wtorek, 23 kwietnia 2013

Królestwo łabędzi – Zoe Marriott




Autor: Zoe Marriott  (strona autorki)
Tytuł: Królestwo łabędzi
Cykl wydawniczy: Poza czasem
Oryginalny tytuł: The Swan Kingdom
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Data wydania: 6 marzec 2013
Stron: 264
Ocena: 7/10







Królestwo to kraina prawie doskonała. Urodzajne ziemie i lud, który jest wierny Starym Zasadom. Najmłodsza z córek króla wiedzie beztroskie życie na dworze swojego ojca razem z braćmi. Aleksandra mimo wszystko jest bardziej przywiązana do swojej matki, która poświęca jej wiele uwagi ucząc ją co powinna wiedzieć Bystra. Kiedy jednak matka zostaje zabita przez okrutną bestię Aleksandra wie, że to nie był tylko przypadek, próbując uzdrowić matkę wszystkimi znanymi sposobami. Po tym wszystkim jej ojciec każdego dnia wyrusza do lasu wytropić bestię, codziennie wracając z pustą ręką. Ale pewnego razu to się zmienia… Wraca on bowiem z piękną niewiastą znalezioną w lesie. Od tego momentu wszystko nabiera tempa. Kobieta oczarowuje króla i jego poddanych,  a ten nie chcąc tracić czasu poślubia ją. Nieudolna próba odkrycia mrocznych sekretów macochy, kończy się wywiezieniem Aleksandry do Midland i wygnaniem jej braci z Królestwa. Co z tym wszystkim mają wspólnego łabędzie? Czy Aleksandra odkryje mroczne tajemnice macochy? Co za bestia zabiła mądrą i bystrą królową? Czy Aleksandra odnajdzie w sobie niezwykłą moc? Czy uczucie, które połączyło ją z Gabrielem przejedzie próbę czasu?

Piękna okładka to jest to, co pierwsze rzuca się w oczy. Jednak z tego, co zauważyłam to znak rozpoznawczy okładek serii „Poza czasem” wydawanej nakładem wydawnictwa EGMONT. Mają w sobie pewien urok i gdy tylko spojrzy się na okładkę od razu widać, że jest to książka z tego cyklu wydawniczego. „Królestwo łabędzi” jest już drugą książką Zoe Marriott wydanej właśnie w tym cyklu wydawniczym, pierwszą były „Cienie na księżycu”.

„Królestwo łabędzi” nawiązuje do pięknej baśni Hansa Christiana Andersena „Dzikie łabędzie”. Muszę przyznać, że wcześniej ich nie znałam, a żeby poznać nawiązanie do niej czym prędzej ją przeczytałam. Co mogę powiedzieć? Nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że „Królestwo łabędzi” przeczytałam pierwsze, czy też nie, ale powieść Marriott bardziej przypadła mi do gustu. Może dlatego, że było w niej więcej magii, którą uwielbiam? Była bardziej romantyczna? Jednak nie ma co porównywać baśni do powieści. Co najważniejsze nawiązanie jest tu bardzo widocznie, czego się nie spodziewałam, a co mnie pozytywnie zaskoczyło.

Aleksandra pomimo wieku jest silną osobowością, co pokazała przystąpieniem do zadania. Nie zgadza się na wszystko, wie czego chce i do tego dąży, nie zważając na swój fizyczny ból. Miłość i przywiązanie są dla niej ważniejsze. A Gabriel? Jest dobrze wychowanym młodzieńcem, rozumiejący swoją ukochaną. Tak, z pewnością należy do tego rodzaju bohaterów, z którymi sami, a raczej same z chęcią byśmy się zapoznały i ja tutaj nie jestem wyjątkiem, bo kto by nie chciał przystojnego i troskliwego księcia?

Jeśli autorka tak ciekawie pokazała swoją wizję baśni Andersena, to jestem bardzo ciekawa „Cieni na księżycu”, która z tego, co wiem również nawiązuje to jednej ze znanych baśni. Ciekawa fabuła i sprawnie poprowadzone tempo akcji, a także łatwy w odbiorze język to z pewnością najważniejsze atuty książki brytyjskiej pisarki. „Królestwo łabędzi” polecam wszystkim poszukiwaczom powieści przesyconej magią, miłością i baśniowością, bo to wszystko zaserwowała swoim czytelnikom Zoe Marriott w swojej drugiej już pozycji. Czekam z niecierpliwością na więcej jej książek na polskim rynku wydawniczym i na to, kiedy w końcu będę mogła przeczytać jej debiut.



Ale podobnie jak zmieniają się pory roku, tak i natura człowieka ulega zmianom.” [s.36]
~~~~
„Gdyby życzenia zmieniały się w konie, żebracy byliby wspaniałymi jeźdźcami.” [s.125]
~~~~
„Wykorzystaj swój dar i wiedzę. Zaufaj sobie. Wtedy będziesz wiedziała, co powinnaś zrobić.” [s.179]
~~~~
„- Nie powinnaś mi pozwolić, abym ciągnął cię do ogrodu. Czasami zachowuję się jak idiota, ale ty zachowujesz się jeszcze gorzej, nie mówiąc mi o tym ani słowa.” [s.232]

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Pięć małych świnek" - Agatha Christie

Zabójstwo pozostaje zabójstwem bez względu na to, czy je popełniono wczoraj, czy przed szesnastu laty.

Nie znoszę Herkulesa Poirot. Spośród wszystkich detektywów Agathy Christie, to on irytuje mnie najbardziej. Ciągle się wywyższa, jest przekonany o swej nieomylności - po prostu nie sposób go lubić. Ale nie ma dla niego sprawy nie do rozwiązania, potrafi znaleźć mordercę nawet po wielu latach od popełnionej zbrodni - to sprawia, że książki, w których jest głównym bohaterem, warto czytać chociażby dla spektakularnego sposobu rozwiązywania piekielnie trudnych kryminalnych zagadek.

Młoda kobieta prosi Herkulesa o przeprowadzenie śledztwa dotyczącego zbrodni sprzed szesnastu lat. Jej matka została oskarżona o otrucie męża, znanego malarza, Amyasa Crale’a. Kobieta w liście zapewniła córkę o swej niewinności. Klientka Poirota pragnie dowiedzieć się, czy rzeczywiście matka nie była morderczynią - ma to pozwolić jej ułożyć sobie normalnie życie, nie zadręczając się wątpliwościami.
 
Sprawa jest pozornie nie do rozwiązania. Domniemana zabójczyni nie żyje, a pięciu osobom, które w dniu śmierci malarza przebywały w jego domu, większość szczegółów już dawno się zatarła. Poirot może polegać jedynie na swej intuicji oraz listach, w których bliscy ofiary najdokładniej, jak umieli, spisali swoje wspomnienia.
 
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgXaw5vFd2d2a0GaPdadKjQokQ-CKRgN2EsupJotmUmjIEws7lm86zZRbsjAjCmRKtA6YV6rGZbBWVytNcR3RPy57Cmq-hRAGsJ03hk5hbDn64kYK0Xgkq2zT3BqKMYn6oAZtodEclvu-M/s1600/poirot-david-suchet.jpg
David Suchet - serialowy Poirot
„Pięć małych świnek”, podobnie jak inne powieści Agathy Christie, czyta się szybko i dość przyjemnie - ot, taka lektura na wieczór. Trzeba jednak nieźle wytężać przy niej umysł, kombinować, próbować wyprzedzić Poirota w odgadnięciu motywu i tożsamości mordercy. W połowie książki byłam pewna, że rozgryzłam, o co w całej sprawie chodzi - sądziłam, że ta powieść jest jedną ze słabszych napisanych przez Agathę. Byłam w błędzie, przyznaję się bez bicia. Autorka wystrychnęła mnie na dudka i sprawiła, że zaczęłam wątpić w swoją zdolność dedukcji. Nie zdołałam odgadnąć, kto był sprawcą, a po przeczytaniu nie doznałam nagłego olśnienia w stylu „no faktycznie!” - po prostu przez myśl mi nie przeszło, że to właśnie TA osoba zabiła malarza.
 
Wątpliwa skromność Herkulesa w tej powieści, o dziwo, nawet mi zbytnio nie przeszkadzała - znacznie ważniejsze od postaci detektywa było dla mnie prowadzone przez niego śledztwo. Po raz kolejny jestem zaskoczona jego geniuszem - Poirot rzeczywiście jest nieomylny. Nie rozumiem tylko, dlaczego wierszyk o pięciu świnkach, do których porównywał świadków, nagle, zupełnie bez powodu, przyszedł mu do głowy. Ale nic to, świnki nie miały większego znaczenia, zdania o nich były tylko tytułami poszczególnych rozdziałów.
 
„Pięć małych świnek” to dobry, zaskakujący i zupełnie nieprzewidywalny kryminał. Polecam przede wszystkim miłośnikom Królowej Kryminału, ale osoby, dla których powieść ta będzie pierwszym spotkaniem z jej twórczością, również nie powinny być zawiedzione.

sobota, 20 kwietnia 2013

Taniec czarownic - Jessica Gregson


Jessica Gregson wpadła na pomysł napisania powieści snującej się wokół wydarzeń w węgierskiej wsi Nagyrév podczas lektury encyklopedii seryjnych zabójców. Tam w latach 1914-1929 grupa kobiet zamordowała około 45-300 ludzi, głównie mężczyzn. Co do dokładnej liczby nie ma zgody. Wydaje się, że to niemożliwe, aby nikt nie zauważył nagłych zgonów takiej liczby osób przez tyle lat, ale można to wytłumaczyć tym, że była to mała, zagubiona w węgierskiej puszcie, wioska, niemal odcięta od zewnętrznego świata. Za całą sprawą stały dwie kobiety: Julia Fazekas oraz Susi Olah, które świadczyły swoje usługi jako akuszerki, ale także podobno jako czarownice. W finale tej sprawy osiem kobiet z tejże wioski zostaje powieszonych. Autorka zmienia w „Tańcu czarownic” nazwę wsi oraz imiona głównych bohaterek, a fakty miesza z fikcją literacką. Napomknę tylko, że znowu znowu dziwnie przetłumaczono tytuł, bo w oryginale brzmi on „The Angel Makers”. Zdaję sobie sprawę, że „Fabrykantki aniołów” nie brzmią zbyt dobrze i może nie oddają dobrze gry słów, ale „Taniec czarownic”?

Jessica Gregson zaczyna swoją opowieść w 1914 roku, a więc u progu pierwszej wojny światowej i zabiera nas do wioski, gdzie mieszka czternastoletnia Sari Arana, która właśnie straciła swojego ojca. Jej ojciec był kimś w rodzaju znachora i mędrca, cieszył się 
Zbrodniarki z Nagyrev przed sądem - źródło 
 wielkim poważaniem. Niestety ów szacunek nie przeszedł na córkę. Jej matka zmarła przy jej porodzie, a ona sama miała odziedziczyć zdolności po ojcu, oprószone dodatkowo magicznymi zdolnościami, co kobiecie nie przynosiło zaszczytu, wręcz przeciwnie. Sari była dziewczyną „nowoczesną” na owe czasy, nie tylko umiała czytać i pisać po węgiersku, ale dodatkowo posługiwała się dobrze niemieckim. Jej ulubioną książką była „Jane Eyre”. Sari pragnęła czegoś więcej od życia i świata, nie chciała się zamknąć w ciasnych ramach wioskowej wspólnoty, nie marzyła, aby być uwiązaną w małżeństwie. Niestety, zgodnie z ówczesnymi zwyczajami nie było pożądane to, aby po śmierci ojca mieszkała sama. Miała więc dwa wyjścia, mogła wyjść za mąż za swojego możnego kuzyna Ferenca lub zamieszkać z przyszywaną ciotką Judit, która była akuszerką i zielarką, czasami pomagającą sobie także zaklęciami. Nie czuła się gotowa do zamążpójścia, częściowo także związana była obietnicą daną ojcu, że nie wyjdzie za mąż przed ukończeniem osiemnastego roku życia. Ferenc wyruszył więc na wojnę, a ona, nieoficjalnie zaręczona, przeniosła się do ciotki Judit, gdzie mogła wzbogacić swoją wiedzę zielarki, która częściowo została jej przekazana już przez ojca, a także dodatkowo uczyć się przyjmować porody. Pomiędzy bezdzietną Judit i młodą Sari nawiązała się niezwykła relacja, przypominająca stosunki pomiędzy matką i córką, stopniowo budowana na bazie zaufania i wyjątkowej zażyłości. To właśnie te relacje były dla mnie szczególnie interesujące, jak i stosunki pomiędzy Sari i pozostałymi mieszkankami wioski.

Susi Olah (książkowa Sari) druga z prawej) - źródło 
Wojna zmieniła w wiosce wszystko, praktycznie kobiety zostały same, wyzwoliły się z mężowskich oków, zbliżyły się też do siebie. Nawet Sari, poprzednio wytykana placami i budząca strach, została zaakceptowana przez resztę kobiecego społeczeństwa. Rozluźniły się obyczaje, kobiety mogły się swobodniej ubierać i zachowywać, a totalny zwrot dokonał się, kiedy na obrzeżu wioski założono niewielki obóz dla włoskich jeńców wojennych. Można się tylko domyślać, co się wtedy zaczęło dziać. Większość z tych kobiet nie była szczęśliwa w związkach małżeńskich, do których w większości przypadków były przymuszane przez rodziców, czy nawet gwałty. To mężowie byli ich panami i władcami, często bardzo srogimi, a wojna dała im kilka lat wolności. Wojna się jednak skończyła, jeńcy musieli wrócić do własnego kraju, a mężowie do domów. Nie wszystkim to się podoba. Solidarność kobieca zadzierzgnięta w czasie wojny daje swoje zatrute owoce również w czasie pokoju...

„Taniec czarownic” czyta się dobrze, aczkolwiek nie przekonywał mnie język, którym posługiwała się Sari. Nawet jeśli była wyedukowana bardziej, niż większość jej koleżanek, to nie byłam przekonana do jej aż tak wysokiego poziomu intelektualnego. W końcu była prostą dziewczyną z wioski, może bardziej bystrą, ale nie uczęszczającą nigdy do szkoły. Książka do połowy przypomina romans, a od połowy kryminał. Mimo, iż starałam się nie wczytywać za bardzo przed lekturą o co tak dokładnie chodziło w sprawie zbrodni w Nagyrévie, to akcja jest tak poprowadzona, że można się domyślić finału. Owszem, interesująca jest to pozycja z punktu psychologii tłumu i tego, jak pojedyncze osoby, w tym wypadku nie chodzi mi tylko o Sari czy Judit, ale na przykład również o złą do szpiku kości Orsolyę, mogą wpływać na opinie i zachowania innych członków wspólnoty, jak łatwo jest przekroczyć tą cienką linię pomiędzy dobrem, a złem, jak prosto jest „przedobrzyć” i pozbyć się wszelkich etycznych limitów. Od połowy książki zwietrzyłam już jej zakończenie, więc szczerze mówiąc doczytałam ją bez większego zainteresowania całą sprawą. Nie byłam zachwycona tą pozycją. Temat świetny, ale przedstawiony w zbyt oczywisty sposób, nie dostarczył mi emocji, których się spodziewałam. Jak dla mnie to po prostu średnie czytadło na jeden wieczór.


Notka pochodzi z Myśli Czytelnika 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Cathy Glass Nikomu nie powiem.



"Nie,  nie zawiodę cię Cathy naprawdę staram się być grzeczny".
Czy dzieci , które sprawiają trudności wychowawcze i wymagają dużo większej opieki niż ich rówieśnicy już na początku stawiane są na przegranej pozycji i nie mogą walczyć o prawdziwą kochającą  rodzinę ? 
