagadki z Gollumem, które mnie naprawdę zaskoczyły.

„Hobbit” Johna Ronalda Reuela Tolkiena to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli powieści fantastycznych. Jest to zupełnie inny świat, do którego dosłownie autor mnie wciągnął. Razem z hobbitem przeżywałam zapierające dech w piersiach przygody, razem z nim szukałam wyjścia z danej sytuacji, a on najzwyczajniej w świecie mnie zaskakiwał, wbrew temu, jaki był kiedyś, kiedy to sąsiedzi wiedzieli, co w danej chwili powie, czy zrobi. Bez zastanowienia stwierdzam, że z pewnością sięgnę po trylogię napisaną przez Tolkiena jak i po inne jego powieści. A jeśli ktoś chce zatopić się w prawdziwym fantastycznych świecie gorąco polecam. Jest to pozycja zupełnie inna od tych paranormalnych romansów, w których smoki czy elfy odrywają jakąś tam rolę. Choć paranormale uwielbiam to uważam, że grzechem nie jest zapoznać się z tą zupełnie inną, wyjątkową historią, w której brak miłości ludzkiej istoty do istot nadprzyrodzonych za to jest świetna przygoda, z którą w żadnym paranormal romance się nie spotkałam, choć teraz wychodzi coraz więcej książek z tego gatunku. Myślę, że dzieła Tolkiena są jedyne w swoim rodzaju, dlatego też cieszą się takim uznaniem.


„My tu jesteśmy naród prosty i spokojny, nie trzeba nam przygód. Przygody! To znaczy: nieprzyjemności, zburzony spokój, brak wygód. Przez takie rzeczy można się spóźnić na obiad.” [s.7]

~~~~

 „Jeśli się chce coś znaleźć, trzeba po prostu szukać – tak przynajmniej pouczył Thorin swoich młodych podwładnych. Rzeczywiście, kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba.” [s.49]

środa, 1 sierpnia 2012

John Ronald Reuel Tolkien - Hobbit

John Ronald Reuel Tolkien urodził się pod koniec XIX wieku. Za początek jego zamiłowania do literatury możemy uznać rok 1911, kiedy rozpoczął studia w zakresie filologii klasycznej, a kilka lat później zaczął pisać opowiadania. Weszły one w skład Silmarillionu, czyli zbioru opowieści o Pierwszej Erze Świata poprzedzającej dzieje opisane w kolejnych dziełach Johna. Hobbit narodził się z historyjek, jakie sam autor opowiadał swoim dzieciom przed snem. Kolejną książką, jaką zasłynął Tolkien był Władca Pierścieni, nad którym prace zaczęły się jeszcze rok przed wydaniem poprzedniej powieści. Pisanie go zajęło ponad dziesięć lat. Stał się nie tylko światowym bestsellerem, ale także inspiracją dla osób zainteresowanych sztuką.

Hobbit albo tam i z powrotem to niezaprzeczalnie powieść fantasy, która miała być przeznaczona głównie dla dzieci, jednak podczas pisania, przeistoczyła się w książkę dla czytelników z nieco starszej grupy wiekowej. Autor przedstawił w niej świat, który sam stworzył – Śródziemie. Powieść zawiera opis plemion zamieszkujących tę krainę, hobbitów, elfy, gobliny, trolle i inne stwory. Ponadto każde z nich ma własne tradycje, historię i język, którym się posługuje. Istnieje tu również oryginalna rachuba czasu – występują trzy Ery Świata.

Akcja powieści rozpoczyna się od krótkiego wyjaśnienia tego, czym jest hobbit, wzmiance o głównym bohaterze oraz jego rodzie. Bilbo Baggins to hobbit, o którym mowa. Był to typowy, niczym nie wyróżniający się mieszkaniec nor. Mały, ubrany w zieloną bluzkę i żółte spodnie, o kręconych, gęstych włosach, z niemałym brzuchem. Lubił dobrze zjeść i prowadzić spokojne życie.

Wszystko zaczyna się komplikować, gdy któregoś dnia pewien starzec przychodzi do niego z wizytą. Po krótkiej rozmowie hobbit potrafi odgadnąć, że odwiedził go sam czarodziej Gandalf – człowiek o niskim wzroście i długiej brodzie, ubrany w szary płaszcz i wysoki, spiczasty kapelusz. Jego imię nie jest żadną nowością w Śródziemiu. Znany jest bowiem z męstwa, odwagi i mądrości. Gdy zjawia się w mieszkaniu Baggins’a, tłumaczy mu, że zgodnie z historią jego rodziny, hobbit ma w żyłach zamiłowanie do odkrywania nieznanych lądów i wyruszanie na wyprawy w poszukiwaniu przygód. Mimo że początkowo nie był zbyt przyjaźnie nastawiony do mężczyzny, a wizję ruszenia się ze swej przytulnej norki uważał za niedorzeczną, nie miał innego wyjścia – mag podjął decyzję za niego. Wkrótce do jego domu zaczęły schodzić się krasnoludy, było ich aż trzynaście. Okazały się chciwymi, żądnymi skarbów istotami. Zaplanowały wędrówkę do Samotnej Góry, gdzie zostały ukryte skarby, które należały do ich plemienia, lecz wejście tam nie było łatwe – najpierw trzeba było zmierzyć się ze smokiem, który stał na warcie.

Wyprawie towarzyszy wiele przygód. Podróżnicy napotykają między innymi na trolle i o mało nie płacą za to życiem oraz na gobliny skazujące ich na śmierć, której udało im się uniknąć dzięki zaklęciu Gandalfa. Jednak to nie koniec niebezpieczeństw. Z każdą przebytą milą staje się coraz gorzej, lecz z wielu sytuacji bohaterom udaje się wyjść bez draśnięcia dzięki sprycie i bystrym umyśle.

Język Tolkiena nie jest ciężki, jednak styl pisania zupełnie mi się nie spodobał. W zdaniu występuje więcej imion niż w nie jednej całej książce i jest to trudne do zapamiętania, a co dopiero do późniejszego rozróżnienia. Postacie mylą się, bo mają podobne nazwy, na przykład krasnoludy – Dori, Nori i Ori lub Kili i Fili. Autor rozdrabnia się nawet nad takimi rzeczami jak wspólne siedzenie przy stole lub wyciąganie instrumentów z worka, co jest dość nużące. Wydarzenia nie są rozplanowane, jest to „poplątanie z pomieszaniem”. Trudno było mi przebrnąć przez całą książkę, podchodziłam do niej wiele razy. Ma swoich fanów, lecz ja zdecydowanie do nich nie należę.

Osobom, które preferują jasny, rzeczowy opis sytuacji oraz wydzielenie odpowiedniego czasu na przedstawienie konkretnych bohaterów, książki tej nie poleciłabym. Jednak tym, którym nie przeszkadza żadne z tych rzeczy, z pewnością ją polecę. Ma swoje plusy i minusy. Jeśli nie przeczytasz, nigdy nie dowiesz się czy byłoby warto…

Kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba.