piątek, 31 sierpnia 2012

"Tajemnica siedmiu zegarów" Agatha Christie

tłumaczenie: Leszek Śliwa, Anna Pełech
tytuł oryginału: The Seven Dials Mystery
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 2005 (data przybliżona)
ISBN:
83-7384-351-5
liczba stron: 268
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Królową kryminałów jest niewątpliwie angielska pisarka Agatha Christie-córka Clary i Fredericka Miller. Agatha Christie jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów oraz najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów. Wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczonych na 45 języków obcych. We Francji sprzedano 40 milionów jej książek, podczas gdy zajmującego drugie miejsce Emila Zoli – 22 miliony. Pod pseudonimem Mary Westmacott wydała kilka powieści obyczajowych, które również cieszyły się popularnością.

Swojego czasu zaczytywałam się w twórczości Agathy Christie. Miałam długą przerwę, ale teraz postanowiłam wrócić do twórczości pisarki. Na pierwszy ogień "poszedł" kryminał pt. "Tajemnica siedmiu zegarów".

Na przyjęciu spotyka się grupka przyjaciół, jest wśród nich Gerry Wide. Mężczyzna lubi długo spać i stale się spóźnia. Przyjaciółmi Gerre'go jest m.in. Jimmy Thesigher oraz Ronny Devereux. Wpadają oni na pomysł, by zrobić śpiochowi psikusa. Udają się do miasta i kupują osiem zegarów. Ustawiają je na jedna godzinę i pozostawiają przyjacielowi w sypialni. Gdy na drugi dzień (mimo niemiłosiernego hałasu wydawanego przez budziki) Gerry się spóźnia wszyscy się zaskoczeni. Ale Gerry nie śpi, on nie żyję. Śmierć uznaje się za akt samobójczy. Jednak jeden fakt dziwi przyjaciół. Otóż zegary, które zostały ukryte, teraz stoją na widoku, ułożone równo obok siebie. Ale chwileczkę, coś się nie zgadza. Jest tylko siedem zegarów, a ósmy? Ósmy został wyrzucony przez okno. Co to oznacza? Czy to jakaś zaszyfrowana wiadomość? Ronny uważa, że Gerry nigdy by nie popełnił samobójstwa, bo i czemu miałby to zrobić? Mijają dni, córka właściciela, w którym doszło do owego samobójstwa udaje się do rezydencji i nagle pod koła jej samochodu wbiega Ronny. Kobieta przerażona, że zabiła mężczyznę udaje się z nim do lekarza we łzach. Lecz ten stwierdza, że ów młody człowiek został zastrzelony. Ale przez kogo, zastanawia się Bundle. Postanawia rozwiązać tę zagadkę. Kontaktuje się ona z Jimmy, przekazuje mu ostatnie słowa zmarłego, która brzmi "Jimmy, siedem zegarów". Młodzi wpadają na trop tajnego stowarzyszenia - Siedmiu Zegarów...

Nic dziwnego, że Agatha Christie jest uznana za królową kryminałów. Choć książka jest niewielkich rozmiarów, czytałam ją z wypiekami na twarzy i bystrym spojrzeniem w oczach. Pomiędzy linijkami tekstu próbowałam wydedukować, kto zabił Gerre'go i Ronny'ego. Wraz z Bundle układałam kawałeczki układanki i co? Niestety nie udało mi się odnieść sukcesu w tej dziedzinie. Zakończenie jest zaskakująca, tak bardzo, że "opadła mnie szczęka". Pisarka ma to do siebie, że potrafi tak skonstruować bieg wydarzeń, że czytelnik nie wie, co będzie na kolejnej stronie. Autorka także udawadnia tezę, że "najciemniej jest pod latarnią".

Cieszę, ze powróciłam do twórczości Christie. Bawiłam się wyśmienicie. Bundle, jako główna postać sprawdziła się idealnie. Jest młoda, energiczna, sprytna i pomysłowa. Prowadzi ona z pozostałymi bohaterami często dowcipne wymiany zdań, a jednocześnie jest niezwykle czujna, by wychwycić każdy fałszywy, potencjalny krok swego rozmówcy.

Polecam Wam tę książkę. Z pewnością i Was zakończenie całej historii zaskoczy.



wtorek, 28 sierpnia 2012

"Miłość w stylu retro" Sophie Kinsella

tłumaczenie: Magdalena Słysz
tytuł oryginału: Twenties Girl
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: czerwiec 2011
ISBN: 978-83-247-2149-8
liczba stron: 464
kategoria: romans
ocena6/6

Wiek XX jest niewątpliwie jednym z ulubionych źródeł inspiracji dla twórców z każdej dziedziny kultury i sztuki. Coraz więcej pojawia się książek, w których fabuła "zahacza" o lata poprzedniego wieku. Osobiście bardzo lubię pozycje o takiej tematyce, gdyż mam wtedy niemalże pewność, że książka będzie ciekawa oraz, że w barwny sposób pisarz przedstawi klimat tej epoki. Oczywiście, zdarza się i tak , że książka, która miała okazać się hitem, okazała się kompletną klapą. A jak było tym razem?

"Miłość w stylu retro" jest kolejną powieścią, która wyszła spod pióra Sophie Kinsell. Sophie Kinsella to pseudonim angielskiej pisarki Madeleine Wickham- autorki "Wyznania zakupoholiczki"

Główną bohaterką jest 28-letnia Lara. Lara jest na życiowym zakręcie: rzucił ja ukochany Josh, za namową koleżanki rzuciła pracę i założyła z nią firmę pośrednictwa pracy. Firma stoi na skraju bankructwa, gdyż wspólniczka wyjechała na wakacje, zakochała się i nie zamierzała wracać do kraju. Lara musi się sama zmagać z narastającymi problemami firmy, z ciągle nalegającymi klientami, a do tego umiera jej 105-letnia ciotka Sadie. Lara nigdy nie poznała Sadie, a teraz rodzice zmuszają ją, by udała się z nimi na pogrzeb ciotki. Sam pogrzeb nie przeraża dziewczyny. Ją przeraża spotkanie z pompatycznymi, nie sympatycznymi i ekscentrycznymi krewnymi. Stryj Lary jest bardzo bogatym człowiekiem. W młodości "z dwóch" monet zbudował kawiarniane imperium. Wszyscy są dociekliwi, jak to Lara radzi sobie po rozstaniu z Joshem? Pogrzeb trwa i, gdy trumna z ciałem ciotki ma zostać skremowana, Lara dostrzega młodą dziewczynę, która głośno artykułuje swój sprzeciw. Młodą dziewczynę widzi i słyszy tylko nasza bohaterka. Obawia się, że postradała zmysły, ale nie. Krzycząca dziewczyna to duch jej ciotki- Sadie, który nakazuje, by Lara powstrzymała kontynuację pogrzebu. Lara jak zaczarowania wykrzykuje, że nie można ciotki pochować, gdyż prawdopodobnie została zamordowana...

"Miłość w stylu retro" okazała się bardzo klimatyczną, przezabawną lekturą. Spełniła moje wszelkie oczekiwania. Bohaterowie są różni, dynamiczni, frywolni, bezpośredni i są idealni dopasowani do ról, które odgrywają. Lara- zagubiona, obłędnie zakochana(przynajmniej tak myśli), zdezorientowana, nie mająca pomysły, jak wyjść z kłopotów. Bardzo mi przypominała Bridget Jones. Natomiast Sadie, to kobieta silna, frywolna, idąca do przodu, nie przejmująca się opinią innych, posiadająca umiejętność zmuszania ludzi do tego, co jest w danej chwili wygodne.. Sadie mimo, że jest duchem i nikt jej nie widzi, kocha tańczyć i potrząsać "balonami". W czasie, gdy Lara i Sadie będą poszukiwać tajemniczego naszyjnika, to nauczą się od siebie wielu ciekawych rzeczy, Sadie się zakocha w żyjącym mężczyźnie, co doprowadzi do zabawnych i często krępujących sytuacji oraz odkrycia rodzinnej tajemnicy.

Czytając tę książkę świetnie się bawiłam. Autorka posługuje się lekkim i obrazowym piórem. Język jest plastyczny, sugestywny oraz bardzo ekspresyjny. Jest dużo przezabawnych dialogów, co powoduje się czyta się bardzo płynnie. Pisarka opowiada, o tańcach, strojach i zwyczajach XX wieku. Czuje się klimat poprzedniej epoki, a Lara poczuje go na własnej skórze. Śmiechu było co nie miara. Dałam tej pozycji szóstkę , że względu na umiejętność wprowadzenia mnie w stan euforii, ale także lekkiej zadumy nad życiem. Polecam








poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Amy. Moja córka - Mitch Winehouse


tytuł: Amy Moja córka
tytuł oryg.:  Amy. My daughter
autor: Mitch Winehouse
wydawnictwo: Wydawnictwo Sine Qua Non
rok wydania: 2012
ilość stron: 336

moja ocena: 7/10

Amy Winehose nie trzeba nikomu przedstawiać. Brytyjska wokalistka żydowskiego pochodzenia o niezwykłym, potężnym głosie wdarła się szturmem do naszych domów. Jej twórczość wzbudziła zachwyt światowej krytyki oraz zjednała jej fanów z całego świata. Jej gwiazda błyszczała niezwykłym blaskiem i zgasła tak nagle 23 lipca 2011 r. Złośliwi powiedzą, że to było do przewidzenia, ze sama się o to prosiła... Burzliwe życie Amy było cały czas monitorowane przez prasę plotkarską. Codziennie  w brytyjskiej prasie ukazywały się kolejne pijackie wybryki wokalistyki. A było ich naprawdę sporo... Śmierć Amy przyszła niespodziewanie i sprawiła, że na chwilę świat się zatrzymał. Zmarła w wieku 27 lat, co tylko nakręciło popkulturalne brednie o przeklętej liczbie i innych zdolnych muzykach, którzy odeszli będąc w tym samym wieku.
W rok po tych wydarzeniach Mitch Winehouse – ojciec Amy postanowił oddać hołd córce i napisał książkę o jej życiu. O tym jak było naprawdę. Żeby skończyć z wyssanymi z palca plotkami. Żeby opowiedzieć o swojej piekielnie zdolnej córeczce. A jest o czym opowiadać.
Amy Winehouse przyszła na świat 14 września 1983 w Londynie jako drugie dziecko Mitcha i Janis Winehousów. Od razu podbiła serca całej rodziny. Ojciec wspominał, że na oddziale noworodków krzyczała głośniej nie inne dzieci. Nie było w tym żadnej melodyjności. Po prostu przeraźliwie głośny płacz. Mała Amy od początku sprawiała rodzicom mnóstwo kłopotów. A to spotkała w parku jakąś ciocię i poszła z nią do domu nie mówiąc słowa przerażonej matce, która odwróciła się tylko na momencik. Innym razem schowała się w centrum handlowym i czekała aż ktoś ją znajdzie. Szkoły nie lubiła. Nie dlatego, że miała problemy z nauką. Nauka jako taka zupełnie jej nie interesowała. Dlatego dziewczynka nudziła się na lekcjach  i nie słuchała próśb i gróźb nauczycieli. Ponadto miała swój styl. Była prawdziwą indywidualistką. Przekraczała wszelkie szkolne standardy. To musiało kłóć w oczy grono pedagogiczne. Jedynym co Amy kochała naprawdę była muzyka. Śpiewała od początku. W takiej rodzinie nie dało się nie śpiewać. Dziewczyna dobrze wiedziała, ze to jest jej droga. Sama wzięła sprawy w swoje ręce i wysala podanie do Sylvia Young Theatre School. Jednak problemy z przedmiotami pozamuzycznymi sprawiły, że Amy po raz kolejny musiała zmienić szkolę.
Jej talent rozwijał się błyskawicznie. Swoim mocnym, "czarnym" wokalem wprowadzała w zachwyt i osłupienie wszystkich, którzy mieli okazję jej posłuchać. W międzyczasie poznała swoją pierwszą miłość. Nie był to udany związek. Dla Amy zakończył się boleśnie. Zaowocował jednak płytą „Frakn” opublikowaną w październiku 2003 r. Bo Amy pisała tylko o tym co sama przeżyła. Szczerość była najmocniejszą strona jej twórczości. Wszystkie emocje związane z Chrisem przelała w swoją muzykę i teksty piosenek. Album „Frank” zdobył uznanie brytyjskiej krytyki. Jej kariera nabierała tempa. Posypały się branżowe nagrody. Liczne koncerty potwierdzały tylko jej mocną pozycję na brytyjskiej scenie muzycznej. Mimo odważnego wyglądu w głębi serca dziewczyna miała ogromne problemy z tremą. Pomagał jej alkohol, który szybko stał się problemem...
Pewnego dnia Amy poznała Blake'a, a że miała tendencje do spotykania się z nieodpowiednimi facetami, szybko okazało się, że chłopak jest narkomanem. Miłość do Blake'a pchnęła ją w objęcia uzależnienia. Kolejny burzliwy związek dał początek drugiej płycie wokalistki „Back to Black”, która ukazała się w Wielkiej Brytanii w październiku 2006 r. Album natychmiast podbił serca Brytyjczyków i rozpoczął światowa karierę Amy. Wydawało się, że od tego momentu będzie tylko lepiej. Nic bardziej mylnego...

Nie jest to typowa książka biograficzna. Nie ma w niej typowego kalendarium wydarzeń, oceny krytycznej muzycznych dokonań, tekstów piosenek. Jest za to miłość. Ogrom ojcowskiej miłości, którego spotkała najgorsza rzecz, jaką tylko można sobie wyobrazić. Musiał pochować swoją ukochaną córeczkę. Mitch Winehouse napisał książkę niezwykle szczerą. Przytacza w niej wiele anegdotek z życie swojej niezwykłej córki. Ciepło i z uczuciem wspomina jej dzieciństwo i pierwsze sukcesy. Ale dzieli się także najgorszymi myślami. Przyznaje, że zaskoczyły go pierwsze doniesienia przyjaciół o problemie alkoholowym córki. Usprawiedliwiał ją sam przed sobą. Przecież wciąż była jego małą dziewczynką. Przyznaje, że był taki moment, że miał Amy serdecznie dość. Było to wtedy kiedy walczyła z uzależnieniem od narkotyków i od alkoholu. Kiedy obiecywała poprawę, a później i tak robiła swoje. Przyznaje, że żył w ciągłym stresie przez kilka lat, że bał się dźwięku telefonu, który mógł zwiastować najgorsze... Trzeba mieć odwagę, żeby napisać coś takiego.
Tata Winehouse był najlepszym przyjacielem Amy, co potwierdzała sama wokalistka w licznych wywiadach. Łączyła ich specjalna więź. Mitch zdaje sobie sprawę, że opinia publiczna obwiniała go o stan Amy, o jej uzależnienia, o nieudzielenie jej pomocy. Może te zarzuty nie były Take do końca bezpodstawne. Może nie powinien jej tak pobłażać i ustępować we wszystkim. Może trzeba było uderzyć pięścią w stół, to kazać zrobić, a tamtego zabronić. Nie wiem, nie mnie oceniać. W każdym razie w tamtym czasie nikogo nie obchodziła prawda. Znacznie ciekawsze było publiczne pranie brudów. Brukowce, jak sępy, czekały tylko na kolejne potknięcie Amy. Drukowały każdą, nawet najgorsza bzdurę.
Ta publikacja to nie tylko opowieść o sławnej wokalistce. Ale przede wszystkim świadectwo tego, przez jakie piekło przeszła rodzina i najbliżsi uzależnionej dziewczyny. Świadectwo ich walki o każdy dzień. Ich cierpienie jest o tyle gorsze, że wszystko odbywało się w świetle reflektorów i fleszy.
Bardzo cenię twórczość Amy Winehouse. Była inna niż wszystkie plastikowe lale, które trudno określić mianem „wokalistka”. Jej głos zwalał na kolana. Taki talent już się nie zdarzy. Wiadomość o jej śmierci sprawiła mi ogromny smutek. Tak po ludzku było mi jej żal. Żal młodej dziewczyny. Żal tych nieprzeżytych lat. Żal jej ogromnego talentu. Żal, że już więcej nic nie zaśpiewa. A śpiewała jak anioł...


piątek, 24 sierpnia 2012

"Zanim zasnę" S.J. Watson

tłumaczenie: Ewa Penksyk- Kluczkowska
tytuł oryginału: Before I Go to Sleep
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-7508-464-1
liczba stron: 408
kategoria: thriller/sensacja/kryminał

Wspomnienia to nasz historia. Wspomnienia to cząstka nas. Bez wspomnień bylibyśmy niczym. To one są świadectwem naszych czynów oraz prawdy, której od tak nie da się wymazać.
Niedawno opisywałam Wam moje zdanie na temat powieści "Pożeracz myśli", której fabuła także opierała się na temacie pamięci i wspomnień. Lubię takie książki i zawsze sięgam po nie z wielką ochotą.

Odnoszę wrażenie, że właśnie skończyłam czytać taką książkę. Książkę niezwykłą, niebanalną, wnikliwą i dostarczającą moc emocji.

"Zanim zasnę" opowiada wycinek z życia Christine Lucas. Zapytacie, dlaczego wycinek? Ponieważ, Christine mając niespełna trzydzieści lat, na skutek traumatycznego wydarzenia traci pamięć. Christine poznajemy, gdy ta ma już czterdzieści siedem lat i budzi się obok nieznanego mężczyzny. Ogrania ją panika, gdyż nie wie, gdzie jest, nie wie kim jest ten facet i skąd się wzięła w obcym domu. Pragnie, jak najszybciej uciec, by uniknąć niezręcznej sytuacji. Udaje się do łazienki i doznaje szoku. W lustrze widzi twarz kobiety w średnim wieku, a ona pamięta, że jest o wiele młodsza. Zdezorientowana widzi ponaklejane zdjęcia w łazience, swoje i tajemniczego mężczyzny. Z nich dowiaduje się, że ów mężczyzna jest jej mężem Benem. Ben po przebudzeniu tłumaczy kobiecie, że uległa wypadkowi, że każdego dnia budzi się z "czystą kartą" i nie pamięta dnia poprzedniego. Kobieta czuje pustkę, nie ma wspomnień, nie ma dzieci, przyjaciół i nagle dzwoni telefon. Dzwoni lekarz Christine, z którym ona spotyka się w tajemnicy przed Benem. Lekarz przekazuje jej pamiętnik, w którym każdego wieczora piszę wydarzenia dnia, by kolejnego móc to przeczytać i być może utrwalić wspomnienia. Kobieta zaczyna mieć przebłyski świadomości, przypomina sobie syna (o którym mąż nic nie mówił), napaść, przyjaciółkę. Czemu maż ją okłamuje? Czemu skrywa przed nią najważniejsze momenty w jej życiu? Czemu ma napisane w pamiętniku "NIE UFAĆ BENOWI"? Tego wszystkiego kobieta próbuje się dowiedzieć. Ze zlepków informacji próbuje odnaleźć swój sens życia na nowo....

Autorem tego intrygującego thrillera jest S.J. Watson. "Zanim zasnę" jest jego pisarskim debiutem. Książka trafiła na prestiżową listę "The New Tork Timesa" od razu na pozycję 7. Spośród brytyjskich pisarzy podobnym wyczynem może się pochwalić tylko J.K. Rowling. Prawa do książki zostały sprzedane do 42 krajów. Prawa do ekranizacji zakupił Ridley Scott. O rolę Christine rywalizują Kate Winslet, Cate Blanchet oraz Helen Hunt.

Te wszystkie nagrody i osiągnięcia nie dziwią mnie. Historia Christine mnie zachwyciła i wciągnęła. Nie mogłam oderwać się od lektury. Przerywałam czytanie na moment refleksji, na chwilę, by się zastanowić, czy ja dałabym radę żyć tak z dnia na dzień. Co czułabym, gdybym każdego dnia dowiadywała się, że moje dziecko nie żyję, że nie pamiętam pierwszego kroczku, słowa "mama", że nic nie mam. W takich momentach spoglądałam na śpiące już moje maluchy i chłonęłam każdą minutę, bo uświadomiłam sobie, że życie jest nieobliczalne i nie wiem, co mnie czeka.
Mogłoby się wydawać, że mała ilości bohaterów ( 3 głównych+2 bohaterów na ostatnich stronach książki) może być wadą. Otóż nie , jest to wielka zaleta tej pozycji. Narratorem jest Christine, to ona opowiada czytelnikowi, tyle ile jest potrzebne, by zaprzyjaźnić się z bohaterką. By poczuć jej zagubienie, samotność i wątpliwości, co do jej obecnej sytuacji. A Ben? Czy wzbudził moją sympatię? Owszem, na początku, a potem... NIe powiem.

Uważam, że warto sięgnąć po "Zanim zasnę". Powinna ona się spodobać nawet tym, którzy nie przepadają za tym gatunkiem literackim. Warto poznać zakończenie tej całej historii, która jest zaskakująca i pozostawia niedosyt. Polecam z całego serca.



czwartek, 23 sierpnia 2012

"Okup" Sophie McKenzie

tytuł oryginału: Blood Ransom
seria/cykl wydawniczy: Teo i Rachel
wydawnictwo: Akapit Press
data wydania: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-62955-30-5
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa
ocena 5/6

Nauka idzie do przodu. Naukowcy z zapałem rozwijają nowe technologie i zabiegi medyczne, by pozwolić człowiekowi jak najdłużej cieszyć się długim i szczęśliwym życiem. Człowiek już sklonował owieczkę Dolly, psa. A czy możliwe jest sklonowanie człowieka?

To właśnie temat genetyki i możliwości tworzenia swoich klonów jest głównym tematem najnowszej książki Sophie McKenzie pt. "Okup". Do tej pory nazwisko autorki było mi kompletne obce. Teraz już wiem, że jej książki cieszą się dużo popularnością wśród młodych i ciut starszych czytelników. W samej Wielkiej Brytanii książki jej autorstwa sprzedały sie nakładem 320 tysięcy egzemplarzy.

Ale słów kilka o fabule...
Teo i Rachel są klonami. Teo jest klonem szalonego naukowca Elijaha, który stworzył go na swoje podobieństwo, by przeszczepić młode serce Teo sobie. Natomiast Rachel jest klonem swojej starszej, zmarłej siostry. Para bohaterów zostaje uwolniona z rąk Elijaha i ze względu bezpieczeństwa ich obojga zostają rozdzieleni i wraz ze swoimi rodzicami przeniesieni do zupełnie innych miejsc. Jednak nastolatkowie utrzymują kontakt ze sobą poprzez internet. Jest to niebezpieczne, gdy Elijah ich szuka, ale nie tylko on. Tropi ich także RAGE-fanatyczna organizacja, która ma za cel zniszczyć Elijaha, jak i jego "wynalazki", czyli klony. Pewnego dnia Rachel znika bez wieści. W prasie się mówi o rzekomym samobójstwie dziewczyny. Teo nie wierzy w taki przebieg wydarzeń. Czuje, że za zniknięciem jego przyjaciółki stoi Elijah lub RAGE. Chłopak rusza przez Antlantyk do Szkocji, by odnaleźć dziewczynę...

"Okup" jest kontynuacją książki "Więzy krwi". I choć nie czytałam pierwszej części, w niczym mi ten fakt nie przeszkadzał. Ta część jest odrębną historią tych dwójki bohaterów. Wiadomo nie da się uciec od dawnych bohaterów, ale autorka w zgrabny sposób przeplata przeszłość z teraźniejszą oraz wyjaśnia "kto, co i dla czego". Fajnym zabiegiem było podzielenie książki na rozdziały, w których każdy bohater jest narratorem. To z jego punktu widzenia poznajemy obecną sytuacje. Kolejnym plusem jest płynność i dynamika akcji. Pogoń goni pogoń, ucieczka-ucieczkę. Nic nie jest oczywiste i przewidywalne. Razić starszego czytelnika może naiwność, infantylność i wiara w dobre intencje złego bohatera, która cechuje Rachel. Te cechy mogą być uzasadnione, w końcu to nastolatka, choć ja wolałabym, by bohaterowie byli trochę starsi. Wtedy ich heroizm, zdolność do poświęcenia, odwaga i zdeterminowanie byłaby bardziej wiarygodne. Choć się teraz trochę czepiam, bo pamiętajmy, że jest to książka skierowana do młodzieży, to i bohater musi być nastolatkiem, by czytelnik się z nim utożsamiał. Tak więc, więcej wad nie znalazłam.

Podsumowując jest to lekka w odbiorze pozycja, z ciekawym pomysłem na fabułę . Polecam

środa, 22 sierpnia 2012

"Książę Mgły" - Carlos R. Zafon


Carlos Ruiz Zafon zdobył wielką sławę dzięki bestsellerom Cień wiatru i Gra anioła. Jednak jego debiutancką powieścią był Książę Mgły. Autor ma swoich wiernych czytelników, głównie fanów literatury magicznej, ale dzięki tej młodzieżowej książce zyskał i mnie. Bo polubiłam postacie wykreowane przez Hiszpana, bo klimat mnie kompletnie urzekł, bo przeżyłam piękne chwile i płakałam rozstając się z moimi przyjaciółmi- bohaterami.

Na początku zaznaczę, że jest to jedyna książka tego autora, którą miałam przyjemność przeczytać, więc nie będę się odnosiła to całego jego dorobku literackiego. Aczkolwiek, jeśli jest o równie dobry, co Książę Mgły to nie dziwię się rzeszą fanów na całym świecie, którzy z tak wielkim entuzjazmem wchłaniają słowa Zafona.

Książę Mgły opowiada historię rodziny Carverów, którzy podczas wojny (rok 1943) przeprowadzają się do nadmorskiego miasteczka. Rodzice, dwie córki i ich syn muszą na nowo nauczyć się żyć, w nowym miejscu. Powoli poznają okolicę, a ich przewodnikiem zostaje Roland, który szybko zaprzyjaźnia się z Maksem i jego siostrą Alicją. Wtajemnicza ich w legendy i pokazuje magiczne miejsca, a na koniec zapoznaje ze swoim dziadkiem, Victorem, starym latarnikiem. Jednak cała historia nie jest sielanką. Na wyspie dzieją się dziwne i niewyjaśnione rzeczy. Co stało się z poprzednimi właścicielami domku Carverów? Kto zaatakował ich najmłodszą córkę? Kim naprawdę jest Victor, kim Roland, a kim tytułowa postać? Na te pytania, odpowiedzi szukajcie w Księciu Mgły.

Pierwszym, a zarazem największym walorem tej książki jest język. Bogaty w niesamowite opisy, piękne epitety i słowa, które idealnie skomponowane tworzą magiczną atmosferę. Np.:

(…)Przez okno zaczęły sączyć się pierwsze światła brzasku wystrajającego nad lasem. Pasma mgły snuły się pośród traw, zarośli i krzaków. Ciągnące od morza powiewały wiatru rozszarpywały je, (…)

Tak, więc śmiało można powiedzieć, że Zafon maluje słowem. Jego postaci zyskują, dzięki temu, prawdziwe charaktery, są jak żywi znajomi, z którymi włóczymy się po plaży i przeżywamy serię niesamowicie napisanych zdarzeń. A sama historia pochłania nas, aż sami nie zorientujemy się, że zostało nam tylko kilka kartek do końca opowieści.

Zakończenie, jakie zafundował swoim młodym czytelnikom Zafon, jest bardzo dojrzałe. Mówi o walecznych czynach, o honorowych wyborach, o wartościach, za które warto oddać życie. Bo to piękna opowieść o przyjaźni, o obietnicach, o przeszłości, o miłości a także o okrucieństwie świata. Tragiczne wydarzenia, są równoważone poprzez piękne młodzieńcze uczucie jakie rodzi się pomiędzy bohaterami. Beztroska, szczęście, niewinność i ta pierwsza prawdziwa miłość są odskoczniami od smutnego zakończenia. Czytelnikowi na zawsze zostaną w pamięci te piękne chwile, podczas których rozkwitała tak wielka miłość. Ale również kiedy rodziła się przyjaźń Maksa, Alicji i Rolanda.

Książkę polecam każdemu, nie tylko młodzieży. Jest to piękna opowieść, która oderwie nas od trosk i problemów codziennego życia. Pozwoli odetchnąć i przeżyć niesamowitą przygodę, na którą nikt nie jest za stary, czy za młody. Mnie osobiście urzekła historia trojga przyjaciół, a ich postaci zostaną ze mną na długo. Miłość Alicji i Maksa będzie mi symbolem młodzieńczego, a zarazem dojrzałego uczucia, tej prawdziwej, wielkiej miłości, która zdarza się raz w życiu. A całą książkę będę miło wspominać jeszcze przez długi czas. Magia słowa Zafona w Księciu Mgły zaczarowała mnie i mam nadzieję, że i wiele przyszłych czytelników.

sobota, 18 sierpnia 2012

"Dziesięciu Murzynków" - Agatha Christie

Za tę książkę zabierałam się od dawna. Co najmniej od roku. W bibliotece starałam się ją omijać szerokim łukiem, a ilekroć jednak wyciągałam po nią rękę, cofałam ją natychmiast. Dlaczego? Obawiałam się rozczarowania. Wiele razy zdarzyło się, że książka wychwalana pod niebiosa na blogach i portalach okazała się, w moim mniemaniu, niewypałem. Teraz wiem, że unikanie „Dziesięciu Murzynków” było po prostu bezsensowne. Okazało się, że to najlepsza przeczytana przeze mnie do tej pory powieść autorstwa Agathy Christie.

Dziesięć osób zostaje zaproszonych na odciętą od świata Wyspę Murzynków. Zdawałoby, że wszyscy znacznie różnią się od siebie. Nieoczekiwanie, nieznany im, nieobecny w domu, gospodarz oskarża całą dziesiątkę o zbrodnie, które nigdy nie zostały im udowodnione. W swych pokojach goście znajdują wierszyk o Murzynkach, które umierają jeden po drugim. Nie przeczuwają, że są w niebezpieczeństwie. Do czasu, gdy ginie jeden z nich, a cała reszta zaczyna podejrzewać się nawzajem…

Przyznam szczerze, podczas lektury niejednokrotnie miałam wrażenie, że książka ta przypomina bardziej horror niż kryminał. Co chwilę jakieś zabójstwo, a i działanie według ustalonego wcześniej planu, choć z nieznanych bliżej pobudek, bardzo typowe jest dla seryjnych morderców, których się namnożyło ostatnio w horrorach. Wiem, że na podstawie „Dziesięciu Murzynków” powstały dwa filmy. Chciałabym je obejrzeć, jestem bardzo ciekawa jak przedstawiono tę historię, ale sama myśl o włączeniu ich napawa mnie przerażeniem - nie sądzę, bym mogła po nich spokojnie zasnąć, bez dziwnego przeczucia, że morderca czyha za drzwiami mojego pokoju.

Kilka słów na temat bohaterów. Jest ich dziesięciu, co już na wstępie sugeruje, że mamy do czynienia z całym wachlarzem osobowości. Nieco porywczy policjant, młoda nauczycielka, szanowany lekarz, para służących oraz pięć innych, ciekawych postaci. Niektóre budzą sympatię, inne - niekoniecznie. Jedno jest pewne - wśród nich jest zabójca.

Miałam cichą nadzieję, że po przeczytaniu kilkunastu książek Christie odgadnięcie, kto stoi za morderstwami, okaże się proste jak budowa cepa. Nie muszę chyba pisać, jak Królowa Kryminału pozbawiła mnie złudzeń? Szczerze wątpię, czy jakikolwiek inny autor mógłby wymyślić coś równie skomplikowanego i inteligentnego zarazem. Już od pierwszego rozdziału miałam wytypowanych kilka osób, które, mimo braku ewidentnych dowodów, wydały mi się podejrzane. Byłam wręcz pewna, że któraś z nich jest mordercą, zabijającym z zimną krwią pozostałych gości. W mojej głowie wciąż powstawały „teorie spiskowe”, mające na celu określenie motywu postępowania wytypowanych przeze mnie bohaterów. Szkoda tylko, że żadna z nich nie okazała się właściwą, a wraz z biegiem wydarzeń zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego, iż nie ma sensu chociażby próbować przechytrzyć Agathę. Jak zwykle wpuszcza czytelników w maliny. Nie wierzę, by ktokolwiek mógł odgadnąć, o co tak naprawdę w całej sprawie chodzi. Zakończenie tej historii przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Autorka po raz kolejny udowodniła, że w pełni zasługuje na miano Królowej Kryminału. „Dziesięciu Murzynków” powinien przeczytać KAŻDY. To, z całą pewnością, najlepsza książka Agathy, może nawet najbardziej intrygujący kryminał, jaki kiedykolwiek czytałam.

piątek, 17 sierpnia 2012

Nicci French "Kraina życia"

Nicci French
"Kraina życia"
Wyd. "Książnica"
408 stron
Otwierasz oczy. Widzisz ciemność. Nie taką, jak nocą w pokoju z oknami okrytymi za fałdami zasłon. Ciemność, która cię otacza jest gęsta, nieprzenikniona, bez choćby delikatnej plamy światła. Zaczynasz nasłuchiwać. Jedynym dźwiękiem przerywającym nieznośną ciszę, jest bicie twojego serca. Czujesz ból. Nie możesz się poruszyć. To, na czym leżysz, nie przypomina miękkiego, wygodnego materaca. Jest zimne i szorstkie. Odkrywasz, że masz związane ręce i nogi, a ciemność spowodowana jest tym, że masz zasłoniętą twarz. Powietrze jest wilgotne, stęchłe. Bezskutecznie próbujesz ocenić swoje położenie. Nie pamiętasz skąd się tu wzięłaś. Nie wiesz, co cię czeka. Zaczynasz się bać.

Abbie Devereaux budzi się w ciemnościach, samotna, związana i zdezorientowana. Nie ma pojęcia gdzie jest, ani jak znalazła się w tym strasznym położeniu. W końcu zjawia się porywacz. Dziewczyna ma zasłonięte oczy, nie może więc zobaczyć mężczyzny, słyszy tylko głos. Głos ten wydaje jej się znajomy, ale ciężko jej rozpoznać złowrogi szept. Porywacz nie pozostawia jej złudzeń. Abbie nie jest jego pierwszą ofiarą i nie zostanie długo przy życiu. Mężczyzna nie wie jednak tego, co czytelnik książki. Panna Devereaux jest główną bohaterką powieści "Kraina życia" Nicci French i przynajmniej przez jakiś czas, musi jednak pozostać żywa. Abbie udaje się uwolnić i uciec. Problem w tym, że nikt nie wierzy w jej opowieść. Kobieta przed porwaniem przez dłuższy czas była pod wpływem silnego stresu, na dodatek jej życiowy partner okazał się damskim bokserem, czego skutki odczuwała wielokrotnie. W sprawozdaniu z dochodzenia dotyczącego porwania Abbie zamieszczono słowa lekarki, która nie ma wątpliwości, "że porwanie jest wytworem fantazji pacjentki, choć formalnie nie można tego uznać za fabrykowanie dowodów, a jedynie formę swoistego krzyku o pomoc."[1] Devereaux nie zostaje potraktowana poważnie. Kobieta nie potrafi wskazać miejsca, w którym była więziona. Lekarz ma wątpliwości co do jej stanu psychicznego. Śledztwo zostaje zamknięte.

Tymczasem, Abby próbuje dociec, co wydarzyło się w okresie przed porwaniem. Nadal niczego z tego okresu nie pamięta. Rusza więc po swoich własnych śladach, odbywając wędrówkę w poszukiwaniu wspomnień. Ustalając kolejne fakty i odwiedzając ludzi, z którymi mogla mieć kontakt przed traumatycznym przeżyciem, zbliża się do poznania niebezpiecznej prawdy. 

Sean French & Nicci Gerard
źr. unitedagents.co.uk
Nicci French to literacki pseudonim, pod którym kryje się angielskie małżeństwo Nicci Gerrard i Sean French. Niestety tej dwójce daleko do mistrzów gatunku. Jak na thriller psychologiczny, psychologii postaci jest jak na lekarstwo. W każdym razie ja się jakichś głębszych refleksji nie doszukałam. "Kraina życia" należy do tych książek, które czyta się błyskawicznie. Język jest prosty. Akcja toczy się dosyć żwawo (pomijając te chwile, w których Abby leży skrępowana i usiłuje ustalić co też jej się przytrafiło). Niestety zabrakło napięcia i ciekawych zwrotów akcji. Zakończenie jest banalne i rozczarowujące, a sama fabuła mało oryginalna. Wśród wielu thrillerów leżących na bibliotecznych czy księgarnianych półkach, z pewnością można znaleźć coś ciekawszego

---
[1]Nicci French "Kraina życia", przeł. Andrzej Leszczyński, Wyd. "Książnica", 2010, s. 118.

"Poślij chociaż słowo" Orlando Figes

tłumaczenie: Władysław Jeżewski
tytuł oryginału: Just send me word. A true story of love and survival in the Gulag
wydawnictwo: Magnum
data wydania: maj 2012 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-89656-79-7
liczba stron: 414
kategoria: literatura faktu

"Miłość cierpliwa jest, miłość łaskawa jest, nie zazdrości, nie szuka poklasku".

Miłość, to jeden z ulubionych tematów przewodnich książek z niemalże każdego gatunku literackiego. Ale są książki, w których miłość, to nie wytwór wyobraźni pisarza, a cud życia dwójki osób, tak autentyczna i niepokonana, że ratuje życie, burzy stereotypy, wpaja zasady oraz hartuje ducha walki i woli przetrwania.

Jesienią 2007 r. do Memoriału dostarczono trzy walizki. Tarasowały one wejście do pokoju, w którym pracownicy moskiewskiej siedziby Stowarzyszenia Memoriał przyjmowali interesantów. NIby, to tylko walizki, ale tak naprawdę to tylko opakowanie dla świadectwa prawdy, bólu, miłości, wiary, ale przede wszystkich ogromnej, niepokornej nadziei. W walizkach były kilka tysięcy listów, związanych ciasno sznurkami i gumkami, notatniki, dzienniki, dokumenty i fotografię. Jednak trzecia walizka okazała się skarbem, było tam: brązowe pudło z dykty, ze skórzanymi rogami i trzema metalowymi zamkami. Wszyscy pracownicy Stowarzyszenia wpatrywali się i oniemieli. Wpatrywali się oni na około 2 tyś. listów, a waga wiadomosci wynosiła 37 kilogramów. Czy ktoś z nas napisał do ukochanej osoby, ponad 2 tyś. listów? (nie mylić z smsami).

Listy należały do Lwa i Swietłany, dwójki zakochanych w sobie osób. Nie zauroczonych, a pożartych przez uczucie tak silne, że bez niego oboje by nie przeżyli okrutnej wojny, lat rozstania, tęsknoty i niepojętego przez innego człowieka szczęścia.

Lew poznał Swietłane w 1935 r. , gdy oboje dostali się na Wydział Fizyki Uniwersytetu Moskiewskiego. Oboje zdolni, z marzeniami, z nadzieją patrzyli w przyszłość i nagle uderzył w nich piorun uczucia miłości. Z początku uczucie było typowo duchowe, wspólne pasje, fizyka, poezja, potem miłość zaczynała rosnąć i nabiera siły. Miłość była, namiętność nie, bo pamiętajmy, że to lata 40-te XX wieku, gdzie szacunek do cnoty kobiety, był heroizmem ze strony mężczyzny. Lew był tradycjonalistą, wychowanym przez babcie, która mu wpoiła zasady etykiety, zachowania wobec kobiet. I tak młodzi trwali w miłosnym uniesieniu, do 1942 r. , gdy wojska niemieckie wkroczyły do ZSRR. Studenci byli powoływani do armii na oficerskie stanowiska, Lew również. Udał się na front, tam został pojmany, trafił do niemieckiego obozu pracy. Z faktu, że znał język niemiecki próbowano go zwerbować na szpiega, jednak Lew był prawym człowiekiem. Wolał śmierć, niż być nielojalnym wobec Stalina. Jednak nadszedł dzień wyzwolenia. Ale czy to dobrze dla Lwa? Amerykanie zaproponowali mu wyjazd do USA, by swoje uzdolnienia i wiedzę z zakresu fizyki wykorzystał w imieniu USA. Mimo perspektywy wolności, dobrobytu, pracy naukowej Lew wybrał drogę do domu, do kraju, do powojennej nędzy, do Swiety-miłości jego życia. Ale czy ukochana żyje, gdzie jest? Tego mężczyzna już nie wiedział. 

Naiwność wobec sytemu stalinowskiego zawiodła Lwa do obozu pracy w Gułagu. Wrócił do kraju, który był mu tak bliski i został pojmany, oskarżony o zdradę ZSRR. Poprzez manipulacje podpisał przyznanie się do winy i skazano go, na 10 ciężkich lat pracy w Gułagu. Ale co ze Swietą, tego już nie dowiedział się Lew, nie zdążył. Z Gułaga napisał do ciotki, która go zapewniła, ze Swieta żyje. Lew odżył, bo ukochana żyła, i nawet jeśli miałaby go już niekochać, to wciąż była i mogła byc szczęśliwa. I nagle przyszedł list od Swiety...

"Chciałabym tylko zobaczyć, że jesteś obok, kiedy się rano obudzę, a wieczorem opowiedzieć Ci, co się stało wszystko, co się stało w ciągu dnia, popatrzeć Ci w oczy i przytulić się do Ciebie. Ale na razie wystarczyłoby, gdybym dostała Twój dziesiąty list. To wszystko napisałam dlatego, że chcę Ci powiedzieć cichutko tylko trzy słowa – dwa są zaimkami, a trzeci czasownikiem (we wszystkich czasach jednocześnie: przeszłym, teraźniejszym i przyszłym)."

Lew wie, że Swieta go kocha i poczeka na niego. Nie mogli pisać oficjalnie listów, o sobie,uczuciach sytuacji politycznej, społecznej, czy tej za murem zakładu. Musieli pisać tylko sobie znanym systemem.Cenzura była bardzo ostra. Strażnicy okrutni, przemoc wobec więźniów nieokiełznana.

Lew pisał do Swiety o warunkach w obozie i wpływie, jaki na niego wywarły. Najbardziej był zmartwiony, że system obozowy wyzwalał w nim to co złe: ciasnota i walka o przetrwanie potęgowały kłótnie, uczucia nienawiści , zawiści i animozji.

Lew nie martwi się wyłącznie o siebie, martwi się przede wszystkim o Swiete. Kobieta często popada w stan depresji, nie jest to przypadłość, o której się w ZSRR się mówi. Coś takiego w tym kraju nie ma prawa istnieć. Swieta dzieli się z Lwem swoim humorem i obawami. Listy są terapią, wsparciem dla obojga. Oboje potrzebują tego drugiego...