Kolejna książka Cathy Glass  wchodząca w skład serii Pisane przez życie  pokazuje , że czasem nie  wszystkie porzucone lub odebrane rodzicom maluchy od razu mają szansę na szczęście.  Czasem tak jak siedmioletni Reece są z powodu  swojego zachowania wielokrotnie przenoszone  , oddawane i zabierane kolejnym rodzinom zastępczym. Opieka społeczna zdecydowała się powierzyć chłopca Cathy ponieważ wiedziała , że kobieta ma duże doświadczenie w pracy z  trudnymi dziećmi i potrafi  szybko zaskarbić sobie ich sympatię.   Gdy niesforny mały szkrab pojawia się u Glass od razu ujawniają się jego problemy oraz zaburzenia zachowania. Dziecko  już na początku potwierdza przypuszczenia swojej nowej opiekunki i udowadnia , iż opieka społeczna nie bez powodu wystawiła  o nim tak negatywną opinię. Krzyczy  bije i gryzie wszystko co napotka na swojej drodze. Nieświadomie używa wulgarnych słów, krzywdzi innych i nie pozwala aby ktokolwiek spróbował nad nim zapanować. Biologiczna matka  zachowuje  się podobnie jak jej syn jest agresywna i zaciekle walczy o prawo widywania się ze swoimi dziećmi . Zrobi wszystko aby dopiąć swego  . Dla niej nie istnieje coś takiego jak konsekwencje liczy się tylko osiągnięcie celu. Gdy starałam się bliżej poznać okoliczności zabrania dziecka matce i  znaleźć odpowiedź na pytanie jak wyglądało życie chłopca u boku biologicznych rodziców  czytając każdą kolejną stronę byłam coraz bardziej zdruzgotana. Nie mogłam uwierzyć jak można tak traktować dziecko , które nie jest niczemu winne, dlaczego osoba, która powinna otoczyć dziecko opieką i zapewnić mu to czego potrzebuje woli potraktować go jak nikomu niepotrzebne "piąte koło u wozu"?. 
" To wstrząsająca opowieść dla, której trzeba szukać mocnych środków wyrazu". 

Reece już od pierwszych lat życia  przejmował od matki negatywne wzorce , obserwując jej agresywne zachowania i reakcje później sam je powtarzał bo nie widział w tym nic złego. Skoro mama nie potrafiła właściwie się nim zajmować trudno oczekiwać aby maluch potrafił  bez protestów wykonywać polecenia , ubierać się , korzystać z toalety czy pisać najprostsze słowa. W domu rodzinnym nie wprowadzono bowiem żadnej dyscypliny ani nie nauczono chłopca samodzielności. Opieka nad  dzieckiem , które ma tak ogromne trudności z koncentracją i nauką , jest nadpobudliwe  i lekceważone wymaga ogromnego zaangażowania i cierpliwości.  Cathy Glass jako doświadczona matka zastępcza  została wybrana przez opiekę społeczną  i poproszona o to aby pomóc chłopcu wyjść na prostą   i dać mu to czego nie dostał od własnej mamusi . Autorka  podczas rozmów z chłopcem zauważa , że dziecko na prawie każde zadane mu pytanie odpowiada  " nie wiem" , Jaka jest tego przyczyna ?  Jaką tajemnicę ukrywa dzieciak ? , Dlaczego obiecał komuś , że nigdy  i nikomu  tego sekretu nie wyjawi ? 
"Książka jest ostrzeżeniem aby nie być obojętnym gdy obok  dzieje się coś złego".
 Brytyjska pisarka i opiekunka zdecydowała się opowiedzieć swoim czytelnikom następną  pełną skrajnych emocji i szokujących opisów historie, która wydarzyła się naprawdę. Miała na tyle odwagi  i ponownie zwróciła naszą uwagę na problem  jaki dla wielu wydaje się być czyimś wymysłem , fanaberią . Glass  chce  pokazać potencjalnym czytelnikom , że trudności wychowawcze naprawdę się pojawiają, ale wcale nie są powodem dla, którego malec ma być traktowany gorzej niż  jego rówieśnicy . On ma nie tylko swoje własne potrzeby , ograniczenia , ale i pozytywne  uczucia, których pozostali nie potrafią  docenić . Czytając tę pełną drastycznych  scen  powieść utwierdziłam się w przekonaniu , że praca z trudną młodzieżą i dziećmi  to naprawdę ciężki kawałek chleba . Aby móc realizować się  w zawodzie pedagoga resocjalizacyjnego potrzebna jest nam nie tylko chęć , ale także odpowiednie podejście , empatia i przede wszystkim ogromna odporność psychiczna. Tylko wtedy będziemy mogli naprawdę wesprzeć  osobę , która czeka aby wyciągnąć do niej pomocną dłoń. 
" Nikomu nie powiem " to jedna z tych publikacji , które zamiast zapewnić chwilę relaksu  otwierają  nam oczy i pokazują  jak bardzo okrutni potrafią być ludzie i do czego może doprowadzić brak matczynej opieki . Jest to także , szokujący obraz , którego chyba nikt nie chciałaby oglądać a jednak czasem mimo wszystko widzi czyjeś cierpienie. Takie książki pomimo bolesnej i trudnej tematyki są potrzebne bo  podobne problemy zamiast znikać pojawiają się  coraz częściej . 
