czwartek, 26 września 2013

Studnia wieczności – Libba Bray




Autor: Libba Bray (strona autorki)
Tytuł: Studnia wieczności
Seria: Magiczny krąg #(strona trylogii
Cykl wydawniczy: Czytaj po zmierzchu
Oryginalny tytuł: The Sweet Far Thing
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2010
Stron: 760







„Siedzimy zasłuchani i zauroczeni jak zawsze, gdyż dobre opowieści mają to do siebie, że ich magia nigdy nie blaknie.” [s.227]




Wiele się wydarzyło podczas rocznej nauki Gemmy Doyle w Akademii Spence. Pomimo tego los nie oszczędził jej wielu kłopotów, zmartwień, kolejnych tajemnic do odkrycia związanych z międzyświatem, jak i z życiem przyszłej angielskiej damy. Przygotowania do debiutu trwają, ale czy będzie mogła się do niego przygotować na spokojnie? Czy na pewno wszystkie sprawy zostały zamknięte?  Kim jest tajemnicza dama ukazująca się w wizjach? Gdzie zniknął Kartik? Czym jest i co oznacza Drzewo Wszystkich Dusz? Kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem? Kogo tak naprawdę należy się bać? Czy Gemma zdoła ochronić najbliższych i czy zajrzy w najmroczniejsze zakamarki swojej duszy?

Cóż… i w tej części dużo się dzieje, w końcu to zakończenie trylogii, więc tak powinno być, ale… Tak, jest jedno ale. Choć lubię tak zwane „cegiełki” to chyba w tym przypadku ta mnie przytłoczyła. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam jedną książkę przez… miesiąc! O wiele, wiele za długo, tym bardziej, że zaczęłam ją w wakacje. Jakoś nie chciało mi się jej czytać, nie ciągnęło mnie do niej. Musiałam wręcz zmuszać się do sięgnięcia po nią, choć nawet nie wiem dlaczego, bo pióro pani Bray niezwykle mi się podoba, historia i pomysł na nią też są ciekawe, bohaterowie dobrze zarysowani. Nie wiem, możliwe, że lepiej czytałoby mi się ją w momencie, gdyby miała mniejszą objętość. I to jest chyba największy minus. Szkoda, że zajęła mi tak dużo czasu.

Nie zabrakło momentów zaskoczenia, nie zabrakło skrajnie różnych emocji, nie zabrakło momentu, w którym moje serce ledwo wytrzymywało, nie zabrakło momentu, w którym byłam bliska uronieniu kilku samotnych łez. Nie, tego nie zabrakło. Żałuję jednak, że musiałam na to tyle czekać. Że musiałam tyle męczyć się z lekturą, żeby dotrzeć do tych momentów.

Do bohaterów jestem mocno przywiązana. Każdy z nich mnie, w jakiś sposób zaintrygował, zaskoczył i w każdym zaszła istotna zmiana. Bray świetne ich zarysowała. Gemma to dziewczyna, którą chciałabym poznać, porozmawiać, dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o niej, jej magicznej mocy, jak i międzyświecie, Kartik to chłopak, który – co tu dużo pisać – naprawdę mnie oczarował, Annę chciałabym zobaczyć i posłuchać na deskach teatru, a Felicity jest tą, z którą z przyjemnością wybrałabym się na zakupy i z którą zrobiłabym niejedną rewolucję. Jedynie z Pip nie chciałabym mieć nic wspólnego, choć jest to jak najbardziej barwna postać, to jednak nie zżyłam się z nią jakoś szczególnie podczas mojej przygody z tą trylogią.

Dzięki wydarzeniom, które mają miejsce w Studni wieczności mamy okazję jeszcze bliższego zaznajomienia się z całym międzyświatem. Mamy okazję poznać go od innej strony. Jego mieszkańców, krainy, plemiona, relacje pomiędzy nimi, ich historię. Libba wreszcie przedstawiła nam jego pełny obraz. Jak i najbarwniejszą jego postać, jaką jest z pewnością Gorgona, bo wreszcie możemy przekonać się, na co ją tak naprawdę stać, choć to i tak w skróconej i mniej brutalnej wersji, jaka jest naprawdę. A i Asha zrobiła na mnie pozytywne wrażenie pod koniec powieści.

Pomimo moich trudności związanych z lekturą i czasu na nią poświęconego, zakończenie pozostawiło u mnie uczucie niedosytu. Chciałabym dowiedzieć się, co będzie dalej z trzema przyjaciółkami i innymi bohaterami. Szczerze w to wątpię, ale chciałabym przeczytać jakąś nowelę lub nawet jedną osobną książkę o dalszych losach Gemmy i jej rodziny, Ann, Felicity oraz drugoplanowych bohaterów, którzy odegrali – mniej lub bardziej istotną – rolę w tej trylogii. Chciałabym się dowiedzieć, co u nich słychać 5, 10 czy 15 lat po zakończeniu Studni wieczności. Czy życie ułożyło im się po ich myśli czy wręcz przeciwnie. Z chęcią przeczytałabym także o życiu matki Gemmy sprzed wydarzeń opisanych w pierwszej części.

Trylogia tworzy jedną, bardzo dobrą spójną całość, jednak, co dało się zauważyć z każdym kolejnym tomem zanotowałam spadek formy. Z każdym kolejnym tomem było coraz gorzej, jednak Magiczny krąg jest naprawdę świetny i godny polecenia. Pełen magii, wiktoriańskiej Anglii, pięknych sukien, etykiety, bali, spotkań, ploteczek, kłamstw, tajemnic i układów, a w tym wszystkim one – wyróżniające się na tle społeczeństwa młode kobiety. 

Ocena: 7/10


~~~~
„Niezgoda nie musi stanowić przeszkody. Z różnic można czerpać siłę.” [s.284]
~~~~
„- O zasadach magii, szanowna pani, lepiej nie dyskutować. Bo gdy już rozumiemy, na czym polega iluzja, przestajemy w nią wierzyć.” [s.295]
~~~~
„- A magia sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Nasze intencje czynią ja taką lub taką.” [s.343]
~~~~
„Nieobecność to dziwna sprawa. Gdy przyjaciele są nieobecni, ich osobowość zdaje się potężnieć, aż w końcu ich brak staje się dominującym elementem naszego życia.” [s.398]

____
Trylogia Magiczny krąg:

4 komentarze:

  1. Mnie jakoś ta seria nie porwała

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobała mi się pierwsza część, ale pozostałych niestety nie udało mi się zdobyć...Będę musiała jeszcze trochę poczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tej części nie czytałam i koniecznie muszę ją nadrobić:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam tą książkę w bibliotece, ale nie zachęciła mnie na tyle, żeby ją wypożyczyć :)

    OdpowiedzUsuń