Książka jest poruszająca. Orlando Figes, historyk i pisarz (na swoim koncie ma powieści o Rosji:"Tragedia narodu","Taniec Nataszy","Szepty")wykonał mozolną pracę, by w książce, przekazać czytelnikowi opowieść o dwójce Rosjan, którzy walczą z systemem, który miał ich bronić, a nie niszczyć. Walczą o swoją przyszłość. Autor chronologicznie zamieścił listy,a między nimi opowiada losy Swietłany i Lwa. Lektura jest poruszająca, do głębi wzruszona byłam, gdy ją czytałam. W książce znajdziemy również wiele zdjęć, które przedstawiają parę w różnym okresie ich życia. Pod opuszkami palców czułam uczucie tak głębokie i niemożliwe do wyrażenia. Jeśli myślicie, ze to literatura faktu, to nie jest tak. Ta lektura, to nie jest skupisko wywodów historycznych, dat i spekulacji. To pamiętnik, świadectwo miłości, która zniesie wszystko. I to jest w tej historii tak piękne.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Zaczytuję się w przygodach Harry'ego i błagam o więcej

"Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanika, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak na to, że jesteś MUGOLEM ! "


"Harry Potter i Kamień Filozoficzny"J.K Rowling od pierwszych stron wydaję się powieścią dla dzieci, ale to błędne podejście, ponieważ historia "chłopca, który przeżył" nadaję się dla każdego. Dopiero teraz mając tyle lat ile mam odnalazłam ukryty sens.

Harry jest chłopcem innym niż wszyscy, chłopcem nękanym przez bandę Dudley'a, chłopcem w workowatych spodniach,z połamanymi okularami. Jakby można było określić, go w kilku słowach powiedziałabym, beznadziejny przypadek !
 Pamiętajmy jednak, że nikogo nie można lekceważyć! Potter jest bohaterem chociaż sam o tym nie wie. Został ukryty w domu swojej cioci Petunie, nie dlatego, że Dumbledore chciał zrobić mu na złość, ale chciał Go chronić, przed wścibskimi spojrzeniami czarodziejów, chciał by nie stał się "słynnym zanim nauczy się chodzić i mówić! Słynny z czegoś, czego nawet nie pamięta" .
 Wydaję mi się, że mimo wszystko było to najlepsze wyjście, dzięki temu Harry jest uroczym jedenastoletnim chłopcem, który wie jak się zachować i doskonale wie co to skromność. Jest jak większość ludzi, którzy nie wierzą, że mogą coś osiągnąć, że są wyjątkowi !

Uwielbiam styl w jakim jest napisana książka. W lekki i przyjemny sposób przedstawia wydarzenia, które zmieniają świat. Dokonała charakterystyka bohaterów sprawia, że mamy ochotę sięgać po kolejne części HP z jeszcze większym zapałem ...

O to kilka bohaterów których osobiście uwielbiam :

Uroczy Dumbledore i jego spokojne podejście do świata. Lekko zwariowany, starszy pan, który jak nic zna się na magii...za jego uprzejmość aż chce się go przytulić.
" Albus Dumbledore przez wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwalem.... i ze swoich dzieł alchemicznych, napisanych wspólnie z Flamelem. Profesor lubi muzykę kameralną i kręgle."
 A jego największym marzeniem jest otrzymanie skarpetek pod choinkę :)

Rubeus Hagrid, strażnik kluczy i gajowy w Hogwarcie. Sympatyczny, pół olbrzym, z zadługim językiem, uwielbiający Harry'ego i dość duże nietypowe zwierzęta. Jego marzeniem jest dostać smoka :)
Och .. jak można nie kochać tego sympatycznego i niezdarnego olbrzyma hmmm ?

Malfoy, Draco Malfoy irytujący mały szkodnik. Zakochany w swoim pochodzeniu, nienawidzący mugoli, uwielbiający Ślizgonów. Odwaga to jego drugie imię do czasu gdy nie znajduję się w niebezpieczeństwie.

Powinnam wspomnieć również o rodzinie Weasleyów, która jest tak różna od rodziny HP ... pełna ciepła i miłości.. gdzie najważniejsze jest braterstwo i wspólnota. Nie zapominajmy o pewnym profesorze z tłustymi włosami Severusie Snape, który nie znosi głównego bohatera i o mądrej i pełnej klasy profesor McGonegall.

 Najbardziej denerwująca w książce jest dezorientacja Harry'ego.. bo kiedy Hagrid pojawia się w chatce chłopiec nic nie wie, ale już za chwilę doskonale odnajduję się w świecie magii. Albo był bardzo inteligentnym jedenastolatkiem, albo wszystko jest irytująco doskonałe.

 Czytając tą część, aż kusi mnie żeby opowiedzieć co będzie się działo dalej, jak wiele rzeczy już w "Kamieniu Filozoficznym" daje nam pogląd na inne .. "motor młodego Blacka" "Tylko głupiec jest w stanie okraść Bank Gringotta"czy rumieniec na twarzy Ginny, gdy pierwszy raz spotyka Harrego.

Powinnam również opowiedzieć o spotkaniu Pottera z Voldemortem, ale uważam, że było najsłabsze ze wszystkich. Może dlatego, że Ten- którego -imienia- nie można- wypowiadać jest po prostu słaby, a Harry tak mało o nim wie ? Albo może dlatego, że autorka chciała bardzo po woli wprowadzić nas w świat złej magii ? Sama nie wiem .

Ekranizacja "Harrego Pottera i Kamień Filozoficzny" jest po prostu ekranizacją. Nigdy mi się nie podobała i strasznie mnie denerwuję ,że Daniel Radcliffe ma niebieskie oczy, chociaż w książce wyraźnie każdy powtarza,że jest podobny do ojca, ale oczy.. oczy ma zielone po mamie !!

Ciekawostką jest również to, że w ekranizacji przygód młodego czarodzieja grają tyko aktorzy pochodzący z Wielkiej Brytanii, właśnie o to pokłóciła się autorka ze znanym reżyserem Stevenem  Spielbergiem, który do roli Harry'ego chciał zaangażować innego aktora. Czy były tak wspaniały jak  Daniel Radcliffe ? Tego na szczęście lub nieszczęście nigdy się nie dowiemy !

Wybaczcie, że recenzja książki jest niemal taka sama jak u mnie na blogu, ale nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem właśnie tej, a chyba nic lepszego bym nie wymyśliła ! Trzymajcie się cieplutko !

Film : "Harry Potter i Kamień filozoficzny" 2001 reż Chris Columbus
Książka : "Harry potter i Kamień Filozoficzny"J.K Rowling wyd. Media Rodzina

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Garść ogłoszeń


Witamy!

Sophie zaproponowała nam stworzenie albumu ze zdjęciami z Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Po krótkich naradach zgodnie uznałyśmy, że to wspaniały pomysł i czym prędzej zabrałyśmy się za jego realizację.
Myślę, że większość z Was zna stronę taką jak tumblr. Tam postanowiłyśmy założyć coś w rodzaju bloga, na którym zamieszczać będziemy zdjęcia i być może coś jeszcze, jeśli wpadniemy (lub Wy wpadniecie) na jakiś błyskotliwy pomysł.
Macie zdjęcia z UK lub Hiszpanii? Świetnie! Chcecie, by znalazły się w albumie? Nic prostszego! Są dwie opcje:
  • wysyłacie zdjęcia (najlepiej z dopiskiem gdzie i kiedy zostały zrobione) na nasz adres e-mail: teatimecorrida@gmail.com
  • jeżeli macie konto na tumblr, możecie dodać zdjęcie na swój profil, a następnie poinformować nas o tym fakcie (mailowo, w komentarzu lub w wiadomości na tumblr, o ile coś takiego istnieje). Udostępnimy je u nas (podając Wasz nick i adres bloga), czyli, krótko mówiąc, fotografia powędruje do grupowego albumu.

Druga sprawa to zmiana w regulaminie. Bardzo proszę, żebyście się z nim jeszcze raz zapoznali i zastanowili czy aby na pewno go przestrzegacie. Pojawił się punkt dziewiąty:

Zastrzegamy sobie prawo do edytowania tytułów postów i etykiet, jeśli znajdziemy w nich błędy. W treść Waszych recenzji nie ingerujemy. Jeśli jednak dodacie je, choć tego samego dnia pojawiły się już dwie inne, zapiszemy je jako kopie robocze bądź ustawimy termin publikacji na następny wolny dzień.



Zapraszamy do albumu, który dopiero zaczyna się tworzyć ;)

Książę Mgły- Carlos Ruiz Zafón

  Pewnego dnia zachodzę do biblioteki miejskiej i, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, na ladzie spostrzegam "Księcia Mgły" Zafona! Myślę sobie "No, no, jest jakiś postęp w tej bibliotece" i bez wahania wypożyczam książkę. Akurat potrzebowałam czegoś lekkiego, odprężającego, z sympatyczną akcją i miłymi bohaterami. Wiedziałam, że to wszystko znajdę w tej oto niepozornej książeczce dzięki poznanym kiedyś opiniom. I nie zawiodłam się:)


  Poznajemy historię rodziny Carverów w chwili, kiedy muszą opuścić miasto ze względu na toczącą się wokoło wojnę ( II W.Ś.). Nagła decyzja zapada niespodziewanie szybko i to w dniu urodzin Maxa, głównego bohatera. Carverowie kupują dom na plaży, który stoi niezamieszkany od dziesięciu lat. Poprzednimi właścicielami byli Fleischmanowie, ale z powodu tragedii, która ich spotkała, wyprowadzili się, zostawiając posiadłość samej sobie. Po przybyciu bohaterów do miasteczka, zaczynają się dziać dziwne i niepokojące rzeczy: czas się cofa, kot z dziwnymi oczami staje się nowym członkiem rodziny, a tajemnicze posągi ,stojące w ogrodzie pokrytym mgłą, zdają się skrywać groźną tajemnicę. Wkrótce Max i jego siostra poznają Rolanda oraz jego dziadka, latarnika. Nowy znajomy opowiada im historię zatopionego statku, a jego opiekun wyjawia tożsamość człowieka powiązanego z tym jak i z innymi wydarzeniami. Jest to Książę Mgły- czarnoksiężnik gotowy spełnić każde marzenie. Marzenie, które okazuje się wiele kosztować.