Źródło cytatów: 
 [1] Cathy Glass , Nikomu nie powiem  ,  Wydawnictwo Hachette Warszawa  2012 ,Str.222 .

[2] Cathy Glass , Nikomu nie powiem  ,  Wydawnictwo Hachette Warszawa  2012 ,Str.5.
 

[3] Cathy Glass , Nikomu nie powiem  ,  Wydawnictwo Hachette Warszawa  2012 ,Str.5.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Charlotte Bronte Profesor .

Przeczytanie wszystkich powieści sióstr Brontë jest jednym z moich czytelniczych postanowień na ten rok. Tak więc po przeczytaniu dwóch książek napisanych przez Anne i Emilly przyszedł wreszcie czas aby zapoznać się z utworami , które pozostawiła po sobie najstarsza z pisarskiego rodzeństwa czyli Charlotte.
Jak na tle "Wichrowych Wzgórz" i "Agnes Grey" wypada "Profesor" ? Powiem krótko świetnie. Jeśli będziesz czytał/ czytała tę recenzję dalej dowiesz się dlaczego tak uważam. Zanim jednak wystawię książce ostateczną ocenę przybliżę jej fabułę , napiszę kilka swój o najważniejszej postaci utworu oraz stylu jakim posłużyła się ta znana pisarka oraz o rzadko spotykanym zabiegu literackim, który zastosowała autorka.

Głównym bohaterem i narratorem powieści jest młody mężczyzna William Cromsworth , który dopiero wkracza w dorosłość i wciąż poszukuje własnej tożsamości , zastanawia się co chce robić dalej. Przez pierwsze kilka lat życia zanim trafił do szkoły z internatem wychowywali go krewni. Po ukończeniu ostatniego etapu edukacji postanawia zrezygnować z tego co zapewnia mu jego arystokratyczne pochodzenie i wyjechać do Brukseli aby tam poszukać nie tylko pracy , ale i swojego miejsca. Przy małej "pomocy" przyjaciela udaje mu się zdobyć posadę nauczyciela angielskiego w szkole z internatem do. której uczęszczają tylko dziewczyny . Tym samym mężczyzna ma okazję aby wreszcie lepiej poznać naturę kobiet bo wcześniej niezbyt często dostawał szansę by z się z nimi spotykać. Czy któraś z koleżanek spróbuje zawrócić mu w głowie ? a jeśli tak to jak na te próby zareaguje tytułowy profesor ?

Debiutancka powieść Charlotte Brontë wydana w Anglii dopiero po śmierci pisarki jest prawdziwą literacką ucztą , ale nie dla każdego. Osoby , które chcą podczas czytania poczuć dreszczyk emocji czy zapoznać się z dobrze skonstruowanymi dialogami mogą czuć się zawiedzione bo w książce dominują plastyczne opisy, subtelny język a rozmowy pomiędzy bohaterami schodzą na drugi plan. Najstarsza z sióstr zgrabnie i z klasą wplata w fabułę wątki autobiograficzne ( sama również była nauczycielką języka angielskiego i miała okazję poznać smak miłości). Powieściopisarka zdecydowała się powierzyć rolę narratora mężczyźnie . Tak zabieg jest niezwykle rzadko stosowany w literaturze XIX Anglii. Wszystkie trzy siostry miały pewien niezwykły dar kreowania postaci , które na długo zapadają w pamięć. Wszystkie osoby, które udało im się stworzyć przy użyciu własnej wyobraźni są bardzo wyraziste , realne potrafią przykuć uwagę czytelnika. Każdą nich możemy obdarzyć zaufaniem i być pewni , że dobrze poprowadzi nas ulicami Londynu i opowie o tym jakie było życie w tamtym okresie historycznym oraz czym różniło się od czasów nam współczesnych . Podobało mi się to , że autorka postanowiła na niektórych stronach umieścić również zwroty w języku francuskim , które zostały objaśnione w przypisach.
Moje trzecie spotkanie z pisarskim dorobkiem brytyjskich sióstr uważam za bardzo udane. Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak tylko gorąco polecić tę pozycję i czekać aż będzie mi dane przeczytać kolejne dzieła Charlotte bo wiem , że warto.