  Fabuła interesująca i intrygująca. Polubiłam Maxa, trzynastolatka, trochę nazbyt poważnego lub też mądrego, ale podobało mi się to i nie zamierzam już nic krytykować. Chociaż wiem jak Zafón świetnie pisze, to nie byłam ani trochę rozczarowana. Nawet w takim wydaniu delektowałam się jego poetycznością. Może powodem tego był fakt, że rozpoczęłam lekturę bez jakichkolwiek wymagań. I tyle. A co mam na myśli, pisząc "w takim wydaniu"? Otóż, to nie jest książka, która dorównywałaby "Cieniu Wiatru", czy innym jego powieściom. Jak sam autor napisał, jest to historia dla ludzi każdej kategorii wiekowej:) I w rzeczy samej, uważam, że jest uniwersalna. Dla dzieci prosta fabuła, nieskomplikowany język, a dla starszych piękne sentencje, czasem chwile grozy. Dodatkowo spodobało mi się, że akcja toczy się nad morzem. Mamy wakacje, morze kocham, więc po prostu nic dodać, nic ująć. I okładka książki sama w sobie zachwycająca:)

Polecam wszystkim dla rozrywki i odpoczynku.

Co do rozrywki, to znalazłam ciekawy cytat:

„Rozrywka jest jak laudanum; pozwala nam się oderwać od nędzy i bólu. Sęk w tym, że tylko przelotnie.”

No to tyle. "Tylko tyle. I aż tyle" :)


Wydawnictwo:  Muza SA
Liczba stron: 198
Moja ocena: -5/6

niedziela, 12 sierpnia 2012

„Więzień nieba” Carlos Ruiz Zafon

„W przyszłości wszystkie powieści będą czarne, albowiem jeśli w drugiej połowie tego patologicznego stulecia w ogóle cośkolwiek przetrwa, to będzie to zapach podstępu i zbrodni traktowanych i tak jako niewinne zabawy.”
Są takie książki, które wbijają się w pamięć i zapadają w serce. Dla mnie jedną z takich powieści jest „Cień wiatru” Zafona – historia, która ubarwiła moje sny i dostarczyła więcej emocji niż jakakolwiek inna. „Więźnia nieba” pragnęłam przeczytać, odkąd pojawiły się pierwsze doniesienia, że Zafon pracuje nad kolejną częścią cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek. Po skończonej lekturze mogę powiedzieć tylko jedno: żałuję, że się skończyła i czekam na ciąg dalszy, bo, że ten nastąpi, nie wątpię. 

„Więzień nieba” przenosi nas ponownie na ulice Barcelony, do księgarni Sempere i Synowie. Akcja skupia się głównie na przeszłości Fermina Romero de Torres, powracając do czasów, gdy właśnie skończyła się wojna domowa, a do władzy, w wyniku krwawego przewrotu, doszedł generał Francisco Franco. Jak się okaże: przeszłość lubi do nas powracać i tak Fermin, jak i Daniel, będą zmuszeni zmierzyć się z niewygodną prawdą.

Opisywana historia dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych: w roku 1957, a więc w dwa lata po wydarzeniach, opisanych w „Cieniu Wiatru” oraz w latach 1939-1940, i nawiązuje do czasów, gdy Franco, chciał oczyścić Hiszpanię z przeciwników reżimu. Caudillo, podobnie jak duce czy fuhrer, sprawował dyktatorską władzę, aż do śmierci w 1975 roku. W czasach reżimu frankistowskiego liczyły się jedynie: Kościół, wojsko i falanga (faszystowska partia polityczna) i tylko zwolennicy generała mogli liczyć na zajmowanie wysokich stanowisk. Wrogowie frankizmu byli mordowani lub trafiali do więzień na długie lata. Pomimo wszechobecnej cenzury i represji, nie można odmówić Franco jednego: miał talent polityczny i dzięki niemu Hiszpania wyszła z kryzysu. Na temat ideologii frankizmu napisałam pracę magisterską, temat jest mi więc bliski, nie mniej jednak, nie będę Was, Drodzy Czytelnicy, zanudzać historią, której być może nie lubicie. Wróćmy więc do właściwego tematu.
„Więzień nieba” to lektura na jeden-dwa wieczory. Fabuła wciąga od pierwszych stron, akcja raz spowalnia, raz przyśpiesza. Zafon po raz kolejny udowodnił swój kunszt literacki: książka napisana jest pięknym językiem i czyta się ją z przyjemnością. Bohaterów można poznać po sposobie, w jakim się wypowiadają. Szczególnie specyficzny jest styl Fermina: nacechowany ironią, ciętą ripostą i humorem. Jak to u Zafona bywa: złote myśli i piękne cytaty czekają na nas, co kawałek.

 „Wariatem jest ten, kto się ma za całkowicie normalnego, a za nienormalnych uważa resztę.”

Książka mocno nawiązuje do, wspomnianego już, „Cienia wiatru” i „Gry Anioła”. Obie powieści czytałam naprawdę dawno i przyznam szczerze, że momentami żałowałam, że nie pamiętam większej ilości szczegółów. Wydawca pisze, że części cyklu można czytać w dowolnej kolejności, ja jednak się z tym nie zgadzam. Jako, że Daniel w „Więźniu nieba” otrzymuje rękopis „Gry Anioła” Davida Martina, z której ma się dowiedzieć prawdy, proponowałabym czytanie w następującej kolejności: „Cień wiatru”, „Więzień nieba” i na koniec „Gra anioła”. 

Co do zakończenia, to właściwie nie jest ono zakończeniem, a jedynie zaproszeniem do dalszej części historii, na którą czekam z utęsknieniem od chwili, w której odłożyłam książkę na półkę.
Pomimo tego, że „Więzień nieba” jest książką świetnie napisaną i bardzo wciągająca, to jednak nie dorównuje pierwszej części. Całość przypomina trochę dobry kryminał, który jednak nie jest niczym nadzwyczajnym. Brak mu bowiem emocji, zawartych na kartach „Cienia wiatru”. Poza tym nie jest to już tak niezwykła i hipnotyzująca historia, a czytelnik nie jest zaskoczony – niby otrzymał to na co czekał, jednak jak się często okazuje: nie jest to tym, czego naprawdę pragnął.
 „Mężczyźni są jak kasztany sprzedawane na ulicy: jak je kupujesz, wszystkie są gorące i pięknie pachną, ale ledwie je wyjmiesz z torebki, natychmiast stygną i nagle stwierdzasz, że większość z nich jest w środku zgniła.”

sobota, 11 sierpnia 2012

Doris Lessing "O kotach"

Tytuł: O kotach (On Cats)
Autor: Doris Lessing
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 192

Sięgnęłam po tę książkę ze względu na tytuł - od dawna uważam się za miłośniczkę kotów, choć do takiej uwagi, jaką obdarza je Doris Lessing jeszcze wiele mi brakuje...
Doris Lessing jest brytyjską pisarką, obecnie 92-letnią, która w  2007 roku otrzymała literacką nagrodę Nobla. Akademia przyznająca tę nagrodę określiła ją jako "epicką wyrazicielkę kobiecych doświadczeń, która ze sceptycyzmem, żarem i wizjonerską siłą zgłębia podzieloną cywilizację"[1]. Gdy Lessing dowiedziała się o tym, że przyznano jej Nobla, powiedziała dziennikarzom: "To trwało 30 lat. Zdobyłam wszystkie możliwe nagrody w Europie, wszystkie te cholerne nagrody. Jestem bardzo zadowolona. Nobel to królewskie ukoronowanie, jak poker w kartach"[2]. Urodziła się w obecnym Iranie, dzieciństwo spędziła jednak na farmie w Rodezji Południowej, od których to doświadczeń rozpoczyna powieść "O kotach". Życie na farmie było pełne kotów, których nieustannie rodzący się nadmiar unicestwiać musiała matka Doris. Tam też pisarka spotkała Kota nad Kotami: "Przez całe lata porównywałam koty w domach przyjaciół, koty ze sklepów, z farm, z ulicy, koty na murkach, koty z pamięci do tego ładnego, niebieskoszarego zwierzaka, który dla mnie stał się Kotem nad Kotami, kotem nie do zastąpienia", lecz był to dopiero początek jej życia z kotami.
Książka składa się z trzech części, zatytułowanych następująco: "Koty nad kotami", "Rufus Twardziel" oraz "Starość El Magnifico". W każdej z nich poznajemy koty, którymi zajmowała się pisarka lub które napotkała na swej drodze. Poznajemy ich  różnorodne charaktery, zachowania, historie.  Dla mnie książka ta nie była intersująca, myślę że mogę polecić ją tylko naprawdę wielkim kocim wielbicielom, którzy z przyjemnością będą śledzić losy tych uroczych zwierząt, wykrzykując "mój kot też tak robi!" i którzy zgadzają się z autorką, że  "każdy uważny obserwator własnych kotów  wie o tych zwierzętach znacznie więcej niż oficjalny badacz ich życia", a czytając tę powieść, będą  w myśl tej zasady poszerzać swoją wiedzę o kotach.
W książce napotkać można też wspomnienie kilku ciekawych historii: kota, który przebył naprawdę długą drogę, by wrócić do domu lub kotki, która w pewnym sensie umiała liczyć. Nasuwa się też myśl o postępie weterynarnii, zwłaszcza podczas lektury pierwszej części książki, która, jak dowiadujemy się z przypisu tłumacza, powstała w latach 60-tych. Ongiś choremu i odwodnionemu zwierzęciu wodę trzeba było wmuszać pracochłonnymi i mniej lub bardziej brutalnymi metodami - dziś choremu kotu bezproblemu można podać kroplówkę...
Podsumowując: moim zdaniem książka tylko dla kocich maniaków (którym niestety jednak nie jestem) lub dla tych, którzy wiedzą, że lubią takie historie.
"Jakim rozkosznym stworzeniem jest kot! Moment radosnego zaskoczenia w ciągu dnia, miękka, ciepła gładkość pod ręką, kiedy budzicie się zimną nocą, gracja i wdzięk nawet u zupełnie zwyczajnego dachowca... Kot kroczy przez wasz pokój - i w tym samotnym marszu widzicie leoparda czy nawet panterę, obraca ku wam głowę - i żółty blask jego oczu mówi wam wyraźnie, jaki egzotyczny gość zawitał w wasze progi..."

[1] [2]Gazeta Wyborcza
Pozostałe cytaty pochodzą z książki.

piątek, 10 sierpnia 2012

Gorzkie urodziny - Anne Cassidy

Tytuł: Gorzkie Urodziny
Tytuł oryginalny: Birthday Blues
Autor: Anne Cassidy
Wydawnictwo: STENTOR
Stron: 203
Ocena: 7,5/10



Anne Cassidy to brytyjska pisarka, zanim jednak zaczęła publikować, była nauczycielką. I to da się zauważyć w jej książkach, gdyż są one pouczające, a przede wszystkim, jej bohaterowie mają problemy, z którymi muszą się zmagać współcześni nastolatkowie. Ta znajomość wpływa pozytywnie na wartość Gorzkich urodzin.

Ta historia się rozpoczęła, gdy inna właśnie dobiegła końca. Były moje siedemnaste urodziny(…). Stałam na kładce dla pieszych przewieszonej nad autostradą. Czekałam na Bena w naszym zwykłym miejscu spotkań po lekcjach, z dala od szkoły i wścibskich spojrzeń.

Bohaterką tej książki jest siedemnastoletnia Julia. Poznajemy ją w niezbyt miłych okolicznościach. Jej najlepsza przyjaciółka zdradziła ją, a chłopak okazał się podły i zarozumiały. Na domiar złego, dziewczyna odkrywa, że coś złego dzieje się z jej organizmem. W tym trudnym okresie może liczyć na wsparcie swojej rówieśniczki, sąsiadki, Tiny. Z początku, z dystansem podchodzi do nowej przyjaźni, jednak mijają kolejne dni, tygodnie i obie dziewczyny dogadują się coraz lepiej. Podczas tego upływającego czasu Julia odzyskuje radość życia i dobry humor, niestety nie można tego samego powiedzieć o Tinie, której problemy dopiero się zaczynają.

Na razi nie mogę o tym myśleć. Wszystko po kolei. Najpierw uporządkuję sprawy mamy, potem zajmę się tym (…). Żyję z dnia na dzień.

Tematyką tej książki jest odpowiedzialność, jaką ponosimy za nasze decyzje, za popełnione błędy. To historia o tym, jak jedno wydarzenie może wszystko zmienić. To również opowieść o różnych barwach miłości. Miłość córki do matki, takiej, która w pewnym momencie zamienia kolej rzeczy. Bo to córka opiekuje się matką. Obsesyjna miłość żony do byłego męża. Czy zwyczajne młodzieńcze zakochanie.

Opuściła mnie resztka siła i osunęłam się na murek. W dniu moich urodzin dowiaduję się, że moja najlepsza przyjaciółka i (…). Byłam przekonana, że nic gorszego nie może mnie już w życiu spotka. Myliłam się. Miało być dużo gorzej. 

Bohaterowie przedstawieni w tej książce są dobrze napisani. Są żywymi ludźmi, z którymi przeżywamy ich przygody. Język jakim się posługują jest naturalny, młodzieżowy i adekwatny do sytuacji. Opisy są kolejnym walorem Gorzkich urodzin. Możemy wczuć się w sytuacje, lepiej zrozumieć bohaterów. Jednak to, co mnie zaciekawiło, to przewrotność losów bohaterów. Nie spodziewałam się, takich wydarzeń. Myślałam, że wiem jak potoczy się dalej akcja, aż nagle autorka mnie zaskoczyła. Nieprzewidywalność, to najmocniejszy punkt Gorzkich urodzin. 

Podsumowując, książka idealna dla młodzieży, która czasem się gubi i warto by było, żeby przeczytała Gorzkie urodziny, żeby wiedzieć jak się odnaleźć. To również pozycja, mówiąca o fundamentalnych prawdach, przyjaźni i miłości. Pouczająca historia, która sprawi, że czytelnik zrozumie, że zawsze jest wiele wyjść z trudnych sytuacji. Że czasem trzeba walczyć i być silnym. Gorzkie urodziny, to dobra książka, mądra, a zarazem w sam raz dla młodych, dorastających ludzi.





czwartek, 9 sierpnia 2012

Niebezpieczna zabawa - Hilary Norman







Autor: Hilary Norman
Tytuł: Niebezpieczna zabawa
Oryginalny tytuł: Ralph’s Children
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: listopad 2009
Stron: 296
Ocena: 8/10




„Niebezpieczna zabawa” to moje pierwsze spotkanie z brytyjską autorką thrillerów – Hilary Norman. Wszystko zaczyna się niewinnie. Rówieśnicy z domu dziecka znajdują książkę „Władca much” Goldinga. Zaczynają się nocne schadzki i wspólne czytanie, aż do momentu, kiedy, jednej nocy zostają przyłapane przez swoją młodą podopieczną. Jednak ta nie poszła na nich na skargę, wręcz przeciwnie – dołączyła do nich. Czwórka dzieci i jedna dorosła. Zaczynają niby niewinną zabawę właśnie wtedy.  Wymierzali sprawiedliwość tym, którzy krzywdzili niewinne i bezbronne dzieci.

Tu wszyscy odgrywają główną rolę. Po tym jak poznajemy bohaterów z domu dziecka, następuje zapoznanie się z Kate Turner. Dziennikarką, która właśnie poroniła, ale nikt o tym nie wie. Grupa myśli, co innego po jej ostatnim reportażu. Po niej poznajemy Laurie Moon, która będąc nastolatką urodziła niepełnosprawne dziecko, które niestety nie jest z nią, ale w specjalnym ośrodku. Odwiedza syna regularnie, ale to nie jest wytłumaczenie dla dorastających rówieśników z Domu Dziecka.

Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, co się sprawdziło w tej powieści. Na początku często się myliłam, co do opisywanych w danym momencie pań, ale jakoś sobie poradziłam. Nieraz książka wywołała u mnie burze emocji. Od strachu po niedowierzanie. Jak pochopne wnioski wyciągnęli zawodnicy „zabawy”. Po tym, co widzieli i co czytali, a nie wiedząc, jaka jest prawda.

Książka bardzo mi się podobała i na pewno jeszcze sięgnę po twórczość Hilary Norman. Jestem ciekawa czy inne pozycje będą tak samo dobre, czy nawet jeszcze lepsze. Już mam niektóre z nich wypożyczone, więc w najbliższym czasie mam zamiar się za nie zabrać. Natomiast „Niebezpieczną zabawę” wszystkim polecam.